Connect with us

NFL

Stracili wszystko w pożarze, a teraz muszą zmagać się z ludzką podłością. Jakie wyzwania czekają na poszkodowanych z Dąbrowy Górniczej?

Published

on

Szukaj w serwisie…
Szukaj

Wydarzenia
Polska
Śląsk
Pożar kamienicy w Dąbrowie Górniczej. Lokatorzy mają żal do urzędników
“Potrzebuję parę groszy, by mieć na chleb”. Przeżyli piekło, a teraz jeszcze spotyka ich ludzka podłość

Renata Cius-Rassek
Dziennikarka działu Wydarzenia

Data utworzenia: 12 marca 2026, 5:30.
Udostępnij
Stracili wszystko. Zostali w papciach i swetrach osmolonych od dymu. — Miałam 800 zł w portfelu, który został na stoliku. Wszystko spłonęło. Potrzebuję parę groszy, żeby mieć chociaż na chleb — mówi pani Grażyna (68 l.), jedna z poszkodowanych w pożarze kamienicy w Dąbrowie Górniczej. Tymczasem w sieci na pogorzelców wylewa się hejt.

Pożar kamienicy przy ul. Warszawskiej 72 i 74 w Dąbrowie Górniczej. Dramat lokatorów. 23
Zobacz zdjęcia
Pożar kamienicy przy ul. Warszawskiej 72 i 74 w Dąbrowie Górniczej. Dramat lokatorów. Foto: Tomasz Błażej Byjos/Facebook, Dawid Markysz/Edytor

Do pożaru doszło we wtorek (10 marca). Akcja była bardzo wymagająca i trwała ponad siedem godzin. Płonęła środkowa część kompleksu kamienic przy ul. Warszawskiej. Powstały one w początkach minionego wieku. Drewniane stropy, dach z papy i lepiku. Wszystko płonęło jak pochodnia. Słup czerwonego ognia był apokaliptyczny. Rozprzestrzeniał się na sąsiednie kamienice. Ponad 70 strażaków walczyło z żywiołem. Lokatorzy spędzili noc w lokalnym zajeździe. Wszystko wskazuje na to, że długo jeszcze będzie ich drugim domem.

W środę rano (11 marca) poszkodowani przyszli na ulicę Warszawską. Płakali. Żyją, bo uratowała ich Anna Sowa, opiekunka pani Grażyny. Dla nich jest cichą bohaterką i aniołem z nieba. Przyjechała do swej podopiecznej we wtorek około godz. 16.30

Po wejściu do kamienicy poczułam swąd. Pomyślałam, że pani Grażynka pewnie w piecu pali. Idę do niej na drugie piętro, słyszę jakieś skwierczenie i strzelanie dobiegające ze strychu. Z każdym stopniem nasilało się. Ujrzałam czarny dym. “Chyba się pali”, pomyślałam. Potem byłam jak w amoku — pani Anna opowiada “Faktowi” dramatyczne chwile. Paliło się centralnie nad mieszkaniem jej podopiecznej. — Sprowadzałam ludzi z płonącego budynku. Pukałam do sąsiadów, szłam od drzwi do drzwi — opowiada.

W budynku mieszkają niepełnosprawni i seniorzy. Były małe dzieci. Ktoś z gapiów doradził pani Annie na ulicy, żeby w usta włożyła mokry ręcznik, by nie udusiła się od dymu. Ona na nic nie zważała. Kilkakrotnie wracała do kamienicy. Potem stanęła na środku ulicy i zaczęła krzyczeć, że pali się, by ludzie uciekali z domów. Ogień przenosił się na sąsiednie budynki.

Córka wybiegła w klapkach i krótkich spodenkach. Straciłam wszystko — mówi pani Bożena (47 l.), jedna z lokatorek kamienicy pod numerem 74. Zajmowała dwa pokoje z dwójką nastoletnich dzieci. Zamieszkiwała tu od 2011 r. — Do mojego domu się nie wejdzie, pozamykane wszystko, wszystko zniszczone przez ogień — zanosi się płaczem. — Byłam w pracy w tym czasie, gdy zaczęło się palić. Koleżanka przywiozła mnie na miejsce, dzieci były całe i zdrowe. Ale zostaliśmy z niczym — pokazuje na zdjęciach swoje płonące mieszkanie na pierwszym piętrze.

Pani Grażyna mieszkała przy Warszawskiej 74 od 1998 r. — Nie mamy dachu nad głową, potrzebujemy wszystkiego. Chodzę taka brudna, w okopconym swetrze, zawsze taka czysta jestem — mówi zdegustowana, pokazując na sweter usmolony sadzą od zadymienia. — Trudno było złapać oddech, dym był straszny. Wciąż mam wszystko przed oczami. Widzę, że stoję w tym ogniu i palę się, coś okropnego, nie mogę o tym zapomnieć — stwierdza pani Grażyna. W ostatniej edycji Szlachetnej Paczki pani Grażyna dostała wyposażenie mieszkania od dobrych ludzi, wszystko nowe. Poszło z dymem. Pralka była jeszcze w folii, bo nie zdążyliśmy jej podłączyć, dywany, odkurzacz, czajnik, wszystko spłonęło, nie ma do czego wracać — zauważa Anna Sowa.

Dach nad głową straciło 34 lokatorów. Budynek nr 72 nie został uszkodzony wskutek pożaru, jednak został zalany w trakcie akcji gaśniczej. Z kolei budynek nr 74 objęty pożarem jest całkowicie wyłączony z użytkowania. Były tam mieszkania komunalne i socjalne. — By dokonać dokładnej oceny stanu technicznego, musi zostać rozebrany dach. Wtedy będzie można podjąć dalsze decyzje co do przyszłości kamienicy pod numerem 74 — informuje Bartosz Matylewicz, rzecznik UM w Dąbrowie Górniczej.

Miasto remontuje obecnie 50 lokali, w pierwszej kolejności przekwaterowani zostaną tam pogorzelcy z ul. Warszawskiej. Poszkodowani otrzymali od gminy zasiłki po tysiąc złotych. — W momencie przekazania lokalu mogą liczyć na środki na zakup wyposażenia — dodaje Bartosz Matylewicz, rzecznik Urzędu Miejskiego w Dąbrowie Górniczej. Podkreśla, że władze miasta udzielają wsparcia lokatorom od pierwszej chwili po pożarze. Na miejscu byli zastępcy prezydenta, pracownicy socjalni.

Mieszkańcy z ul. Warszawskiej, gdy w środku nocy przyjechali do nich urzędnicy, nie szczędzili im gorzkich słów. — Ile razy było zgłaszane, do prezydenta, do każdego. Guzik, nie reagowali. Jak się paliło, to od razu przyjechali do nas, tutaj nie było remontowane od lat — stwierdza pani Grażynka. Potwierdzają to inni lokatorzy.

Tatiana Duraj-Fert, dąbrowska radna, pokazuje dokumenty, z których wynika, że od 2021 r. informowała władze Dąbrowy Górniczej o pilnych remontach w kamienicy przy Warszawskiej 72 i 74. Po jej interwencjach wyremontowano sypiące się balkony. Bartosz Matylewicz, rzecznik UM w Dąbrowie Górniczej zapewnia, że Miejski Zarząd Budynków Mieszkalnych dokonywał przeglądów zgodnie z obowiązującymi przepisami. Nie było zaniedbań. Były wykonywane też remonty doraźne.

Click to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Copyright © 2025 Myjoy247

google.com, pub-2441454515104767, DIRECT, f08c47fec0942fa0