NFL
Niebywałe co zdarzyło się w „Szkle kontaktowym”. Prowadzący był w szoku po słowach widza
W środowy wieczór w TVN24 wydarzyło się coś, co na moment wytrąciło z rytmu nawet doświadczonych prowadzących. „Szkło kontaktowe” przyzwyczaiło widzów do zaskoczeń, ale tym razem telefon na żywo brzmiał tak, jakby ktoś pomylił program publicystyczny z audycją science fiction.
Szkło kontaktowe” od lat jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych programów publicystyczno-satyrycznych w Polsce. Jego siła tkwi w prostym, ale skutecznym połączeniu: bieżące wydarzenia, zwłaszcza polityczne, są omawiane z humorem, dystansem i w lekkiej formule.
Prowadzący oraz zaproszeni goście oglądają fragmenty wypowiedzi polityków, scen z debat i medialnych spięć, a potem komentują je na antenie. To format, który dla części widzów stał się codziennym rytuałem, bo pozwala odreagować ciężar newsów i emocji.
Telefony od widzów jako największa siła i największe ryzyko
Znakiem rozpoznawczym programu są telefony od widzów na żywo. Ten element sprawia, że audycja jest dynamiczna i nieprzewidywalna. Czasem rozmowy bywają celne, zabawne i błyskotliwe. Innym razem prowadzą do niezręczności, pomyłek, a nawet sytuacji, w których trudno odgadnąć intencje rozmówcy.
Właśnie ten „czynnik ryzyka” buduje napięcie. Prowadzący nigdy nie mają pewności, kto jest po drugiej stronie słuchawki i w jakim tonie poprowadzi wypowiedź.
Środowy odcinek z Tomaszem Sianeckim i Katarzyną Kwiatkowską
W środowym wydaniu gospodarzem był Tomasz Sianecki. W studiu pojawiła się też Katarzyna Kwiatkowska, aktorka kojarzona z wyrazistym humorem i komediową energią. Atmosfera była swobodna, a rozmowa krążyła wokół aktualnych tematów politycznych.
I wtedy zadzwonił widz. Przedstawił się jako pan Wojciech z Wielkiej Brytanii. Na początku nic nie zapowiadało, że za chwilę program wejdzie na zupełnie nieoczekiwane tory.
„Telefon nie z tej Ziemi”. „Moje imię to Hajpir, przybyłem z Agadorii”
Kiedy prowadzący poprosił rozmówcę o przedstawienie się, padły słowa, po których w studiu zrobiło się cicho.
„Moje imię jest tak na dobrą sprawę Hajpir. Przybyłem z Agadorii i następnie chciałbym się przedstawić. Przybyłem na planetę Ziemia z Agadorii jako kolejna osoba, podejmując się trudu uratowania ludzkości, co okazuje się coraz trudniejsze”.
Reakcja była natychmiastowa, ale trudno ją było ubrać w jedno słowo. Zaskoczenie mieszało się z próbą zachowania charakterystycznego dla programu dystansu. W tej chwili nie było jasne, czy to żart, prowokacja, czy wypowiedź wypowiadana całkiem serio.
To właśnie takie momenty pokazują, czym naprawdę jest „Szkło kontaktowe” na żywo. Formuła, która zwykle daje widzom lekkość, bywa też polem niekontrolowanych zwrotów akcji.
Widzowie ruszyli z komentarzami. Program znów udowodnił, że wszystko może się zdarzyć
Po tej rozmowie widzowie zaczęli komentować sytuację w mediach społecznościowych. Jedni uznali telefon za absurdalny żart wpisany w klimat audycji. Inni zwracali uwagę, że otwarta linia w programie na żywo wymaga ostrożności, bo nigdy nie wiadomo, co dokładnie usłyszy się na antenie.
Jedno jest pewne: środowa rozmowa z „Hajpirem” z Agadorii dopisała kolejny rozdział do historii programu, który od lat bazuje na spontaniczności. I właśnie dlatego wciąż budzi emocje. Czasem śmiech, czasem zdumienie. A czasem krótką ciszę, która mówi więcej niż komentarz.
