NFL
Z ostatniej chwili!
To już oficjalne! Znana gwiazda ekranu właśnie podzieliła się swoim ogromnym szczęściem. Choć radosne oczekiwanie ogłoszono pod koniec lata, to teraz nadszedł ten wyjątkowy moment. Rodzina powiększyła się o kolejnego członka, a fani zalewają profil aktorki gratulacjami.
Olga Frycz od zawsze grała według własnych zasad, więc i tym razem obyło się bez pompy, różowego konfetti i budowania napięcia przez dziewięć miesięcy. Zamiast bawić się w modne u celebrytów „gender reveal party” czy wrzucanie zagadkowych zdjęć bucików, aktorka postawiła na pełną konkretów kawę na ławę. W połowie sierpnia po prostu ogłosiła, że razem z Albertem Kosińskim spodziewają się dziecka.
Co ciekawe, Frycz kompletnie zignorowała marketingowy potencjał ukrywania szczegółów. Zanim portale plotkarskie zdążyły odpalić swoje spekulacje, ona sama od razu zdradziła płeć oraz imię pociechy. Bez zbędnego owijania w bawełnę dowiedzieliśmy się, że rodzina powiększy się w lutym. To miła odmiana w świecie, gdzie każda informacja o ciąży jest zazwyczaj dawkowana tak, by starczyło na dziesięć okładek i kilka kontraktów reklamowych. Taka prostota pasuje do wizerunku Olgi, która od lat promuje raczej naturalne i bezpretensjonalne podejście do macierzyństwa. Nie ma tu próby robienia z życia prywatnego wielkiego widowiska. Aktorka po prostu dzieli się faktami, jakby opowiadała o tym znajomym przy obiedzie. Informacja o dziecku stała się faktem medialnym, ale podanym na jej warunkach – szybko, jasno i bez zbędnej egzaltacji.
W czasach, gdy celebrytki potrafią ukrywać imię dziecka przez rok, byle tylko utrzymać zainteresowanie fanów, postawa Frycz wydaje się niemal rewolucyjna. Pokazuje, że można być osobą publiczną i nie robić z prywatności towaru eksportowego. Jej „luty” zbliża się wielkimi krokami, a ona zamiast podgrzewać atmosferę, po prostu przygotowuje się do nowej roli, unikając przy tym całego tego lukrowanego, instagramowego cyrku.
Olga Frycz to postać, która w polskim show-biznesie idzie własną ścieżką, zwłaszcza jeśli chodzi o macierzyństwo. Aktorka, znana z tego, że nie lukruje rzeczywistości, po raz kolejny dzieli się ze światem zmianami w swoim życiu prywatnym. I robi to bez zbędnego zadęcia. Przypomnijmy, że Frycz jest już mamą dwóch dziewczynek: Heleny, której ojcem jest Grzegorz Sobieszek, oraz Zofii ze związku z Łukaszem Nowakiem. Teraz rodzina znów się powiększy, co sama zainteresowana ogłosiła w sieci.
To, co wyróżnia Olgę na tle innych celebrytek, to jej podejście do relacji. Mimo że związki z ojcami jej córek nie przetrwały próby czasu, aktorka udowadnia, że można tworzyć zgrany team po rozstaniu. Nie ma tu publicznych prań brudów ani walki o alimenty na oczach całej Polski. Jest za to konkret i skupienie na dzieciach. Nowina o kolejnej ciąży wywołała sporo komentarzy, ale Olga szybko ucięła spekulacje, wyznając wprost, że bardzo cieszy się na przyjście kolejnego dziecka na świat. Dla wielu obserwatorów Frycz stała się swego rodzaju twarzą nowoczesnego macierzyństwa, w którym szczęście dziecka nie zależy od tradycyjnego modelu rodziny, ale od spokoju i dojrzałości rodziców. Jej szczerość w kwestii samodzielnego macierzyństwa (nawet jeśli wspieranego przez byłych partnerów) trafia do kobiet, które mają dość idealnych obrazków z Instagrama.
Olga wspomina o swojej radości nie bez powodu – chce pokazać, że każda nowa sytuacja życiowa to projekt, do którego podchodzi z entuzjazmem, a nie z lękiem przed oceną. W świecie, gdzie wszystko musi być „od linijki”, ona po prostu wybiera własny scenariusz na życie, budując dom pełen siostrzanej energii. Bez zbędnych filtrów i wielkich słów, po prostu po swojemu
Olga Frycz rzadko robi wokół siebie zbędny hałas, ale kiedy już coś ogłasza, robi to konkretnie i bez zadęcia. O tym, że spodziewa się dziecka, wiedzieliśmy od dawna – sama zresztą dość szybko i bez większych ceremonii wygadała się, że będzie to syn.
Jesteśmy szczęśliwi, że możemy podzielić się z Wami tą radosną informacją. Nasza rodzina się powiększy. Będzie synek. Urodzi się w lutym. A na imię mu damy Jan.
Teraz dostaliśmy oficjalne potwierdzenie, że mały jest już na świecie. Aktorka wrzuciła info do sieci, krótko kwitując, że chłopiec urodził się 6 lutego.
Nasze serca są pełne. Jasiu – napisała na Instagramie.
To, co u Olgi Frycz jest odświeżające, to jej podejście do macierzyństwa. Nie ma tu lukrowanych sesji zdjęciowych w pełnym makijażu prosto z porodówki ani dorabiania do wszystkiego wielkiej filozofii. Zamiast tego dostajemy prosty komunikat: rodzina się powiększyła i tyle. Frycz od lat pokazuje, że można być mamą na własnych zasadach, bez oglądania się na to, co wypada, a co nie. Aktorka postawiła na spokój i domową atmosferę, co w świecie show-biznesu, gdzie każdy szczegół z życia niemowlaka jest na wagę złota (i kontraktów reklamowych), bywa rzadkością. Informacja o narodzinach syna to po prostu dobra wiadomość, którą podzieliła się ze swoimi obserwatorami, nie robiąc z tego ogólnonarodowego wydarzenia.
Teraz pewnie czeka ją sporo pracy, bo domowa rzeczywistość z noworodkiem rzadko przypomina zdjęcia z katalogów wnętrzarskich. Znając jednak dystans Olgi do samej siebie, możemy się spodziewać, że jeśli już coś pokaże, to będzie to życie bez filtrów. Bez zbędnego blichtru, za to z dużą dawką autentyczności, której tak bardzo brakuje na polskim Instagramie
