NFL
W mediach aż huczy, nikt się tego nie spodziewał
Wewnętrzne tarcia w Polsce 2050 przybrały formę otwartego konfliktu, który grozi rozpadem struktur parlamentarnych ugrupowania. Lider ruchu, Szymon Hołownia, w mocnych słowach opisuje destrukcyjne mechanizmy polaryzacji niszczące zaufanie między działaczami. W obliczu narastającego chaosu marszałek Sejmu proponuje radykalne kroki naprawcze, nie wykluczając przy tym zakończenia własnej misji w partii.
Konflikt wewnętrzny w Polsce 2050 narasta
Hołownia: partia na krawędzi kryzysu
Możliwe scenariusze dla przywództwa w Polsce 2050
Groźba odejścia Hołowni i konsekwencje dla klubu parlamentarnego
Wewnętrzne spory w Polsce 2050 od dłuższego czasu przestają być jedynie kuluarową wymianą zdań. Ostatnie wydarzenia pokazują, że konflikt ma charakter frakcyjny i dotyczy zarówno kierunku, w jakim zmierza ugrupowanie, jak i sposobu sprawowania w nim władzy. Szczególnym momentem okazały się nieudane wybory na przewodniczącego partii, w których rywalizowały Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz i Paulina Hennig-Kloska. Brak rozstrzygnięcia nie uspokoił sytuacji, a wręcz pogłębił podziały, uruchamiając mechanizmy znane z ostrych sporów na polskiej scenie politycznej
Dodatkowym elementem destabilizującym okazały się decyzje personalne w klubie parlamentarnym. Szef klubu Polski 2050 Paweł Śliz odwołał Aleksandrę Leo z funkcji wiceszefowej i wskazał nowych zastępców. Według części polityków ugrupowania powodem miały być działania Leo, która – jak twierdzą – próbowała wyłonić reprezentację klubu do zarządu partii bez porozumienia z przewodniczącym klubu. Te ruchy tylko dolały oliwy do ognia, wzmacniając poczucie chaosu i braku zaufania.
Szymon Hołownia nie ukrywa, że sytuacja w partii jest poważna. W rozmowie z Polsat News otwarcie przyznał, że proces wyłaniania nowego przywództwa miał destrukcyjny wpływ na całe ugrupowanie. Jak podkreślił, proces wybierania nowego przywództwa Polski 2050 “doprowadził nas na krawędź przepaści”.
Lider ruchu opisał skalę kryzysu w bardzo mocnych słowach.
– Ta walka o przywództwo, ta agresja, to przekalkowanie tak naprawdę tych wszystkich mechanizmów, które znamy z polaryzacji sceny politycznej, doprowadziło do tego, że ruch rzeczywiście jest w stanie bardzo głębokiego kryzysu – mówił w rozmowie z Polsat News.
Zwrócił uwagę, że konflikt frakcyjny uderzył w fundamenty, na których budowana była Polska 2050.
– Przez tę walkę frakcyjną, która się obudziła, każdy oczywiście obóz walczy o swoje święte imię i w imię największych wartości podkopano zaufanie między ludźmi. Tam go dzisiaj nie ma – dodał Hołownia, opisując atmosferę wewnątrz ugrupowania.
Szymon Hołownia przedstawił dwa możliwe wyjścia z obecnej sytuacji. Pierwszym z nich jest całkowite powtórzenie procesu wyborów na przewodniczącego Polski 2050. Drugim – wprowadzenie modelu współprzewodnictwa, w którym Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz i Paulina Hennig-Kloska wspólnie kierowałyby partią. Jak zaznaczył, żadna z tych opcji nie może prowadzić do dominacji jednej osoby czy frakcji.
Lider ugrupowania jasno określił swoje stanowisko wobec przyszłego kształtu partii.
– Ja nie odnajdę się ani w Polsce 2050 Pauliny Hennig-Kloski, ani w Polsce 2050 Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. To musi być Polska 2050 Pauliny, Katarzyny, Szymona i wszystkich innych – powiedział.
W jego ocenie ugrupowanie powinno pełnić rolę stabilnej „partii środka”, zdolnej łagodzić napięcia, a nie je eskalować. Podkreślał też, że Polsce 2050 potrzebny jest przede wszystkim spokój, którego obecnie brakuje.
Pytany o to, co stanie się, jeśli partia nie zdecyduje się na żadne z proponowanych rozwiązań, Hołownia nie wykluczył najbardziej radykalnego kroku. Wprost zapowiedział możliwość opuszczenia ugrupowania.
– Jeżeli będzie sytuacja, w której mamy do czynienia z prywatyzacją ugrupowania przez jedną z frakcji, oczywiście one obie teraz zaklinają, że będą wszystkich włączać i że będą innego rozwiązania, to tak, opuszczę Polskę 2050, bo nie będzie to już Polska 2050 ani Szymona Hołowni, ani tych wartości, z którą tę Polskę 2050 zakładałem – stwierdził.
Hołownia zaznaczył przy tym, że jego ewentualne odejście nie byłoby indywidualną decyzją bez szerszych skutków politycznych. Jak mówił, razem z nim mogłaby odejść także „większość rządowa”.
– Jest przy mnie skupiona grupa posłów, którzy patrzą na to wszystko, co się dzieje i podobnie jak ja nie wierzą, że można było ruch dobrych ludzi doprowadzić do tego piekła, które dzisiaj widzimy – podkreślił lider Polski 2050, wskazując, jak poważne mogą być konsekwencje obecnego kryzysu
