NFL
To się dzieje naprawdę
Polski system kaucyjny, choć wciąż znajduje się w fazie rozruchu, zdążył już przyciągnąć uwagę osób szukających szybkich zysków kosztem sieci handlowych. Operatorzy systemów oraz właściciele sklepów coraz częściej raportują o incydentach, które pokazują, jak łatwo obejść zabezpieczenia nowoczesnych z pozoru maszyn. Największym problemem okazuje się nie sama konstrukcja butelkomatów, lecz kreatywność użytkowników, którzy potrafią wykorzystać najbardziej prymitywne narzędzia.
W branżowych kuluarach głośno mówi się o metodzie „na sznurek”, która przypomina triki znane z dawnych automatów telefonicznych lub maszyn do gier. Polega ona na umieszczeniu opakowania w otworze wrzutowym w taki sposób, by czujniki zarejestrowały jego obecność i kod kreskowy, a następnie szybkim wycofaniu butelki, zanim ta trafi do zgniatarki.
Fot. Wojciech Olkusnik/East News (zdj. poglądowe)
Eksperci wskazują, że najbardziej podatne na takie manipulacje są starsze modele urządzeń, które nie posiadają zaawansowanych kurtyn optycznych lub systemów blokujących cofanie towaru. Jednak problem nie kończy się na fizycznym „łowieniu” kaucji. Innym rosnącym zagrożeniem jest rynek fałszywych etykiet. Skąd przestępcy biorą naklejki z polskim piktogramem kaucji?
Najczęściej są one drukowane masowo na domowych drukarkach termicznych lub sprowadzane z krajów, gdzie kaucja nie obowiązuje, a następnie naklejane na opakowania nieobjęte systemem. W ten sposób butelka po wodzie kupiona za granicą nagle „zyskuje” wartość w polskim automacie. Sieci handlowe, chcąc uniknąć strat, zaczynają wprowadzać dodatkowe kontrole, ale walka z anonimowym drukiem przypomina starcie z wiatrakami.
Rekordowy przekręt – na jednej butelce zarobił fortunę
Prawdziwym wstrząsem dla branży okazała się jednak historia z Niemiec, która stanowi ostrzeżenie dla wszystkich krajów wdrażających podobne rozwiązania. W Kolonii 37-letni właściciel małego sklepu monopolowego postanowił przenieść oszustwo na poziom inżynieryjny. Zamiast bawić się w sznurki, zbudował on wewnątrz swojego lokalu specjalną konstrukcję – drewniany stelaż z tunelem magnetycznym.
Urządzenie to zostało tak precyzyjnie skonfigurowane, by oszukiwać czujniki butelkomatu zainstalowanego w jego sklepie. Mechanizm działania był genialny w swojej prostocie: automat skanował butelkę PET, uznawał ją za przyjętą i naliczał kaucję, podczas gdy drewniany tunel uniemożliwiał jej wpadnięcie do zgniatarki. Opakowanie wracało do sprawcy w nienaruszonym stanie, gotowe do kolejnego użycia.
Fot. Zofia i Marek Bazak/East News (zdj. poglądowe)
Skala tego procederu jest trudna do objęcia rozumem przez przeciętnego klienta. Ta sama, pojedyncza butelka PET została przez mężczyznę zeskanowana ponad 1,2 mln razy. Dzięki temu niezwykle cierpliwemu, choć przestępczemu procesowi, właściciel sklepu wyłudził od operatora systemu równowartość niemal 190 tys. złotych (ponad 44 tys. euro).
Co najbardziej uderzające, system informatyczny zarządzający tysiącami automatów w całych Niemczech przez długi czas nie wyłapał anomalii, jaką była jedna maszyna generująca tak nienaturalną liczbę zwrotów tego samego typu opakowania. Mężczyzna wpadł dopiero po anonimowym donosie, co pokazuje, że nawet najbardziej zaawansowane algorytmy zabezpieczające mają swoje słabe punkty, gdy napotkają na determinację wspartą prostą stolarką.
Zobacz też: Skarbówka w Częstochowie oszalała? Fiat Panda za 300 zł to nie żart. W marcu ruszają licytacje aut
Dziś o 19:00 w tym miejscu w Polsce zawyją syreny. RCB wydało komunikat do mieszkańców
Czytaj dalej
Takie przelewy są już „na radarze” skarbówki w 2026 r. Uważaj, możesz od razu zaświecić się w systemie
Czytaj dalej
Polskie prawo przewiduje surowe kary za takie praktyki
Polskie prawo, świadome zagrożeń płynących z niedoskonałości systemu kaucyjnego, przewiduje bardzo surowe konsekwencje dla osób próbujących wzbogacić się w ten sposób. Działania polegające na manipulowaniu butelkomatem czy wprowadzaniu do obrotu fałszywych etykiet nie są traktowane jako niska szkodliwość czynu.
Zgodnie z art. 286 Kodeksu karnego, wyłudzenie korzyści majątkowej poprzez wprowadzenie w błąd (w tym przypadku błąd urządzenia i jego operatora) zagrożone jest karą pozbawienia wolności do lat 8. Warto zaznaczyć, że w przypadku takich oszustw nie obowiązuje próg „niskiej wartości”, który często pozwala sprawcom kradzieży sklepowej uniknąć więzienia. Tu mamy do czynienia z oszustwem, które jest przestępstwem niezależnie od kwoty.
Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy sprawca podczas swojej „pracy” uszkodzi mechanizm butelkomatu. Wówczas sprawa może zostać zakwalifikowana jako kradzież z włamaniem, co podnosi maksymalny wymiar kary do 10 lat więzienia. Oprócz sankcji karnych, skazani muszą liczyć się z powództwem cywilnym – operatorzy systemów kaucyjnych zapowiadają, że będą bezwzględnie dochodzić zwrotu każdej wyłudzonej złotówki wraz z odsetkami i kosztami naprawy sprzętu.
Obecnie operatorzy sieci handlowych w Polsce rozsyłają do swoich placówek oficjalne instrukcje i ostrzeżenia, nakazując pracownikom wzmożoną czujność przy opróżnianiu maszyn. Eksperci ds. bezpieczeństwa handlu podkreślają jednak, że dopóki system nie zostanie uszczelniony na poziomie technologicznym – np. poprzez wprowadzenie unikalnych kodów QR dla każdego opakowania – walka z oszustami będzie trwała, a przypadek z Kolonii może doczekać się swoich naśladowców również nad Wisłą.
