Connect with us

NFL

Kilka zdań dilera wystarczyło by zniszczyć mu karierę. Szokująca sprawa miała nigdy nie wyjść na jaw

Published

on

Wystarczyły słowa jednego człowieka, żeby rozmontować karierę budowaną latami. Paweł przez 13 lat szedł krok po kroku do miejsca, o którym marzył jeszcze jako nastolatek. Potem przyszło jedno nazwisko, jedno przesłuchanie i decyzje, które zapadły szybciej niż wyrok sądu. To reportaż i śledztwo przeprowadzone przez Interia.pl.

Paweł mówi wprost, że stracił wszystko, co kochał, „na podstawie jednego pomówienia”. Interii opowiada, że system zburzył jego życie „w pięć minut”.

Zabrali mi wszystko, co kochałem. Na podstawie jednego pomówienia – mówi Interii Paweł.

Jeszcze niedawno pracował w elitarnej jednostce „łowców głów” w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Poznaniu. W materiale opisano, że w ciągu dwóch lat Paweł wraz z zespołem zatrzymał około 400 poszukiwanych przestępców. Bywało, że działał podstępem, między innymi wcielał się w kuriera, żeby podejść pod drzwi osoby, która się ukrywała. Po wyrzuceniu z policji – jak relacjonuje – został kurierem naprawdę, bo musiał z czegoś żyć.

Rachunki, kredyt. Z czegoś musiałem żyć – wyjaśnia.

Interia opisuje też stan psychiczny Pawła po zwolnieniu: miesiące „emocjonalnej czarnej dziury”, leżenie godzinami i „czarne myśli”, unikanie ludzi. Z dziennikarzami rozmawia dwa razy – w grudniu i w styczniu, już na południu Polski.

Wszystko zaczęło się w Pile. Paweł, ambitny licealista, zawarł z dwoma kolegami pakt: zostaną policjantami. Droga była długa i opisana jako biurokratyczny maraton – testy, badania, weryfikacja życiorysu i półtora roku czekania. W tym czasie Paweł studiował filologię angielską o profilu nauczycielskim. Gdy był prawie gotowy do pracy w szkole, dostał krótki komunikat: przyjęty.

Później, jak wynika z reportażu Interii, szybko awansował: patrole na poznańskim Starym Mieście, potem wydział kryminalny, a w końcu etat u „łowców głów”

Kluczowym punktem tej historii jest interwencja z początku października 2019 roku na ulicy Sarmackiej. Zgłoszenie brzmiało jak wiele innych: awantura domowa. Według opisu Interii sąsiadka wezwała patrol, bo słyszała hałas zza ściany.

W mieszkaniu Miłosz S. miał próbować zmusić partnerkę do występów przed kamerką internetową. Matka chłopaka, właścicielka mieszkania, chciała, by on i dziewczyna wyszli. Policjanci działali „podręcznikowo”, podzielili się na pary: jedna uspokajała kobietę, druga pilnowała Miłosza. Wersja z reportażu wskazuje, że Miłosz S. wybrał wyjście dobrowolne. On i partnerka zabrali rzeczy i opuścili blok, a policjanci wrócili do radiowozu.

Interia podkreśla, że Paweł nie miał wtedy pojęcia, że po latach Miłosz S. opisze tę interwencję zupełnie inaczej.

We wrześniu 2022 roku, trzy lata po interwencji, Miłosz S. był już zatrzymanym członkiem narkotykowego półświatka. Według reportażu liczył na status małego świadka koronnego i złagodzenie kary. Zaczął opowiadać o „skradzionym towarze”, ale jego wersja miała być mętna i pełna sprzeczności. Podczas pierwszego przesłuchania, mimo okazania tablic z podobiznami policjantów, nie potrafił nikogo wskazać.

W materiale opisano, że o łapówce Miłosz S. nie mówił od razu – miał „przypomnieć sobie” o pieniądzach dopiero półtora roku później, na kolejnym przesłuchaniu.

Przez dwa lata – jak czytamy – w sprawie nie działo się nic. Dopiero w 2024 roku temat wrócił. Biuro Spraw Wewnętrznych Policji sprawdziło system i potwierdziło, że w październiku 2019 roku faktycznie było zgłoszenie sąsiadki i interwencja patrolu. Ustalono nazwiska policjantów.

I wtedy, według relacji Interii, Miłosz S. został wezwany ponownie. Zobaczył już nie dziesiątki twarzy, tylko jedno zdjęcie – Pawła. Zdjęć trzech pozostałych policjantów z patrolu nie okazano.

To on – rzuca diler.

W reportażu pada pytanie, dlaczego okazano tylko jedną fotografię i dlaczego zignorowano rozbieżność między wersją dilera a dokumentacją, z której wynikało, że patrol został wysłany przez dyżurnego po zgłoszeniu sąsiadki.

Sukces w służbie i nagły zwrot: „jest pan podejrzany”
Interia opisuje, że w kwietniu 2024 roku Paweł kończył z ABW trudną sprawę, a „człowiek widmo” ścigany listami gończymi w końcu wpadł. Paweł czuł, że po 13 latach dotarł na szczyt.

Kilka miesięcy później komendant wojewódzki miał podpisać decyzję o jego zwolnieniu.

Moment, w którym Paweł dowiedział się o zarzutach, został opisany obrazowo: do pokoju weszła funkcjonariuszka Biura Spraw Wewnętrznych Policji.

Powiedziała krótko: jest pan podejrzany. Nogi się pode mną ugięły, jakby ktoś uderzył mnie obuchem w głowę – wspomina Paweł.

Paweł trafił do prokuratury jako doświadczony oficer, a wyszedł jako podejrzany. Mówił, że nie wierzył własnym uszom, gdy usłyszał o marihuanie, „krysztale” i łapówce.

Oskarżenie, które się zmieniało
Według reportażu oskarżycielem był Miłosz S. To na jego słowach prokurator zbudował akt oskarżenia. Diler miał twierdzić, że policjanci działali na zlecenie konkurencji i odebrali mu narkotyki oraz pieniądze: pół kilograma marihuany, 20 gramów metamfetaminy („kryształ”) i trzy tysiące złotych. W materiale zaznaczono, że opowieść Miłosza zmieniała się przy kolejnych przesłuchaniach.

Mecenas Pawła, Paweł Okal, mówił Interii, że w aktach widział „dużo nieścisłości”.

Dla mnie sprawa od początku była szokująca. Kiedy przeczytałem akta sprawy, zobaczyłem, że jest w nich bardzo dużo nieścisłości

Paweł przekonywał, że po interwencji na Sarmackiej przez kolejne osiem godzin jeździł radiowozem na inne zgłoszenia wraz z trzema kolegami i że w takim układzie nie dałoby się ukryć reklamówki z narkotykami.

Po decyzji prokuratora uruchomiła się procedura: najpierw Paweł został zawieszony na trzy miesiące. W lipcu 2024 roku spotkał się z komendantem wojewódzkim. Przyniósł dokumenty, bilingi i dowody, które – jak mówi – rozbijały wersję dilera punkt po punkcie. Według opisu spotkanie trwało kilka minut, a dokumentów komendant nie oglądał.

W sierpniu 2024 roku Paweł został zwolniony z policji, gdy śledztwo prokuratorskie nadal trwało. W reportażu wskazano, że formalną podstawą był „ważny interes społeczny” z art. 41 ustawy o policji.

Konfrontacja w prokuraturze i nagłe „kurczenie się” zarzutów
Miesiąc po zwolnieniu doszło do konfrontacji. Interia opisuje, że Miłosz S. miał być pewny siebie i rzucić Pawłowi w twarz wulgarne słowa.

Przed pierwszym pytaniem nastąpił zwrot: Miłosz S. wycofał się z kluczowego elementu oskarżenia. Rzekome pół kilograma marihuany „skurczyło się” do 80 gramów, a „kryształ” zniknął z zeznań.

Reportaż opisuje też szczegóły, które świadkowie mieli pamiętać po latach (numer radiowozu, buty, zwroty), ale w kluczowych momentach wersje miały się rozjeżdżać. Wręczenia łapówki nie widział nikt poza samym Miłoszem, a partnerka Miłosza zmieniała relacje. Interia wskazuje, że w styczniu 2025 roku na sali sądowej jej zeznania zostały ocenione jako przykład ustalania wersji między świadkami.

Wyrok, uniewinnienie i mocna krytyka sądu II instancji
Sąd Rejonowy skazał Pawła na 1,5 roku bezwzględnego więzienia, opierając się – jak podano – wyłącznie na słowach dilera. Paweł mówił o odcięciu się od świata i czarnych myślach.

Leżałem, patrzyłem w sufit, a w głowie kłębiły się czarne myśli. Zacząłem zadawać sobie absurdalne pytanie: czy mam teraz wykorzystać całą swoją wiedzę „łowcy” i samemu zacząć ukrywać się przed policją

Potem nastąpił przełom. Sąd Okręgowy w Poznaniu prawomocnie uniewinnił Pawła. Opisano reakcję emocjonalną po usłyszeniu słowa „uniewinniony”.

Kiedy usłyszałem słowo „uniewinniony”, łzy same popłynęły mi po policzkach – mówi.

W materiale wskazano, że sąd II instancji ostro skrytykował wcześniejszy wyrok, nazywając go „niezrozumiałym, dowolnym i wręcz stronniczym”. Zwrócono uwagę na podwójne standardy: wiarę w wersję dilera i jednoczesne dyskredytowanie spójnych zeznań policjantów. Wskazano też fundamentalny brak: prokuratura domagała się więzienia za kradzież narkotyków, których nigdy nie znaleziono, bez ekspertyz chemicznych i dowodów rzeczowych.

Paweł chce wrócić do służby. System mówi: nie
Paweł zakładał, że po uniewinnieniu wróci do policji. Poinformował komendanta wojewódzkiego o wyroku. Zamiast powrotu pojawiła się „przeszkoda formalna”: procedura zwolnienia z powodu „ważnego interesu społecznego” – jak opisuje Interia – nie przewiduje ponownego zatrudnienia, nawet jeśli policjant jest niewinny.

W reportażu dziennikarz pytał komendanta wojewódzkiego w Poznaniu, nadinsp. Tomasza Olczyka, o sens „ważnego interesu społecznego” w tej sprawie. Komendant nie odpowiedział.

Rzecznik poznańskiej policji mł. insp. Andrzej Borowiak tłumaczył, że obrońca Pawła zaskarżył decyzję komendanta do sądu administracyjnego, więc sprawa nie jest zakończona, a komendant nie może odwołać decyzji. Na pytanie, dlaczego zwolniono Pawła przed prawomocnym wyrokiem, rzecznik odpowiedział, że policja była informowana przez prokuraturę, a materiał dowodowy uprawdopodobniał popełnienie przestępstw. Dodał też, że odejście Pawła nie wpłynęło na pracę „łowców głów”, bo w jednostce służy kilkunastu policjantów.

Komenda Główna Policji miała prezentować podobne stanowisko: skoro trwa postępowanie administracyjne, trzeba czekać. Z kolei z biura prasowego KGP przekazano, że nie ma instrukcji nakazującej zwolnienie policjanta w chwili postawienia zarzutów, a każdy przypadek jest indywidualny, przy czym pojęcie „ważnego interesu służby” jest nieostre

Interia opisuje, że prokurator Bartosz Deskiewicz, który skierował akt oskarżenia przeciwko Pawłowi, nadal uważa, że Miłosz S. mówi prawdę. Nie widzi podstaw do oskarżenia dilera o składanie fałszywych zeznań. Prokurator złożył kasację do Sądu Najwyższego i chce uchylenia uniewinnienia.

Mecenas Paweł Okal podkreślał, że podziela opinię sądu o uniewinnieniu i ma nadzieję, że Paweł wróci do policji.

„Chcę wrócić” – i nie czekać latami
Paweł wygrał walkę o nazwisko, ale nadal przegrywa z machiną proceduralną.

Nic złego nie zrobiłem, ale to ja ponoszę konsekwencje fałszywego oskarżenia. Do policji chcę wrócić, ale nie chcę na to czekać latami – mówi.

To jest sedno opowieści z reportażu i śledztwa Interia.pl: jeden diler, jedna wskazana twarz, szybkie zwolnienie przed prawomocnym rozstrzygnięciem, a potem uniewinnienie, które nie otwiera drzwi z powrotem do służby.

Click to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Copyright © 2025 Myjoy247