CELEBRITY
Monika Olejnik zabrała głos po wizycie u Łatwoganga. Ujawnia, co działo się za kulisami
Monika Olejnik u Łatwoganga pojawiła się w kawalerce na warszawskim Gocławiu podczas charytatywnego streamu dla Fundacji Cancer Fighters. Jej obecność na wydarzeniu wzburzyła część internautów. Teraz dziennikarka tłumaczy swoje pojawienie się na transmisji, zdradzając kuliscy całego wydarzenia.
Łatwogang prowadził w sieci transmisję na żywo, która trwała nieprzerwanie dziewięć dni, a zbiórka od początku była prowadzona na rzecz Fundacji Cancer Fighters. Na streamie pojawiło się mnóstwo gwiazd, a jedną z osób, która wywołała wśród oglądających skrajne emocje, była Monika Olejnik. Jak tłumaczy swój udział w wydarzeniu?
To dlatego Monika Olejnik była u Łatwoganga
Monika Olejnik w wywiadzie z Plejadą nie ukrywała, że do wizyty u Łatwoganga skłoniła ją prywatna historia i własne doświadczenia związane z chorobą nowotworową. Wprost wskazała też, że przyjechała po to, by pomóc Mai i innym dzieciom, które chorują i walczą o zdrowie.
Mam swoje porachunki z rakiem, dlatego odwiedziłam mieszkanie wspaniałego twórcy internetowego Łatwoganga po to, żeby pomóc Mai i innym dzieciom, które chorują i dzielnie walczą, ale też po to, żeby przypomnieć mój apel, który powtarzam od lat: ‘badajcie się, proszę! To może uratować życie’. Najważniejsze jest to, że dzieci chore onkologicznie otrzymają pomoc, o której marzą! I to jest zwycięstwo wszystkich ponad podziałami
powiedziała Monika Olejnik.
Słowa te wybrzmiewają szczególnie znaczące po sytuacji, w której internauci domagali się opuszczenia przez dziennikarkę sławnej już kawalerki. Wtedy też w obronie Moniki Olejnik stanął Łatwogang.
W kolejnych wypowiedziach dziennikarka zdecydowała się też ujawnić, jak wyglądały kulisy całego wydarzenia.
Życzliwość i świetna atmosfera zaczynała się już w drodze do mieszkania Piotrka na ulicy i potem słynny korytarz, pomoc sąsiadów podających wodę, muzyka, śpiewy, taniec. I to magiczne mieszkanie, które oglądaliśmy w naszych telefonach, komputerach i telefonach, przypominające festiwal radości street art. Wszyscy się uśmiechali, a kwota wpłat rosła na naszych oczach
