NFL
Gruchnęły nagle pilne wieści. Jest zawiadomienie do prokuratury na Donalda Tuska
W polskiej polityce znów zrobiło się gorąco, ale tym razem punkt zapalny nie dotyczy Sejmu ani kolejnego głosowania. Chodzi o gesty, słowa i ich konsekwencje – rozpisane na lata, a teraz przeniesione wprost na papier prokuratorskiego zawiadomienia.
Zobacz więcej
Robert Bąkiewicz, lider Ruchu Obrony Granic, poinformował o złożeniu oficjalnego zawiadomienia do prokuratury. W jego ocenie działania premiera Donalda Tuska mają wypełniać znamiona publicznego nawoływania do zbrodni – Bąkiewicz wskazuje wprost art. 255 § 2 Kodeksu karnego.
Sednem zawiadomienia ma być teza, że przez lata budowano przekaz, który nie tylko uderzał w Donalda Trumpa politycznie, ale też – zdaniem autora pisma – ocierał się o agresywną symbolikę i dehumanizację. W efekcie, jak argumentuje Bąkiewicz, takie komunikaty mogły tworzyć „grunt” pod realne akty przemocy.
„Jeden Donald to więcej niż trzeba” i powrót do wpisów sprzed lat
W swojej argumentacji Bąkiewicz wraca do dawnych wypowiedzi Donalda Tuska, wskazując je jako początek dłuższej narracji wymierzonej w lidera Republikanów. Jako przykład przywołuje wpisy z 2016 roku, w których Tusk miał stygmatyzować Trumpa słowami:
„jeden Donald to więcej niż trzeba”
To ma być – w optyce Bąkiewicza – element strategii, która z czasem przerodziła się w przekaz ostrzejszy, bardziej sugestywny i łatwy do wykorzystania w radykalnych emocjach.
Gest z NATO w Londynie i zarzut „symboliki mordu”
Największy ciężar zawiadomienia ma dotyczyć sytuacji z listopada 2019 roku podczas szczytu NATO w Londynie. Bąkiewicz opisuje, że Donald Tusk ułożył dłonie w kształt „pistoletu” i wykonał gest wymierzony w plecy Donalda Trumpa. Ten epizod w zawiadomieniu został nazwany jednoznacznie:
„To była czytelna symbolika mordu, która w polskiej historii kojarzy się jednoznacznie z metodami okupantów i strzałem w plecy oddawanym polskim patriotom”
Bąkiewicz podkreśla, że w jego ocenie nie był to niewinny żart ani przypadkowa poza, tylko przekaz o realnym ładunku przemocy, który – jeśli oceniać go surowo – powinien podlegać takiej samej analizie jak inne sprawy dotyczące symboli i publicznych gestów
Kolejnym filarem zawiadomienia ma być zarzut wieloletniej „kampanii informacyjnej”, w której Donald Trump miał być przedstawiany jako „rosyjski agent” i osoba powiązana z Kremlem. W narracji Bąkiewicza takie etykietowanie ma charakter dehumanizujący i może działać jak paliwo dla agresji.
Autor zawiadomienia łączy tę tezę z wydarzeniami z lata 2024 roku, kiedy – jak wskazuje – doszło do realnych prób zamachów na życie Trumpa. W tym miejscu Bąkiewicz buduje najostrzejszy wniosek: że premier mógł być podejrzewany o „sprawstwo pomocnicze” rozumiane jako współtworzenie klimatu, który sprzyja przemocy.
„Podwójne standardy” i żądanie równej miary
Bąkiewicz przedstawia swoje zawiadomienie także jako sprzeciw wobec – jak to ujmuje – podwójnych standardów w działaniu organów ścigania. Twierdzi, że jeśli prokuratura potrafi szeroko interpretować symbole i wypowiedzi w sprawach dotyczących środowisk prawicowych, to analogiczna logika powinna dotyczyć również premiera.
W tym kontekście publikuje apel o równe traktowanie:
„Czas na sprawiedliwość, która nie patrzy na legitymację partyjną!”
To jest też główny punkt nacisku w całej sprawie – nie tylko ocena dawnych gestów i słów, ale pytanie, czy instytucje państwa potraktują je tak samo poważnie, jak podobne zachowania u osób spoza obozu władzy.
