NFL
Z ostatniej chwili!
Rok 2026 trwa zaledwie kilka tygodni, a lista znanych osób, które odeszły, zaczyna robić się coraz bardziej poważna. Już na samym początku stycznia świat sportu i kibiców wstrząsnął tragiczny komunikat o śmierci Roberta Wolskiego ‒ byłego skoczka wzwyż, uczestnika igrzysk olimpijskich z 2004 roku, który zmarł 2 stycznia po poważnym wypadku samochodowym, w wyniku którego odniósł śmiertelne obrażenia.
Nie możemy pominąć również Barbary Eustachiewicz, wybitnej polskiej gimnastyczki, olimpijki, która reprezentowała Polskę w igrzyskach w 1960 i 1964 roku. Jej odejście 13 stycznia 2026 roku w wieku 87 lat to koniec epoki dla wielu miłośników lekkoatletyki i sportów olimpijskich w naszym kraju.
Ponadto, 8 lutego media obiegła informacja o śmierci Edwarda Linde‑Lubaszenki ‒ znanego aktora i pedagoga, który przez dekady pojawiał się w polskim kinie i telewizji, współpracując przy kultowych produkcjach takich jak „Psy”, „Lista Schindlera” czy „Kroll”. Jego odejście w wieku 86 lat odbiło się szerokim echem w mediach i wśród fanów kina.
To tylko niektóre nazwiska z pierwszych tygodni 2026 roku. Faktem jest, że każdy rok przynosi odejścia osób znanych i cenionych, ale tempo, z jakim media społecznościowe i portale informacyjne muszą reagować na kolejne wiadomości o śmierciach znanych Polaków, jest coraz bardziej intensywne.
Edward Linde-Lubaszenko, fot. AKPA
Śmierć uczestnika „The Voice”
Świat obiegła kolejna smutna informacja o odejściu osoby związanej z telewizją i rozrywką. Mowa była o uczestniku popularnego programu „The Voice”, którego głos i energia na scenie zapadły w pamięć widzom, choć niekoniecznie przysporzyły mu natychmiastowej sławy na poziomie największych gwiazd.
Ta osoba została zapamiętana przede wszystkim dzięki swojemu talentowi wokalnemu i charakterystycznym występom, które dawały nadzieję na dalszy rozwój kariery muzycznej. Po udziale w programie – mimo że nie zajęła miejsca w finałowej czwórce – zyskała sympatię społeczności fanów, którzy śledzili jego kolejne kroki artystyczne.
Jednak w grudniu 2025 roku zaczęły pojawiać się mniej pozytywne wiadomości. Sam zainteresowany informował, że boryka się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Początkowo były to krótkie wzmianki o złym samopoczuciu i konieczności badań, ale z czasem diagnoza stała się coraz bardziej konkretna. Choroba nowotworowa, z którą się zmagał, była poważna i w zaawansowanym stadium, co szybko sprawiło, że jego stan zdrowia się pogarszał.
Mimo intensywnej terapii i silnego wsparcia najbliższych, leczenie nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Ostatnie tygodnie były czasem trudnej walki. Artysta zmarł, zostawiając społeczność muzyczną i fanów w żałobie.
Od ołtarza do podium na Igrzyskach Olimpijskich. Tego nikt nie wiedział o Kacprze Tomasiaku
Czytaj dalej
Mentzen staje w obronie Czarzastego. Takich słów nikt się nie spodziewał
Czytaj dalej
Kim był zmarły uczestnik „The Voice”?
Dean Franklin był brytyjskim wokalistą i artystą ulicznym, który dzięki swojemu udziałowi w programie zdobył szerokie grono sympatyków. Choć nie zwyciężył w programie, jego talent i osobowość sprawiły, że był pamiętany przez widzów i komentatorów muzycznych jako jedna z ciekawszych postaci w sezonie, w którym brał udział.
Pochodził z Londynu i zanim trafił na scenę „The Voice”, często występował w lokalnych klubach muzycznych i na ulicach, prezentując własne interpretacje znanych utworów oraz autorskie kompozycje.
W grudniu 2025 roku Dean Franklin ujawnił w mediach społecznościowych, że zdiagnozowano u niego zaawansowany nowotwór. Mimo rozpoczętej terapii jego stan zdrowia szybko się pogarszał, co ostatecznie doprowadziło do jego śmierci w wieku 36 lat.
Po jego śmierci rodzina opublikowała poruszający komunikat:
(…) Z głębokim smutkiem informujemy, że nasz ukochany Dean, który tak dzielnie walczył przez 8 tygodni i 3 dni, zmarł 7 lutego 2026 r. o godz. 21:39. Otoczony miłością, z rodziną u boku.
W odpowiednim czasie podzielimy się z Wami więcej informacjami, gdy będziemy w stanie. Do tego czasu proszę pamiętajcie, że miłość i wsparcie, jakie okazaliście Deanowi – i nam wszystkim – znaczyły więcej niż można wyrazić słowami.
Jego historia przypomina, że nawet za światłem reflektorów i sceną talent show stoją prawdziwi ludzie z pasjami, nadziejami i wyzwaniami, które często pozostają niewidoczne, dopóki nie jest już możliwe ich zignorowanie.
