NFL
Trump wpadnie w szał, czegoś takiego nikt się nie spodziewał 😱
Amerykańskie próby włączenia sprzętu wojskowego ze wschodniej flanki NATO do działań operacyjnych w regionie Zatoki Perskiej nie mogły zakończyć się sukcesem. Posiadane przez Siły Zbrojne RP nowoczesne zasoby przeciwlotnicze są krytycznym elementem architektury bezpieczeństwa w Europie Środkowej. Jak podkreśla profesor Tomasz Pawłuszko, waga tego amerykańskiego zapytania nie powinna być wyolbrzymiana:
– Prośba USA pod adresem Polski miała raczej charakter sondowania i była nieistotna w kontekście całego konfliktu.
Bieżący poziom nasycenia polskiego wojska zaawansowanymi systemami obrony przeciwlotniczej wciąż znajduje się w fazie budowy. Konieczność zabezpieczenia własnej przestrzeni powietrznej determinuje ramy, w jakich operuje Ministerstwo Obrony Narodowej.
– Polska ma niewiele baterii typu Patriot i prędzej mogłaby je wypożyczyć jednemu z państw arabskich, bombardowanych przez Iran – zauważa profesor Tomasz Pawłuszko.
Bezkompromisowe stanowisko Warszawy w sprawie dysponowania systemami rakietowymi wynika bezpośrednio z trwającej wojny za wschodnią granicą. Według eksperta ewentualny transfer uzbrojenia do stref innych konfliktów zbrojnych jest praktycznie niemożliwy:
– Taki scenariusz jest jednak bardzo mało prawdopodobny, gdyż nasze baterie mają chronić newralgiczne punkty Polski przed realną możliwością ataków rakietowych z Rosji. Nie wypożyczyliśmy ich nawet Ukraińcom. Myślę, że Amerykanie to rozumieją.
Dysproporcja między amerykańskimi potrzebami operacyjnymi a realnymi możliwościami Polski na Bliskim Wschodzie jest potęgowana przez profil wojsk lądowych, tworzonych z myślą o zadaniach terytorialnych w Europie. Profesor Tomasz Pawłuszko jednoznacznie ocenia zdolności polskiej armii w kontekście bliskowschodnim:
– Polska posiada głównie nieprzydatne w Iranie siły lądowe, a nasze nowe typy broni (samoloty, śmigłowce, obrona przeciwlotnicza) zostały niedawno zakupione i są dopiero do nas dostarczane.
Rozwiń
Brak potencjału mniejszych państw NATO
Złożona logistyka i długa projekcja siły wymagają zdolności operacyjnych, którymi w strukturach Paktu Północnoatlantyckiego dysponuje zaledwie kilka stolic. Prowadzenie asymetrycznych działań zbrojnych tysiące kilometrów od własnych baz opiera się o niszczycielską dominację w domenach morskiej i powietrznej.
Wkład państw mniejszych i średnich w tak skomplikowane teatry działań z reguły sprowadza się do ról czysto pomocniczych. W obliczu pełnoskalowej operacji wymierzonej w Iran, taki udział nie odgrywa istotnej roli taktycznej, co otwarcie punktuje profesor Tomasz Pawłuszko:
– Z kolei pozostałe kraje NATO nie mają zbyt wiele do zaoferowania na tak dalekim froncie. Trałowce? Zespoły medyczne? Amunicję?
Rozczarowanie amerykańskiego dowództwa nie może zatem wynikać z zachowawczej postawy państw flanki wschodniej, a z czysto matematycznej kalkulacji potencjału bojowego.
– Stany Zjednoczone mają tego świadomość, że główni sojusznicy odmówili, a mniejsi nie mają potencjału aby brać udział w operacjach, które wymagają posiadania lotnictwa i floty oceanicznej – precyzuje badacz.
Gwiazdor kadry zdradził, co sędzia zrobił sekundy przed golem dla Szwedów. Kibice będą wściekli
Czytaj dalej
Niewiarygodne, co właśnie Viktor Orban napisał do Donalda Tuska. Polski premier będzie wściekły. Ludzie w szoku
Czytaj dalej
Izolacja Waszyngtonu i odmowa potęg morskich
Ciężar politycznej odpowiedzialności za trudności Pentagonu w formowaniu szerokiej koalicji militarnej spoczywa na decyzjach państw Europy Zachodniej. Prawdziwe tarcia na linii Waszyngton-Sojusznicy dotyczą wyłącznie potęg dysponujących rozwiniętymi zdolnościami ekspedycyjnymi. Profesor Tomasz Pawłuszko wprost wskazuje docelowych adresatów amerykańskich pretensji:
– Główne ostrze krytyki USA jest skierowane przeciwko takim krajom jak Wielka Brytania, Francja, Hiszpania i Włochy.
Fundamentem ewentualnych sukcesów USA na wodach Zatoki Perskiej jest wsparcie potężnych grup uderzeniowych, zdolnych do prowadzenia intensywnych operacji uderzeniowych. Wojskowy udział europejskich potęg był w kalkulacjach Departamentu Obrony USA kluczowy, lecz spotkał się z chłodną odmową dyplomatyczną.
– Te cztery kraje mają lotniskowce i realną możliwość operowania w regionie Bliskiego Wschodu. Wszystkie te kraje odmówiły udziału w inwazji – przypomina naukowiec.
Sytuacja, w której dyplomacja Stanów Zjednoczonych jest zmuszona do prowadzenia nieformalnego lobbingu u państw takich jak Polska o pojedyncze sztuki defensywnego sprzętu, uwypukla strategiczny impas. Podsumowując pozycję USA w obliczu wojny z Iranem, profesor Tomasz Pawłuszko wskazuje na genezę problemów wizerunkowych Waszyngtonu:
– Faktem jest, że z powodu aroganckiej polityki USA znalazły się dziś trochę w izolacji. Inaczej dyplomaci amerykańscy nie szukaliby choćby symbolicznego wsparcia sprzętowego.
