Connect with us

NFL

Przeżyła koszmar…

Published

on

Najnowszy odcinek „Prześwietlenia”, wyemitowany 22 stycznia na platformie YouTube na kanale Goniec, to obszerna rozmowa, w której Agnieszka Woźniak-Starak opowiada o osobistej tragedii i swojej drodze zawodowej. W rozmowie z Januszem Schwertnerem wraca do początków kariery, mówi o zmaganiach z nieśmiałością i wieloletnim poczuciu, że nie jest wystarczająco dobra – syndromie oszusta, który towarzyszył jej mimo sukcesów w mediach.

Dziennikarka odsłania również kulisy pracy w polskim show-biznesie. Wspomina dawne programy telewizyjne, napięcia i konflikty, które pojawiały się na różnych etapach jej kariery. Podkreśla, że z biegiem lat zmieniła podejście do zawodu – dziś większą wagę przykłada do autentyczności i własnych granic niż do spełniania cudzych oczekiwań.

Jednak centralnym punktem rozmowy stał się temat śmierci jej męża, Piotra Woźniaka-Staraka, oraz tego, jak tragedia wpłynęła na jej życie.

„Miałam marzenie przetrwać” – pierwsze dni po tragedii
Woźniak-Starak nie ukrywała, że moment, w którym jej świat się załamał, całkowicie przewartościował jej myślenie o życiu. Opisała stan, w którym codzienność nagle traci znaczenie, a priorytety zmieniają się w jednej chwili.

– Jak ci się wali jednego dnia świat na głowę, to nagle otwierasz oczy i się orientujesz, jakie to wszystko jest nieistotne po prostu. […] Wtedy miałam marzenie przetrwać i iść z tymi psami. Chodziłam trzy godziny po tym lesie z psami pod Warszawą i biegałam po 10 km, żeby jakieś endorfiny złapać. […] Mówię jak dostajesz takiego resetu, że nagle rozglądasz się i myślisz sobie: »What the fuck? Po prostu to w ogóle nie o to w tym życiu chodzi« – mówiła Agnieszka Woźniak-Starak w programie „Prześwietlenia” na kanale Goniec.

Z jej relacji wyłania się obraz osoby, która w obliczu traumy szukała najprostszych sposobów, by przetrwać kolejne godziny i dni. Długie spacery z psami, wielokilometrowe biegi – to nie była kwestia sportu czy formy, lecz próba poradzenia sobie z napięciem i bólem. Jak sama przyznała, chodziło o to, by „złapać” choćby odrobinę endorfin i utrzymać się na powierzchni.

Podkreśliła również, że tragedia była procesem rozciągniętym w czasie. To nie był jeden moment, ale ciąg zdarzeń, które sprawiły, że oswajanie się z rzeczywistością następowało stopniowo i boleśnie.

Wielu właścicieli zapłaci podatek od fotowoltaiki. Kluczowe, gdzie zamontowali panele
Czytaj dalej

Afera o świadczenie. “Renta alkoholowa” dla niezdolnych do pracy, ZUS stawia sprawę jasno
Czytaj dalej
Prośba o psychiatrę jeszcze w trakcie poszukiwań
Jednym z najbardziej wstrząsających fragmentów rozmowy było wspomnienie chwili, gdy trwały jeszcze poszukiwania jej męża. Woźniak-Starak przyznała, że już wtedy miała świadomość, iż może nie udźwignąć emocjonalnie tego, co się dzieje, dlatego zdecydowała się na natychmiastowy krok.

– Moja intuicja podpowiedziała mi, ja na miejscu jeszcze jak szukaliśmy Piotrka, to powiedziałam do naszego przyjaciela […] Ja bym chciała, żebyście ściągnęli psychiatrę albo psychologa na miejsce, bo ja nie jestem w stanie przewidzieć jak zareaguję. Ja będę potrzebowała pomocy i chcę, żeby ktoś był na miejscu – mówiła Agnieszka Woźniak-Starak w „Prześwietleniu”.

Ta decyzja pokazuje, że w dramatycznej sytuacji potrafiła myśleć o własnym bezpieczeństwie psychicznym. Nie czekała, aż kryzys ją przytłoczy – świadomie poprosiła o wsparcie specjalisty jeszcze zanim wszystko się rozstrzygnęło. To, jak zaznaczyła, było działanie pod wpływem intuicji, ale też świadomości, że trauma może wywołać reakcje, których nie da się przewidzieć.

Równie istotna okazała się potrzeba rozmowy. Dziennikarka opisywała wielogodzinne, wyczerpujące dyskusje z bliskimi, podczas których wszyscy dzielili się emocjami.

– My czasami wiesz co, już prawie traciliśmy przytomność, straciliśmy głosy i tak dalej, ale miałam straszną potrzebę mówienia o tym i wszyscy wtedy jakoś się tak otwierali. Rozmawialiśmy o swoich emocjach, o wszystkim, o Piotrku, o tym, co się wydarzyło i to trwało wiele miesięcy, aż przyszła pandemia – mówiła w tym samym wywiadzie.

Te rozmowy stały się dla niej formą terapii – sposobem na uporządkowanie chaosu i zmierzenie się z bólem w obecności innych.

„Śmierć nie istnieje” – duchowe poszukiwania po stracie
Z czasem jej refleksje zaczęły dotyczyć samej natury śmierci. Woźniak-Starak przyznała, że doświadczenie długotrwałej tragedii sprawiło, iż oswoiła temat przemijania.

– Ja jakby oswoiłam tę śmierć też przez to, bo ona, bo to było… to nie była zwykła śmierć, bo to trwało po prostu wszystko bardzo długo, ta cała tragedia i wszystko co się działo wtedy. […] Przestałam się bać śmierci na przykład zupełnie, bo ja wiem, że śmierć nie istnieje. Ja naprawdę nie wiem, ale wiem, że coś jest dalej. Musi coś być dalej – powiedziała Agnieszka Woźniak-Starak.

Opowiadała również, że w tamtym okresie sięgała po książki dotyczące życia po śmierci. Szukała odpowiedzi, które pozwoliłyby jej wyobrazić sobie, gdzie może być teraz jej mąż.

– Ja gdzieś wtedy też ratowałam się tym, znaczy czytałam te wszystkie książki o życiu po śmierci i gdzieś potrzebowałam namierzyć, gdzie ten Piotrek teraz może być. Tak, to był mój cel po prostu. Naczytałam się tego tyle, że bardzo mnie to zbudowało i mi pomogło, bo uwierzyłam, że tak jest po prostu – mówiła w rozmowie z Januszem Schwertnerem.

Jak podkreśliła, tragedia uświadomiła jej również coś jeszcze – że śmierć jest nieodłącznym elementem ludzkiego doświadczenia.

– To mi bardzo uświadomiło, że ta śmierć jest częścią naszego życia i naprawdę nie wiemy, w którym momencie nas to spotka, dotknie i każdy z nas będzie się musiał zmierzyć prędzej czy później ze śmiercią kogoś bliskiego – powiedziała Agnieszka Woźniak-Starak.

Jej wyznania nie były jedynie opowieścią o osobistej stracie. Stały się też refleksją nad kruchością życia i nad tym, jak jedno wydarzenie potrafi całkowicie zmienić sposób patrzenia na świat.

Click to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Copyright © 2025 Myjoy247