Connect with us

NFL

Wydało się!

Published

on

Krzysztof Ibisz od lat uchodzi za symbol wiecznej młodości, ale ostatnio udowadnia, że ten termin dotyczy u niego nie tylko wyglądu, ale i energii do pieluch. Kiedy większość mężczyzn w jego wieku powoli myśli o spokojnej emeryturze, on w listopadzie 2024 roku po raz kolejny został tatą. Na świecie pojawiła się córka Mia (Helena), będąca owocem jego związku z obecną żoną, Joanną Kudzbalską. To czwarte dziecko prezentera, który dorobił się już całkiem sporej i, co ciekawe, bardzo zgranej patchworkowej rodziny.

Ibisz to prawdziwy rekordzista w budowaniu relacji, które mimo rozwodów wydają się cywilizowane. Jego najstarszy syn, Maksymilian, urodził się jeszcze w ubiegłym wieku (1999 rok), a jego mamą jest pierwsza żona gwiazdora, Anna Zejdler. Kilka lat później, w 2006 roku, na świat przyszedł Vincent – syn z drugiego małżeństwa z Anną Nowak-Ibisz. Przez lata wydawało się, że na tym skład się zamknie, ale związek z Joanną Kudzbalską przyniósł nową rewolucję. Najpierw, w 2022 roku, urodził się Borys, a teraz do ekipy dołączyła Mia.

Fascynujące jest to, jak Ibisz zarządza tym domowym miksem. Najstarszego i najmłodsze dziecko dzieli aż 25 lat różnicy, co oznacza, że kiedy jeden syn wchodzi w dorosłość, ojciec znów uczy się składać wózek. Sam Krzysztof miał 59 lat, gdy urodziła się Mia, co oczywiście sprowokowało falę komentarzy o „późnym ojcostwie”. On jednak zdaje się tym zupełnie nie przejmować, promując w sieci wizerunek ojca zaangażowanego i pełnego sił.

Krzysztof Ibisz wraca do Polsatu
Wiosna w Polsacie zapowiada się wyjątkowo intensywnie, a stacja wyciąga swoje najcięższe działa. Już w marcu na antenę wraca kultowa „Awantura o kasę”, a zaraz obok niej wystartuje 19. edycja „Tańca z gwiazdami”. W obu przypadkach za sterami zasiądzie nie kto inny jak Krzysztof Ibisz. Prezenter od kilku tygodni siedzi w studiu i nagrywa nowe odcinki teleturnieju, który przed laty rozpalał emocje widzów licytacjami o „mistrzów” i złote skrzynki.

Przy okazji promowania nowych formatów, Ibisz musiał zmierzyć się z pytaniami, które nie dotyczyły wyłącznie pracy. Podczas ostatniej konferencji prasowej reporter „Faktu” postanowił pociągnąć go za język w kwestiach prywatnych. Chodziło o głośne ostatnio doniesienia na temat syna prezentera, Vincenta Ibisza. Chłopak coraz śmielej poczyna sobie w mediach społecznościowych, a fani szybko zauważyli, że rośnie nam kolejna medialna postać.

Krzysztof Ibisz odniósł się do tych plotek z właściwym sobie spokojem. Choć sam od dekad żyje w blasku fleszy, w sprawach rodzinnych stara się zachować rozsądek. Przyznał jednak, że Vincent ma swój pomysł na życie i on, jako ojciec, zamierza go wspierać, niezależnie od tego, czy młody Ibisz ostatecznie wybierze show-biznes, czy zupełnie inną drogę.

Wygląda na to, że w najbliższych miesiącach nazwisko Ibisz będzie odmieniane przez wszystkie przypadki – od sentymentalnego powrotu do „Awantury o kasę”, przez taneczne popisy gwiazd, aż po plotki o nowym pokoleniu wchodzącym do gry. Sam prezenter udowadnia, że mimo upływu lat, wciąż jest niekwestionowanym królem Polsatu, który potrafi pogodzić profesjonalizm z byciem pod ciągłym ostrzałem tabloidów.

Dlaczego syn Krzysztofa Ibisza zmienił nazwisko?
W świecie show-biznesu, gdzie znane nazwisko zazwyczaj traktuje się jak darmowy bilet do pierwszej klasy, decyzja syna Krzysztofa Ibisza może wydawać się co najmniej dziwna. Maksymilian, pierworodny syn prezentera, zamiast grzać się w blasku sławy ojca, postanowił przyjąć nazwisko matki – Anny Zejdler. W internecie szybko zaczęto szukać w tym drugiego dna i sugerować rodzinne kłótnie, ale rzeczywistość okazała się znacznie prostsza i, co tu dużo mówić, dość odświeżająca.

Sam Krzysztof Ibisz uciął wszelkie plotki o konflikcie. Gwiazdor Polsatu, który ostatnio przygotowuje się do powrotu kultowej “Awantury o kasę”, wyjaśnił, że powody były dwa. Pierwszy to czysta formalność i chęć identyfikowania się z rodziną ze strony matki. Drugi powód jest jednak znacznie ciekawszy: ambicja. 26-letni Maksymilian chce zostać aktorem, a w tej branży nazwisko „Ibisz” otwiera wiele drzwi, ale też nakłada ogromną presję i prowokuje oskarżenia o nepotyzm.

Mój syn był bardzo związany ze swoim dziadkiem, którego już, niestety, nie ma z nami. Wspaniałym reżyserem, dyrektorem kilku teatrów, osobowością teatru — Wojciechem Zejdlerem. I z szacunku dla dziadka postanowił mieć to nazwisko, bo ten ród się kończy, dlatego, że nazwisko nosi jego mama, moja była żona i tam nie ma męskiego potomka. No więc taka tradycja mojego syna i on ją szanuje i absolutnie też byłem za — tłumaczył Ibisz w rozmowie z “Faktem”.

Młody chłopak najwyraźniej uznał, że woli zapracować na swój sukces od zera jako Maksymilian Zejdler, zamiast do końca życia słuchać, że rolę dostał dzięki protekcji znanego taty. To rzadki przypadek, kiedy dziecko znanej osoby świadomie rezygnuje z potężnego narzędzia marketingowego, by zachować autonomię. Krzysztof Ibisz wydaje się z tej decyzji wręcz dumny, co pokazuje, że relacje w tej rodzinie są znacznie zdrowsze, niż chcieliby fani teorii spiskowych.

Jest jeszcze jeden powód tej decyzji, bo mój syn wiedział, że będzie zdawał do szkoły teatralnej i bardzo nie chciał, by z góry był brany za syna Krzysztofa Ibisza. I dostał się do Akademii Teatralnej w Krakowie absolutnie anonimowo. Także, synu, wielki szacunek! — dodał dumny prezenter.

W czasach, gdy “nepo babies” podbijają Hollywood i Warszawę, taka postawa to ewenement. Maksymilian stawia na własną kartę, a jego ojciec spokojnie wraca do kręcenia teleturniejów, wiedząc, że syn poradzi sobie bez podpierania się jego popularnością. To prosta, życiowa decyzja, w której nie ma żadnej sensacji – jest tylko chęć bycia sobą na własnych warunkach.

Click to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Copyright © 2025 Myjoy247