CELEBRITY
Pilny komunikat mamy pięcioraczków. Ogłosiła koniec, dramatyczny wpis niesie się po sieci
Szok i gorzkie wyznanie Dominiki Clarke, znanej jako mama „pięcioraczków z Horyńca”. Kobieta poinformowała w mediach społecznościowych, że jest zmuszona zamknąć istotny rozdział swojego życia — i jak podkreśla, wcale nie była to jej decyzja. Nie kryje rozgoryczenia i jasno daje do zrozumienia, że obecny bieg wydarzeń ją przytłacza.
Clarke przenieśli życie do Tajlandii
Rodzina Clarke od dłuższego czasu funkcjonuje w przestrzeni publicznej, a ich codzienność obserwują tysiące osób w mediach społecznościowych.
W pewnym momencie Clarke’owie zdecydowali się na zmianę miejsca życia i przenieśli się do Tajlandii. Jak wskazywali wcześniej, celem było ograniczenie presji i zwiększenie prywatności, która w Polsce była trudna do utrzymania przy tak dużym zainteresowaniu internautów. Nowe miejsce zamieszkania oznaczało także zmianę rytmu dnia oraz organizacji codziennych obowiązków związanych z dużą rodziną. Pomimo przeprowadzki zainteresowanie rodziną nie osłabło. Publikowane materiały w sieci nadal trafiają do szerokiego grona odbiorców i są komentowane przez obserwujących. Każda informacja dotycząca życia Clarke’ów szybko zaczyna funkcjonować w obiegu internetowym, co sprawia, że ich codzienność pozostaje widoczna dla publiczności mimo zmiany kraju zamieszkania.
To właśnie ta stała obecność w sieci sprawia, że nawet drobne zmiany w ich życiu szybko stają się szeroko komentowane i natychmiast pojawiają się w dyskusjach internautów.
Wyszukaj w serwisie
Szukaj
NEWSY
TYLKO U NAS
FOTO
TELEWIZJA
LIFESTYLE
QUIZY
O NAS
Swiatgwiazd.pl
>
Newsy
>
Pilny komunikat mamy pięcioraczków. Ogłosiła koniec, dramatyczny wpis niesie się po sieci
Magdalena Szymańska
29.04.2026 21:26
Pilny komunikat mamy pięcioraczków. Ogłosiła koniec, dramatyczny wpis niesie się po sieci
fot. Facebook
Szok i gorzkie wyznanie Dominiki Clarke, znanej jako mama „pięcioraczków z Horyńca”. Kobieta poinformowała w mediach społecznościowych, że jest zmuszona zamknąć istotny rozdział swojego życia — i jak podkreśla, wcale nie była to jej decyzja. Nie kryje rozgoryczenia i jasno daje do zrozumienia, że obecny bieg wydarzeń ją przytłacza.
Clarke przenieśli życie do Tajlandii
Rodzina Clarke od dłuższego czasu funkcjonuje w przestrzeni publicznej, a ich codzienność obserwują tysiące osób w mediach społecznościowych.
W pewnym momencie Clarke’owie zdecydowali się na zmianę miejsca życia i przenieśli się do Tajlandii. Jak wskazywali wcześniej, celem było ograniczenie presji i zwiększenie prywatności, która w Polsce była trudna do utrzymania przy tak dużym zainteresowaniu internautów. Nowe miejsce zamieszkania oznaczało także zmianę rytmu dnia oraz organizacji codziennych obowiązków związanych z dużą rodziną. Pomimo przeprowadzki zainteresowanie rodziną nie osłabło. Publikowane materiały w sieci nadal trafiają do szerokiego grona odbiorców i są komentowane przez obserwujących. Każda informacja dotycząca życia Clarke’ów szybko zaczyna funkcjonować w obiegu internetowym, co sprawia, że ich codzienność pozostaje widoczna dla publiczności mimo zmiany kraju zamieszkania.
To właśnie ta stała obecność w sieci sprawia, że nawet drobne zmiany w ich życiu szybko stają się szeroko komentowane i natychmiast pojawiają się w dyskusjach internautów.
Clarke rezygnuje z biznesu po groźbach
Dominika Clarke opublikowała na Facebooku obszerny wpis, w którym poinformowała o odejściu z biznesu, który miał być dla niej formą „normalnej pracy”, jak określała to część osób krytycznych wobec jej wcześniejszej aktywności. Wpis odnosił się do sytuacji związanej z działalnością, którą współtworzyła.
ZMUSILIŚCIE MNIE DO REZYGNACJI… CZY TAK WYGLĄDA WASZA „TROSKA”? Piszę to z ogromnym bólem, ale i z furią, której nie zamierzam już ukrywać. Zostałam zmuszona do rezygnacji z pracy w biurze. Nie potrafię pojąć logiki osób, które od dwóch lat wykrzykują w moją stronę: „zniknij z sieci i idź do normalnej pracy!”. Zrobiłam to. Otworzyłam biuro, nawiązałam współpracę, zaczęłam budować coś stabilnego poza mediami społecznościowymi. I co zrobiłyście, drogie „obrończynie”? Zniszczyłyście to, zanim na dobre ruszyło.
Jak wynika z jej relacji, decyzja była spowodowana falą anonimowych wiadomości i gróźb kierowanych wobec jej wspólników. W obawie o ich komfort i bezpieczeństwo Clarke zdecydowała się na wycofanie z firmy — jak zaznaczyła w treści posta.
Nękanie mojej wspólniczki, zastraszanie jej, ohydne kłamstwa o moich rzekomych długach i próby zaszczucia każdego, kto podał mi rękę – to jest Wasze „dobro dzieci”? Zabrałyście matce 11 dzieci możliwość legalnego zarobkowania w biurze. Czy teraz Wasze sumienia są czyste? Osiągnęłyście swój cel: dla bezpieczeństwa moich partnerów biznesowych i spokoju rodziny, wycofuję się z tego projektu. Ale nie myślcie, że to koniec.
W komunikacie zapowiedziała również podjęcie kroków prawnych wobec osób odpowiedzialnych za zastraszanie.
Wszystkie dowody nękania, maile z pogróżkami, screeny z grup lokalnych i próby sabotażu moich działań zawodowych są już zabezpieczone. Przekazałam sprawę prawnikowi. To już nie jest internetowy hejt – to jest celowe niszczenie reputacji i miejsca pracy, a za to w polskim prawie płaci się wysoką cenę.
W swoim wpisie odniosła się także do zarzutów dotyczących finansowania życia. Podkreśliła, że prowadzenie biura podróży miało być alternatywą dla krytykowanego przez niektórych modelu opartego na zbiórkach internetowych.
