NFL
Fani byli bezlitośni!
To, co Justyna Steczkowska wykręciła na przestrzeni ostatnich dekad, to materiał na niezły film dokumentalny. Przez lata obserwowaliśmy, jak z młodej dziewczyny w czerni staje się artystką, która na polskiej scenie po prostu nie ma konkurencji. Choć wielu wciąż pamięta jej debiut w 1995 roku, to dopiero niedawne wydarzenia pokazały, że „Jusia” wcale nie zamierza przechodzić na emeryturę.
Kiedy trzy dekady temu śpiewała utwór „Sama”, Polska dopiero uczyła się Eurowizji. To był numer dziwny, ambitny i dla wielu kompletnie niezrozumiały. Potem nastąpiła długa przerwa, aż w końcu gwiazda postanowiła wrócić do gry. Jej utwór „Gaja” narobił w sieci mnóstwo zamieszania jeszcze przed samym finałem. Ludzie w Europie szybko podłapali ten etniczny klimat, a Steczkowska udowodniła, że głosowo wciąż jest w lidze światowej. Choć ostatecznie w Bazylei zajęła 14. miejsce, wynik ten kompletnie nie oddał tego, co działo się później. Zamiast rozczarowania, dostaliśmy prawdziwy renesans jej kariery. Na koncerty zaczęły walić drzwi i oknami nie tylko osoby, które pamiętają lata 90., ale też dzieciaki z TikToka. Okazało się, że dobra muzyka broni się sama, bez względu na to, ile punktów przyzna nam jury z Malty czy San Marino.
Ostatnio emocje znowu podskoczyły, bo wielkimi krokami zbliża się Finał Polskich Kwalifikacji 2026, zaplanowany na 7 marca. Steczkowska, która teraz pełni rolę swego rodzaju mentorki i „matki chrzestnej” polskiej Eurowizji, nie trzymała języka za zębem. W jednym z wywiadów wprost wskazała swojego faworyta do wyjazdu, co wywołało w sieci lawinę komentarzy. Widać, że mimo upływu lat, wciąż potrafi skupić na sobie całą uwagę mediów.
Justyna Steczkowska fot. KAPiF
Komu kibicuje Steczkowska?
Kiedyś diwa kojarzyła się wyłącznie z operą albo wielką sceną w Opolu. Dzisiaj granice między sztuką wysoką a eventem firmowym mocno się zatarły, co Justyna Steczkowska udowodniła z właściwym sobie rozmachem. Zanim jednak przeszła do robienia show, zdążyła jeszcze publicznie poprzeć utwór „Pray” Alicji Szemplińskiej, dając do zrozumienia, że trzyma kciuki za młodszą koleżankę w drodze do międzynarodowej kariery.
Przesłuchałam twoją piosenkę i jestem pod ogromnym wrażeniem. Masz wspaniały głos, piosenka jest o czymś, ma wielką siłę i myślę, że reprezentowałabyś nasz kraj naprawdę godnie. Życzę ci z całego serca powodzenia. Trzymam kciuki, jesteś fantastyczną wokalistką. Niech ci się wiedzie – powiedziała Steczkowska do Alicji Szemplińskiej
Prawdziwy szum zaczął się jednak chwilę później, gdy piosenkarka pojawiła się w okolicznościach, których nikt nie przewidział. Zamiast czerwonego dywanu czy filharmonii, wybrała scenę na gali producenta robotów kuchennych. Tak, mowa o tym popularnym urządzeniu, które niemal samo gotuje obiady w połowie polskich domów. Steczkowska, ubrana w zjawiskową kreację, śpiewała swoje największe hity do ludzi, którzy na co dzień zajmują się sprzedażą garnków i mikserów.
I jak wypadła?
Mariusz Czajka stracił kontakt z ukochaną córką. „Cierpię z tego powodu”
Czytaj dalej
Wypadek w niedzielny wieczór. W akcji służby, ruch utrudniony
Czytaj dalej
Justyna Steczkowska reklamuje … Thermomix?
No cóż, stało się. Justyna Steczkowska, diwa polskiej sceny, która zazwyczaj kojarzy się z eterycznymi sukniami i wysokim C, wylądowała na scenie w studiu Polsatu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że tłem dla jej talentu nie był festiwal w Opolu, ale uroczysta gala firmy Vorwerk. Tak, tej od robotów kuchennych, które Polacy pokochali miłością bezgraniczną i kosztowną.
Uwaga patrzcie kto tu jest fanką Thermomixa ?!??
Artystka najwyraźniej uznała, że skoro już tam jest, to nie będzie tylko „odśpiewywać swojego”. Zamiast zachować bezpieczny dystans, weszła w rolę wodzireja na pełnych obrotach. Na krążących w sieci nagraniach widać było, jak cierpliwie uczyła widownię słów piosenki, żeby sala mogła jej wtórować. Mało tego, w pewnym momencie zaczęła żartować z samych urządzeń, a nawet rzuciła luźną zachętą do ich zakupu. Wyglądało to tak, jakby diwa na jeden wieczór zamieniła się w topową ambasadorkę sprzedaży bezpośredniej.
Jeśli macie gorszy dzień i kolejny klient powie ze nie chce Thermomixa. To zaśpiewajcie sobie tą piosenkę, a on wtedy powie: „A może jednak” (…).
Przedstawiciele firmy i sami goście byli wniebowzięci. Trudno się dziwić – dostać prywatny koncert gwiazdy tej klasy to luksus. Jednak kiedy nagrania trafiły do internetu, w komentarzach wylał się kubeł zimnej wody. Internauci nie mieli litości. Pisali wprost, że to klasyczny skok na kasę i widok, który po prostu nie pasuje do kogoś o takim dorobku. Wielu fanów poczuło autentyczny niesmak, twierdząc, że artystka tej miary nie powinna promować miksowania zupy, bo to zwyczajnie obniża jej loty.
Thermowizja
Nieźle musieli jej zapłacić
Jezu k***a nie
Polski celebryta sprzedał się? Nowe, nie znałem
Żenada – grzmieli oburzeni
Czy Steczkowska faktycznie zaliczyła wizerunkową wpadkę? To zależy. Z jednej strony praca to praca, a rachunki same się nie zapłacą. Z drugiej – w świecie show-biznesu granica między byciem gwiazdą a byciem żywą reklamą AGD jest bardzo cienka. Tym razem Justyna przeszła przez nią tanecznym krokiem, trzymając w ręku mikrofon, a w domyśle – być może nową końcówkę do ubijania piany.
