NFL
Wszystkie oczy zwrócone na USA 🫣
Deklaracje prezydenta Donalda Trumpa o możliwym porzuceniu Sojuszu Północnoatlantyckiego, jeśli Europa nie udzieli militarnego wsparcia na Bliskim Wschodzie, stanowią próbę wymuszenia partycypacji w konflikcie wywołanym jednostronnie przez Waszyngton. Taktyka ta opiera się na budowaniu politycznej presji w obliczu wizerunkowych komplikacji po eskalacji działań zbrojnych w regionie Zatoki Perskiej. Profesor Tomasz Pawłuszko wskazuje, że amerykańska administracja posługuje się sprawdzonym instrumentarium nacisków, wynikającym wprost z niepowodzeń w terenie:
– Prezydent Trump stosuje kilka metod wpływania na politykę miedzynarodową. Są to na przykład nieprzewidywalne decyzje, metoda faktów dokonanych, jak i szantaż. Obecnie jednak wypowiedź Trumpa świadczy raczej o frustracji, wynikającej z kłopotów, z jakimi zetknęły się Stany Zjednoczone w Iranie. Sednem problemu jest to, że atak na Iran odbył się z pominięciem NATO.
Brak podstaw prawnych do włączenia państw Starego Kontynentu w konflikt irański to centralny problem z perspektywy stabilności paktu. Interwencja amerykańsko-izraelska ma charakter uderzenia prewencyjnego lub ofensywnego, co nie spełnia kryteriów kolektywnej obrony w ramach Traktatu Waszyngtońskiego. Decyzja o rozpoczęciu działań zbrojnych zapadła bez wymaganej legitymizacji, co stawia potencjalnych koalicjantów w ryzykownym położeniu wobec prawa międzynarodowego. Profesor Tomasz Pawłuszko diagnozuje tę sytuację z naciskiem na naruszenie ram formalnych:
– Ta wojna to unilateralna inicjatywa USA, które wsparły Izrael w atakach na państwo ajatollahów. Dodajmy, że wojna ta jest nielegalna, gdyż nie ma legitymizacji Rady Bezpieczeństwa ONZ. Ponadto, operacja odbywa się poza obszarem traktatowym NATO. Po trzecie, państwa NATO nie były informowane o planach USA, a Stany Zjednoczone nie uruchomiły procedur natowskich (art. 4 Traktatu). Dlatego bardzo trudno będzie Amerykanom namówić Europejczyków do udziału w inwazji, która nie jest legalna, a której przebiegu i celów nikt nie zna.
Rozwiń
Paradoks solidarności i europejska asertywność
Oczekiwania Waszyngtonu opierają się na założeniu transakcyjności: w zamian za amerykańskie wsparcie w obliczu wojny na wschodzie Europy, Stany Zjednoczone żądają militarnego poparcia swoich celów. Taka narracja napotyka na systemowy opór, wynikający z diametralnie innej oceny uwarunkowań obu kryzysów. Polska, budująca swoją doktrynę bezpieczeństwa na poszanowaniu granic państwowych, dostrzega w amerykańskich działaniach wyraźny dysonans. Profesor Tomasz Pawłuszko obrazuje sprzeczność tej narracji:
– Jesteśmy świadkami ogromnego paradoksu. USA argumentują, że Europejczycy powinni wesprzeć USA w Iranie, tak jak USA wsparły Europę w kryzysie ukraińskim. Z kolei dla Europejczyków atak USA i Izraela na Iran przypomina inwazję Rosji na Ukrainę. Analogia wygląda następująco: duże mocarstwo bezprawnie atakuje średnie państwo, które dysponuje ważnymi zasobami (w przypadku Ukrainy była to żywność, a w przypadku Iranu – surowce energetyczne), z żądaniem zmiany władzy. Trudno też apelować o solidarność, skoro jednocześnie USA wycofały się z pomocy Europejczykom i Ukraińcom.
W świetle wycofania amerykańskiego poparcia logistycznego na wschodzie, polska polityka bezpieczeństwa musi być skrajnie asertywna. Podstawowym zadaniem dla Europy nie jest ratowanie amerykańskiej operacji wojskowej, lecz obrona własnych społeczeństw przed jej makroekonomicznymi i społecznymi skutkami. Przerzucanie odpowiedzialności za bliskowschodnie porażki na sojuszników zza oceanu nie zmieni realnych możliwości Unii Europejskiej, na co kładzie nacisk profesor Tomasz Pawłuszko:
– W tym momencie widzimy, że prezydent Trump wplątał USA w kolejną wojnę, a Europa przede wszystkim chce uniknąć jej skutków, takich jak migracje i wzrost cen. Będzie to bardzo trudne. Niemniej, amerykańska próba obwiniania NATO o konsekwencje własnych działań będzie nieskuteczna. Europa jest zajęta wspieraniem Ukrainy i nie ma powodów, podstaw prawnych, ani środków, aby interweniować w tak dalekim regionie. Dlatego spodziewam się dalszych gróźb, pretensji i szantaży Trumpa, a także awantury na najbliższym szczycie NATO.
Ledwo Nawrocki podjął przełomową decyzję, a tu pilna reakcja Tuska. Czegoś takiego nikt się nie spodziewał
Czytaj dalej
Robert Lewandowski został zapytany o swoją przyszłość. Padły gorzkie słowa. Aż trudno uwierzyć
Czytaj dalej
Przyszłość relacji transatlantyckich i widmo “globalnego NATO”
Zbliżający się szczyt Sojuszu Północnoatlantyckiego wymusi zdefiniowanie nowych granic partnerstwa z USA. Polska powinna warunkować jakiekolwiek formy dyplomatycznego wsparcia na arenie międzynarodowej powrotem Waszyngtonu do wielostronnych konsultacji i ponownym zaangażowaniem w bezpieczeństwo wschodniej flanki. Izolacjonizm i obarczanie sojuszników kosztami nielegalnych wojen prowadzi do postępującego osłabienia potencjału odstraszania samego Waszyngtonu, co zauważa profesor Tomasz Pawłuszko, proponując drogę wyjścia z impasu:
– Rozwiązaniem mogłoby być namówienie obecnej administracji USA do bardziej wielostronnej polityki. Europejczycy byliby skłonni wesprzeć dążenia pokojowe na Bliskim Wschodzie, gdyby Amerykanie powrócili do wspierania Europejczyków na Ukrainie. NATO znajduje się w kryzysie, ale być może jesteśmy w momencie, w którym również Stany Zjednoczone zrozumieją, że same nadal potrzebują NATO (poparcie, zakupy broni i surowców, ochrona obszaru transatlantyckiego i szlaków handlowych).
Stany Zjednoczone będą w najbliższych miesiącach forsować ewolucję struktury paktu, dążąc do legitymizacji zbrojnych operacji poza pierwotnym zasięgiem traktatu. Koncepcja ta niesie bezpośrednie, egzystencjalne ryzyko dla polityki obronnej Rzeczypospolitej, która dysponuje ograniczonymi zasobami przeznaczonymi na bezpośrednią obronę własnego terytorium. Zgoda na zmianę doktryny oznaczałaby realizację scenariusza krytycznego dla Starego Kontynentu. Profesor Tomasz Pawłuszko konkluduje analizę wyraźnym ostrzeżeniem przed ekspansją celów NATO:
– Czeka nas prawdopodobnie również dyskusja o “globalnym NATO”, które według USA powinno interweniować w różnych regionach świata. Taka wizja NATO byłaby jednak bardzo niekorzystna dla Europejczyków, gdyż groziłaby zaangażowaniem państw Europy w spory amerykańskie z Chinami.
