NFL
Absolutnie nikt się nie spodziewał👇
Justyna Steczkowska (ur. 2 sierpnia 1972 r. w Rzeszowie) to jedna z najbardziej rozpoznawalnych i zarazem najbardziej wszechstronnych postaci polskiej sceny muzycznej ostatnich trzech dekad. Wokalistka, kompozytorka, autorka tekstów i skrzypaczka, znana jest z charakterystycznej, szerokiej skali głosu oraz scenicznej ekspresji, łączącej elementy popu, muzyki alternatywnej i inspiracji etnicznych.
Ogólnopolską rozpoznawalność przyniósł jej udział w programie Szansa na sukces w 1994 roku, gdzie wykonała utwór z repertuaru zespołu Maanam. Rok później zwyciężyła w finale selekcji do Konkurs Piosenki Eurowizji, reprezentując Polskę w 1995 roku z utworem „Sama”. Ten moment ugruntował jej pozycję jako jednej z najciekawszych debiutantek lat 90.
Twórczość i styl
Steczkowska wydała kilkanaście albumów studyjnych, m.in. „Dziewczyna Szamana” (1996), który do dziś uchodzi za jeden z ważniejszych projektów w jej dorobku artystycznym. Jej twórczość ewoluowała – od mrocznego, alternatywnego popu, przez bardziej mainstreamowe brzmienia, po projekty inspirowane kulturą słowiańską i muzyką etniczną. Często sama współtworzy muzykę i teksty, dbając o spójność artystycznej wizji.
Poza działalnością muzyczną była jurorką i trenerką w programach telewizyjnych, m.in. w polskiej edycji The Voice of Poland, gdzie dała się poznać jako wymagająca, ale merytoryczna mentorka młodych wokalistów.
Artystka pochodzi z muzycznej rodziny – jej rodzeństwo również zajmuje się muzyką. Przez lata była związana z architektem i modelem Maciejem Myszkowskim, z którym ma troje dzieci. W mediach wielokrotnie podkreślała znaczenie duchowości, pracy nad sobą i życia rodzinnego.
Justyna Steczkowska pozostaje artystką konsekwentną i niezależną. Choć jej twórczość bywała niejednoznacznie oceniana przez krytyków, trudno odmówić jej wpływu na kształt polskiego popu lat 90. i 2000. To przykład wokalistki, która nie zrezygnowała z własnej estetyki na rzecz doraźnych trendów – i być może właśnie dlatego utrzymuje trwałą obecność w świadomości odbiorców.
Steczkowska, fot. EAST NEWS
Wojewódzki o Steczkowskiej
W swoim felietonie dla tygodnika Polityka Kuba Wojewódzki nie pozostawił złudzeń co do swojego stosunku do eurowizyjnej propozycji Justyna Steczkowska. Komentując wybór utworu „Gaja” jako reprezentanta Polski w Konkurs Piosenki Eurowizji, posłużył się ironią i charakterystycznym dla siebie sarkazmem:
„Justyna Steczkowska z utworem ‘Gaja’ będzie nas reprezentować podczas Eurowizji. Dzięki temu Polska już spadła u bukmacherów na 23. miejsce. W tym przypadku mamy system ‘do dwóch przegranych’”.
To zdanie operuje kilkoma poziomami znaczeń. Po pierwsze, Wojewódzki odwołuje się do notowań bukmacherskich – czyli do twardego, mierzalnego wskaźnika przewidywań rynkowych – sugerując, że sam wybór artystki automatycznie obniżył szanse Polski. Po drugie, fraza „system do dwóch przegranych” jest grą z zasadą „do dwóch wygranych” znaną ze sportu, odwróconą tak, by zasugerować nieuchronność porażki. To typowy dla niego zabieg: skrótowy, kąśliwy, oparty na retorycznym przerysowaniu.
Jeszcze ostrzej publicysta ocenił występ Steczkowskiej już po prezentacji na scenie w Bazylei:
„Europa nie skumała fuzji cyrkowego popisu i starej baśni. Całe szczęście. Im dalej od pierwszych miejsc, tym mniejszy wstyd”.
Tu dominuje strategia deprecjacji poprzez estetyczne uproszczenie. Określenie „cyrkowy popis” redukuje widowiskowość do efekciarstwa, a „stara baśń” – do anachroniczności. Wojewódzki sugeruje, że projekt był zbyt przerysowany i nieczytelny dla międzynarodowej publiczności. Z kolei puenta „im dalej od pierwszych miejsc, tym mniejszy wstyd” odwraca klasyczną logikę konkursu – sukces staje się tu potencjalnym kompromitującym triumfem, a porażka formą ocalenia twarzy.
Warto zauważyć, że tego typu komentarze wpisują się w utrwalony styl Wojewódzkiego: ironiczny dystans wobec narodowych uniesień, sceptycyzm wobec patosu i niechęć do artystycznych projektów, które operują wysoką symboliką czy mitologicznym kostiumem. Jego felietony rzadko są chłodną analizą muzyczną – to raczej performatywny komentarz kulturowy, w którym liczy się celna, często prowokacyjna fraza.
Niezależnie od oceny samego występu, reakcja Wojewódzkiego pokazuje, że Eurowizja w polskim dyskursie medialnym pozostaje nie tylko wydarzeniem muzycznym, lecz także polem symbolicznej walki o wizerunek kraju, gust zbiorowy i granice estetycznej powagi.
Córka Kaczyńskiej przeszła metamorfozę w Azji. Nie przypomina dawnej siebie
Czytaj dalej
Syn znanej gwiazdy trafił do szpitala. Fani natychmiast zareagowali
Czytaj dalej
Justyna Steczkowska o Wojewódzkim
W rozmowie w podcaście Żurnalista Justyna Steczkowska odniosła się do swojej relacji z Kuba Wojewódzki oraz do zaproszeń do jego programu. Jej wypowiedzi miały ton wyraźnie zdystansowany, ale nie napastliwy — raczej stanowczy i świadomie wyważony.
Artystka podkreśliła różnicę w podejściu do obecności medialnej i definiowaniu sukcesu.
„On ma swoją pracę, ja mam swoją. Dzisiaj świadomie biorę udział w pewnych rzeczach i nie zależy mi na tym, żeby obejrzało mnie milion ludzi, jak siedzę na tej kanapie. Nie podobają mi się te rozmowy i uważam, że nie wnoszą niczego w życie i moje, i widza. (…) Zapraszali mnie do programu, ale nie przyjęłam zaproszenia, bo nie mam takiej potrzeby”.
W tym fragmencie Steczkowska wyraźnie dystansuje się od logiki medialnego spektaklu, którego symbolem jest program Wojewódzkiego. Nie atakuje go personalnie, lecz kwestionuje wartość formatu jako przestrzeni rozmowy. Akcentuje autonomię decyzji — „świadomie biorę udział” — co sugeruje, że nie chodzi o urażoną ambicję, lecz o wybór zgodny z jej własną hierarchią wartości. To komunikat: nie potrzebuję tej sceny, by legitymizować swoją pozycję.
Drugi wątek dotyczył ich napiętej relacji. Steczkowska nazwała ją wprost „zadrą”, wskazując na różnicę temperamentu i granic:
„Mieliśmy ze sobą zadrę, bo on lubi podszczypywać ludzi, czego ja nie lubię. Któryś raz z kolei mnie szczypnął, nie reagowałam. Ale kiedyś sfotografowali mój dom z góry (…), i Kuba oczywiście jakoś to skomentował w jakiś taki nieprzyjemny sposób odnoszący się nie tyle do mnie, co do mojej rodziny”.
Tutaj pojawia się ważny element: przesunięcie akcentu z krytyki artystycznej na sferę prywatną. Dla Steczkowskiej granicą okazało się wciągnięcie rodziny w medialną grę. Jej narracja buduje kontrast między publiczną rolą artystki a prywatnością jako obszarem nienaruszalnym. To nie jest już kwestia „podszczypywania”, lecz przekroczenia normy.
Kulminacją opowieści była decyzja o bezpośrednim telefonie do Wojewódzkiego:
„To mnie tak zabolało, że w afekcie wzięłam za telefon, zadzwoniłam do niego i powiedziałam: ‘Słuchaj, Kuba, ostatni raz znoszę twoje impertynencje! Jeszcze raz tak zrobisz, jeszcze raz obrazisz mnie i moją rodzinę bez sensu, to już naprawdę, nigdy więcej, nie będę miła. Nie rób tak, bo nie życzę sobie tego i nie masz do tego żadnego prawa’. Byłam ostra, konkretna, więc on się wycofał i trochę się wystraszył. Od tej pory przestał mnie atakować, choć czasem coś tam szczypnie. Ale nawet kiedyś w jakimś wywiadzie powiedział, że nie odzywa się do mnie, bo się boi, że go znowu ochrzanię czy coś takiego”.
Ten fragment ma charakter niemal performatywny — Steczkowska rekonstruuje moment symbolicznego „postawienia granicy”. Podkreśla swoją stanowczość („ostra, konkretna”), a efekt opisuje jako skuteczny. W jej narracji nie ma triumfalizmu, raczej satysfakcja z odzyskanej kontroli nad sytuacją. Co istotne, konflikt zostaje zamknięty w formule osobistej interwencji, a nie medialnej eskalacji.
Z perspektywy komunikacyjnej to interesujące: artystka buduje wizerunek osoby niezależnej, niechętnej formatom opartym na prowokacji, a jednocześnie zdolnej do bezpośredniej konfrontacji, gdy w grę wchodzi prywatność. Nie jest to opowieść o medialnej wojnie, lecz o granicach — estetycznych i etycznych.
Jeśli chcesz, mogę też zaproponować skróconą, bardziej tabloidalną wersję tej „obudowy” albo przeciwnie — bardziej analityczną, pod kątem strategii wizerunkowych obu stron.
