NFL
Jak ktoś mówi przy mnie, że przy -10 st, C jest zimno, mnie to bardzo śmieszy. Bo jako dziecko w Jekaterynburgu na otwartym stadionie trenowałem przy -30 st. C. Do mrozu można się przyzwyczaić. Przy -40 st. C mróz boli. Nie jest zimno, tylko jest ból. Nogi szczypią i nos się klei. Przy -25 czy -30 st. C, jak się dobrze ubrać, to da się wytrzymać jazdę na łyżwach na odkrytym torze. Więcej w komentarzu👇👇👇
Gdzie medal? Władimir Semirunnij, wicemistrz olimpijski na 10 000 m na torze w Mediolanie: – W pokoju. Chyba oddam go klubowi, albo do muzeum. To już było. Chcę zdobywać następne.
Srebrny olimpijczyk Władimir Semirunnij nigdy nie przestanie być Rosjaninem, ale wybrał Polskę dla swoich ambicji sportowych. – Kiedy jechałem do Polski byłem spokojny, ale i ciekawy. Jechałem w ciemno. To było fajne uczucie – mówił o nocnej, sekretnej podróży z Królewca do Warszawy i Tomaszowa przed trzema laty. – Ale teraz, gdy już wiedziałem, że zdobyłem medal dla Polski, jakby 100 ton spadło mi z pleców.
Władimir Semirunnij, srebrny medalista olimpijski z Mediolanu na 10000 m: Jak ktoś mówi przy mnie, że przy -10 st, C jest zimno, mnie to bardzo śmieszy. Bo jako dziecko w Jekaterynburgu na otwartym stadionie trenowałem przy -30 st. C. Kiedy byłem w pierwszej klasie szkoły podstawowej przyszedł trener i zapytał, kto chce na tor. Pomyślałem, że mama nie będzie musiała płacić za stołówkę i z kilkoma kolegami poszliśmy na pierwszy trening. Ale już w sporcie nie ma nikogo z tamtej mojej grupy, zostałem tylko ja.
Trenowałem tam do 16. roku życia, bo wtedy dostałem się do reprezentacji juniorów i już częściej jeździłem na obozy do Czelabińska i Kołomny, gdzie są kryte tory.
Przy takim mrozie jak -30 st. C najważniejsze jest, żeby dobrze się ubrać. A przede wszystkim założyć trzy rękawiczki, dwie na ręce i jedną, no, wiecie na co. I tak jeździliśmy. W Rosji nie ma klubów, są regiony. Trenowałem i startowałem w ramach obwodu swierdłowskiego. Na treningi dzieci nie było zbyt dużo pieniędzy. Jeden obóz był w lecie i jeden zimą, przed mistrzostwami Rosji.
Do mrozu można się przyzwyczaić. Przy -40 st. C mróz boli. Nie jest zimno, tylko jest ból. Nogi szczypią i nos się klei. Przy -25 czy -30 st. C, jak się dobrze ubrać, to da się wytrzymać jazdę na łyżwach na odkrytym torze [tu ważna uwaga, na łyżwach szybkich można rozwinąć dużą prędkość, jeśli chodzi o dzieci co najmniej rowerową – red.]. Łyżwiarstwo jest fajnie dla dzieci, bo oprócz samej jazdy gra się w piłkę, w hokeja na otwartym stadionie. Próbowałem grać w piłkę. Byłem na kilku treningach. Dobrze biegałem, ale technicznie byłem słaby. No i trochę ćwiczyłem karate.
Nie, bo to już było. Chcę zdobyć nowe medale. Nawet nie wiem, czy będę go mieć w domu. Czy nie lepiej przekazać go tam, gdzie będzie częściej oglądany. Może do klubu w Tomaszowie – klub bardzo pomógł. Albo do muzeum. W Rosji jest specjalne muzeum sportowe, w Polsce też do czegoś takiego można by medal przekazać. Będzie mu lepiej niż u mnie w domu.
Dla mnie ważniejsze jest, że jestem drugi na 10 000 m. Bardziej chcę mieć nowe sukcesy, niż cieszyć się z tego, co już mam. Mieć medali więcej, więcej, więcej. Dlatego sam krążek, przedmiot, nie robi na mnie wielkiego wrażenia. Fajnie było, zdjęcie mam.
A pozostałe medale, które wcześniej zdobyłeś? Oddałeś?
– Leżą w domu, w Tomaszowie. Kiedy byli u mnie reporterzy z Dzień Dobry TVN, też zapytali, gdzie są moje medale. Musiałem szukać. A ten z mistrzostw świata juniorów został w domu u rodziców. Wysłałem też rodzicom kilka innych medali, np. zdobytych na mistrzostwach Polski, żeby in zrobić przyjemność. Bałbym się im wysłać medal olimpijski, ale chciałbym, żeby go zobaczyli. Muszę pomyśleć, jak to zrobić.
Właśnie dlatego wolałbym, żeby pojechał do muzeum i żebym mógł mówić, że można go tam obejrzeć.
Gdybyś zdobył złoty medal, miałbyś do niego inny stosunek?
– Ciekawe. Hmm, nie wiem. Mam już złoty medal mistrzostw Europy, ale igrzyska olimpijskie to oczywiście inny poziom. Może chciałbym go mieć tydzień dłużej, żeby wszyscy bliscy, przyjaciele i znajomi mogli go zobaczyć? Ale nie dłużej, żebym mógł znów zacząć pracować na następny. Najlepsi zawodnicy, tacy jak Sven Kramer, mają dużo medali i ja też chciałbym mieć dużo.
Jak czekałem na dekorację, to nie. Ale potem, gdy rozmawiałem z moimi przyjaciółmi z Rosji, oni pytali w szoku: “Czy ty rozumiesz. czego dokonałeś?” “No, czego?” Te rozmowy uświadomiły mi jednak, że wyjechałem z Rosji w ciemno, nie wiedząc, jak potoczy się mój los. I dopiero wtedy zrozumiałem, co się stało.
Przyjechałem do Warszawy w nocy, po długiej podróży z Królewca [Władimir użył polskiej nazwy miasta, Rosjanie używają nazwy Kaliningrad. Drobiazg, ale istotny – rl]. Prezes [Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego] Rafał Tataruch przejął mnie nad ranem z dworca w Warszawie i zawiózł do Janosika [pensjonat w Tomaszowie]. Ciemno. Jadę z nim, ale czuję spokój. Spokój i ciekawość. Już było mi wszystko jedno, co będą o mnie mówić i pisać w Rosji. Wszystko wokół było inne. To było fajne uczucie.
