Connect with us

NFL

Kibice Legii Warszawa zaskoczyli wszystkich swoim zachowaniem wobec bohatera meczu. Co takiego się wydarzyło na Łazienkowskiej?

Published

on

Marek Papszun wymachiwał rękami, pokazywał różne geometryczne figury, ale dopiął celu. Mógł cieszyć się z pierwszego zwycięstwa w roli trenera Legii, która pokonała Wisłą Płock 2:1. Jej fatalna seria meczów bez wygranej dobiegła końca. Przy Łazienkowskiej atmosfera nieco wróciła do normalności, ale kilka kwestii dalej wyglądało inaczej niż zwykle. Jak to, że bohater meczu nie mógł liczyć na miłe przyjęcie.

Kto wygrał mecz? Legia! — krzyknął spiker na koniec spotkania Legia — Wisła Płock (2:1). O tej chwili przy Łazienkowskiej fani gospodarzy mogli już zapomnieć. Ostatni raz w Ektraklasie spiker miał powody, by tak ryknąć jeszcze we wrześniu, gdy warszawska drużyna pokonała Pogoń Szczecin 1:0.

Ostatnie zwycięstwo w meczu o stawkę w jakichkolwiek rozgrywkach Legia odniosła w połowie października, gdy pokonała w Krakowie Szachtara Donieck 2:1 w Lidze Konferencji, a tego dnia pod Wawelem było 20 stopni ciepła. Oczywiście potem warszawska drużyna zwyciężyła jeszcze Lincoln Red Imps z Gibraltaru (4:1), ale mecz — poza premią od UEFA i punktami do rankingu — nie miał żadnego znaczenia. Potem przyszło odpadnięciu z Pucharu Polski, Ligi Konferencji i miejsce w strefie spadkowej Ekstraklasy.

Jak o pięknej pogodzie zdążyliśmy w czasie wyjątkowo mroźnej zimy zapomnieć, tak i wygrane Legii stały się równie odległą przeszłością. Taką samą jak normalna atmosfera w meczu przy Łazienkowskiej. W ostatnim czasie normą stały się raczej wyzwiska, wyśmiewanie piłkarzy, złość i festiwal nienawiści do prezesa Dariusza Mioduskiego, którego kibice obwiniają o wszystkie problemy klubu.

Tym razem jednak znów można było poczuć namiastkę dawnej atmosfery. Co prawda kibice wywiesili taki sam transparent jak na poprzednim meczu u siebie, z Koroną (1:2), “Pudel won”, co nawiązuje do fryzury Mioduskiego, ale potem kibice cały czas gorąco dopingowali zespół. Nie było wyzwisk wobec piłkarzy, gwizdów, gróźb, okrzyków typu “Legia, grać ku*** mać”.

Kibice unikali nawet wyzwisk wobec znienawidzonego prezesa i właściciela klubu. Atmosfera przypominała tę z poprzednich sezonów, gdy Legia walczyła o najwyższe cele. Może fani zrozumieli, że wyzwiska i groźby nic nie dają. A po poprzednich meczach wyjazdowych z Arką (2:2) i GKS Katowice (1:1), kibole przekroczyli wszystkie granice, gdy krzyczeli do zawodników, że jeśli spadną, to ich zaj***ą. Piłkarze nie grają jednak lepiej, gdy podczas meczu są wyzywani, wyszydzani czy słyszą groźby. Teraz było inaczej.

Miło przyjęty został debiutujący w Legii jej nowy napastnik Rafał Adamski. Gdy zdobył bramkę, kibice głośno wykrzyczeli jego nazwisko. Dla niego był to debiut w warszawskim zespole, więc nie zdążył im niczym podpaść.
Nawet gol dla Wisły na 1:1 nic nie zmienił, choć w tym momencie fani mogli mieć obawy, że wróciły legijne koszmary i seria meczów bez zwycięstwa będzie trwać. Kibice zamiast zgłaszać pretensje do piłkarzy, mocniej wzięli się do dopingu. Ktoś niezorientowany w sytuacji mógłby nie wiedzieć, że fani są wściekli na fatalną postawę drużyny.

W 83. minucie dostali nagrodę za taką postawę. Po bramce Kacpra Chodyny fani szaleli z radości jak za najlepszych lat. To były obrazki, jakie w tym sezonie trudno było dostrzec przy Łazienkowskiej. Tylko strzelec gola nie mógł liczyć na głośne skandowanie nazwiska jak przy pierwszej bramce Adamski. Gdy spiker krzyknął, że gola strzelił Kacper, tylko nieliczni fani cicho odpowiedzieli Chodyna. Kibice niespecjalnie chcą widzieć tego skrzydłowego w drużynie.

Click to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Copyright © 2025 Myjoy247