NFL
Tragiczne wieści nadeszły nagle. Samolot stanął w płomieniach. Jest wiele ofiar
Wieczór w Bangor w stanie Maine miał wyglądać jak setki innych zimowych startów. Zamiast tego na pasie pojawił się ogień, dym i alarm na całym lotnisku. Bilans jest dramatyczny.
Do wypadku doszło w niedzielę wieczorem na międzynarodowym lotnisku w Bangor. Służby ratunkowe wezwano około godziny 19.45 czasu lokalnego. Według wstępnych informacji maszyna podczas startu przewróciła się do góry kołami i zaczęła płonąć.
Na miejscu od razu pojawiły się jednostki ratunkowe, a ruch na lotnisku został wstrzymany.
Jest bilans ofiar. Jedna osoba walczy o życie
W wyniku katastrofy zginęło siedem osób. Jedna została poważnie ranna. To dane przekazywane w pierwszych komunikatach, na podstawie wstępnego raportu amerykańskiej administracji lotniczej.
Na razie nie podano tożsamości ofiar ani szczegółów dotyczących tego, kim byli pasażerowie.
Pogoda była fatalna. Trwała śnieżyca i panował mróz
Wypadek wydarzył się w czasie silnych zimowych warunków. Nad północno-wschodnimi stanami przechodziła śnieżyca, temperatury utrzymywały się poniżej zera, a widoczność była ograniczona przez opady.
To jednak wciąż tylko tło. Przyczyny tragedii nie są znane i będą ustalane w ramach śledztwa.
Wstępnie informowano, że chodzi o prywatny odrzutowiec Bombardier Challenger. Z nagrań rozmów służb lotniskowych, cytowanych przez media, wynika, że po wydaniu zgody na start padła pilna informacja o wstrzymaniu ruchu, a chwilę później pojawił się komunikat o samolocie „do góry kołami”.
Lotnisko w Bangor zamknięte co najmniej do środy
Władze lotniska przekazały, że port lotniczy pozostaje zamknięty co najmniej do środy. To oznacza przerwanie operacji lotniczych i konieczność przeorganizowania ruchu w regionie.
Na tym etapie najważniejsze pytania pozostają bez odpowiedzi: czy zadecydowała awaria, warunki pogodowe, błąd proceduralny czy splot kilku czynników. Wiadomo tylko jedno: śledczy będą teraz krok po kroku odtwarzać ostatnie minuty przed startem.
