NFL
Tak teraz wygląda grób Tomasza Komendy. W oczy rzuca się jeden znicz. Ktoś coś na nim napisał
Tak teraz wygląda grób Tomasza Komendy. W oczy rzuca się jeden znicz. Ktoś coś na nim napisał
Historia Tomasza Komendy to jeden z najbardziej poruszających i jednocześnie najbardziej wstydliwych rozdziałów w historii polskiego wymiaru sprawiedliwości. To opowieść o błędzie, który urósł do rozmiarów tragedii, i o człowieku, który zapłacił za niego niemal całym swoim życiem.
Komenda miał zaledwie 23 lata, gdy w 2004 roku został skazany na 25 lat więzienia za brutalne zgwałcenie i zabójstwo 15-letniej dziewczyny w Miłoszycach pod Wrocławiem. Wyrok zapadł mimo braku jednoznacznych dowodów i w atmosferze silnej presji społecznej, która domagała się szybkiego wskazania winnego.
Śledztwo od początku obarczone było poważnymi błędami. Kluczowe zeznania zostały wymuszone, a opinie biegłych okazały się nierzetelne. Komenda, młody mężczyzna z trudnym dzieciństwem i bez zaplecza prawnego, nie miał realnych narzędzi, by się bronić. Trafił do więzienia jako osoba uznana za jednego z najgroźniejszych przestępców seksualnych w kraju. W zakładach karnych był poniżany, bity i izolowany. Przez lata konsekwentnie twierdził, że jest niewinny, ale jego głos pozostawał niesłyszany.
Przełom nastąpił dopiero po kilkunastu latach, gdy sprawą zainteresowali się nowi śledczy i prokuratorzy. W 2017 roku wznowiono postępowanie, a kolejne ekspertyzy i analiza akt wykazały, że dowody, na których oparto wyrok, nie tylko były wątpliwe, ale wręcz błędne. W marcu 2018 roku Tomasz Komenda został uniewinniony i opuścił więzienie po 18 latach niesłusznie spędzonych za kratami. Jego wyjście na wolność stało się wydarzeniem ogólnopolskim i symbolem systemowej porażki państwa.
Po uniewinnieniu otrzymał rekordowe w Polsce odszkodowanie i zadośćuczynienie w wysokości blisko 13 milionów złotych. Pieniądze miały pomóc mu zacząć nowe życie, ale nie były w stanie cofnąć lat izolacji, traumy i zniszczonych relacji. Komenda próbował odnaleźć się w rzeczywistości, która przez niemal dwie dekady rozwijała się bez niego. Jego historia stała się przestrogą, dowodem na to, jak łatwo niewinny człowiek może zostać zmiażdżony przez mechanizmy, które miały go chronić.
Tomasz Komenda, fot. KAPiF
Zawirowania wokół spadku Komendy
Po śmierci Tomasz Komenda w lutym 2024 roku, jego życie i historia nie zakończyły się definitywnie. Okazało się, że kwestie spadkowe mogą być równie zawiłe, jak jego walka o wolność przed laty. Chociaż w mediach dominowały informacje o jego dramatycznej młodości i niesłusznej karze więzienia, to właśnie temat majątku Komendy wzbudził spore emocje i kontrowersje.
Po wyjściu z więzienia Komenda zdołał odłożyć pieniądze i kupił kilka nieruchomości we Wrocławiu – trzy mieszkania, które miały zapewnić mu i jego rodzinie względny komfort. Jednak po jego śmierci pojawiło się pytanie, kto ostatecznie stanie się ich właścicielem. Okazało się, że mieszkania nie weszły w skład masy spadkowej. Zgodnie z zapisami umowy dożywocia, które Komenda zawarł ze swoim najstarszym bratem, nieruchomości zostały przekazane właśnie jemu. Ten ruch wywołał falę spekulacji, zwłaszcza w kontekście tego, że jedyny syn Komendy jest niepełnoletni i mógłby być potencjalnym spadkobiercą.
Niejasności wokół spadku nie ograniczały się wyłącznie do nieruchomości. Pojawiały się pytania o to, jakie inne środki Komenda zgromadził i w jaki sposób zostały one przekazane. Sprawy prowadzone były często „za zamkniętymi drzwiami”, co tylko podsycało zainteresowanie opinii publicznej i rodziło liczne domysły.
Ostateczne ustalenia dotyczące spadku Tomasza Komendy miały nie tylko znaczenie prawne, ale też symboliczne. Pokazywały, że sprawiedliwość i dbałość o prawa rodziny pozostają równie trudne do wyegzekwowania, jak próba naprawienia krzywdy, której doświadczył przez lata niewinności w więzieniu.
Sprawa spadkowa, choć technicznie prawna, w oczach opinii publicznej staje się kolejnym wymiarem jego losu: człowieka, którego życie i śmierć były nieustannie pod lupą społeczeństwa, a każdy ruch, nawet po śmierci, wywołuje emocje i prowokuje pytania o sprawiedliwość i moralność.
Znana gwiazda zamknęła się w szpitalu psychiatrycznym. Wstrząsające wyznanie
Czytaj dalej
Wielka tragedia w rodzinie Karpiela-Bułecki. Był wielką gwiazdą. dzisiaj już nie ma już z nami członka rodziny muzyka
Czytaj dalej
Grób Tomasza Komendy we Wrocławiu
Redakcja „Faktu” odwiedziła wrocławski cmentarz komunalny przy ul. Kiełczowskiej, by sprawdzić, jak dziś wygląda grób Tomasza Komendy i jakie emocje budzi w odwiedzających. Miejsce, choć skromne, emanuje czymś więcej niż tylko obecnością pamięci – wciąż przyciąga ludzi, którzy chcą oddać hołd człowiekowi, którego życie było naznaczone dramatem i niesprawiedliwością.
Na grobie wciąż stoją świeże kwiaty, płoną znicze i pojawiają się drobne przedmioty symboliczne – figurki czy osobiste notatki. Jednym z najbardziej poruszających elementów jest znicz pozostawiony przez syna Komendy, Filipa, z napisem:
Kochany Tato
Chociaż dzisiaj nie mogę przytulić się do Ciebie
wiem, że mnie słyszysz przebywając w niebie
Ten prosty, intymny gest robi ogromne wrażenie – mówi więcej niż tysiące słów, przypomina, że za medialną historią Tomasza kryje się także osobista tragedia rodzinna.
Odwiedzający dbają o grób z niezwykłą starannością. Znicze wymieniane są regularnie, kwiaty podlewane, a wokół panuje porządek. To miejsce stało się niemal rytualnym punktem pamięci – odwiedzają je zarówno osoby, które śledziły jego historię w mediach, jak i ci, którzy osobiście zetknęli się z jego losem lub chcą symbolicznie uczestniczyć w jego upamiętnieniu.
Pamięć o Komendzie żyje nie tylko w mediach, lecz przede wszystkim w ludziach, którzy chcą ją pielęgnować.
