NFL
Nawrocki zadecydował. Polska odpowiedziała na zaproszenie Trumpa Czytaj więcej:
Udział Polski w inauguracji Rady Pokoju w Waszyngtonie stał się jednym z najgorętszych tematów politycznych ostatnich dni. Inicjatywa amerykańskiego prezydenta Donald Trump wzbudziła mieszane reakcje w Warszawie. Podczas ostatniego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego temat dołączenia do projektu był szeroko omawiany, jednak jednoznacznej zgody w polskich władzach nie ma.
Premier Donald Tusk już wcześniej sygnalizował, że rząd nie zamierza poprzeć przystąpienia Polski do Rady Pokoju. Zaznaczył jednak, że sprawa będzie analizowana. Taka deklaracja nie usatysfakcjonowała Kancelarii Prezydenta, która oczekiwała jasnego i jednoznacznego stanowiska.
W tle pojawiło się pytanie: czy głowa państwa powinna pojawić się w Waszyngtonie, nawet jeśli Polska formalnie nie przystąpi do inicjatywy? Przez kilka dni nie było wiadomo, czy prezydent Karol Nawrocki zdecyduje się na wyjazd w charakterze obserwatora. Sprawa nabrała politycznego ciężaru, bo dotyczy nie tylko relacji z USA, lecz także konstytucyjnego podziału kompetencji między rządem a prezydentem.
Ostre słowa w mediach. „Od moich wnuczek wara”
Emocje wylały się do mediów. W niedzielnym wywiadzie dla Polsat News prezydent podkreślił, że pozostaje w kontakcie z administracją amerykańską i sam decyduje o swoich kierunkach lotów. W jego ocenie premier próbuje wykraczać poza swoje kompetencje.
Padły też słowa, które natychmiast wywołały burzę. Prezydent porównał działania szefa rządu do pouczania członków rodziny, w tym wnuczek premiera. Reakcja była błyskawiczna. Premier odpowiedział w mediach społecznościowych krótkim, ale stanowczym wpisem: „Panie Prezydencie, rozumiem strach, rozumiem nerwy, ale od moich wnuczek wara”.
Ta wymiana zdań pokazała, że spór o Radę Pokoju to nie tylko różnica w ocenie polityki zagranicznej, lecz także narastające napięcie personalne między najważniejszymi osobami w państwie. Eksperci zwracają uwagę, że podobne publiczne starcia mogą osłabiać wizerunek Polski na arenie międzynarodowej.
Atak nożownika w polskim mieście. Kobieta walczy o życie, trwa obława
Czytaj dalej
Wstrząs w najnowszym sondażu partyjnym. Takiej sytuacji już dawno nie było
Czytaj dalej
Jest decyzja. Kto poleci do Waszyngtonu?
We wtorek głos zabrał rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz. W krótkim komunikacie poinformował, że w czwartkowym spotkaniu inaugurującym Radę Pokoju w Waszyngtonie prezydenta będzie reprezentował szef Biura Polityki Międzynarodowej, minister Marcin Przydacz.
To oznacza, że Karol Nawrocki nie poleci osobiście do Stanów Zjednoczonych, ale Polska nie pozostanie całkowicie nieobecna podczas inauguracji. Wysłanie swojego przedstawiciela można interpretować jako gest ostrożności – z jednej strony brak formalnego zaangażowania, z drugiej utrzymanie kanałów komunikacji z amerykańską administracją.
Decyzja ta może być próbą złagodzenia napięć z rządem, który nie chce jednoznacznie poprzeć inicjatywy Donald Trump. Jednocześnie Pałac Prezydencki pokazuje, że zamierza aktywnie uczestniczyć w kształtowaniu polityki zagranicznej.
Na razie nie wiadomo, czy sprawa powróci na kolejnym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego ani czy rząd przedstawi bardziej zdecydowane stanowisko. Pewne jest jedno: inauguracja Rady Pokoju w Waszyngtonie stała się kolejnym polem politycznej rywalizacji w kraju.
Czy to tylko chwilowa burza, czy początek głębszego konfliktu kompetencyjnego między rządem a prezydentem? Odpowiedź poznamy w najbliższych tygodniach. Jedno jest pewne – temat relacji z USA i udziału w nowych inicjatywach międzynarodowych jeszcze długo nie zniknie z politycznej agendy.
