NFL
Trudno się z tym pogodzić [*]
Ireneusz Pastuszak był cenionym aktorem polskiej sceny teatralnej. Przez lata związany z wieloma teatrami, w tym z Teatrem im. Ludwika Solskiego w Tarnowie, zyskał uznanie zarówno widzów, jak i krytyków za wszechstronność, charyzmę oraz wyjątkowy dar interpretacji ról – od dramatycznych do komediowych.
Urodzony i wychowany w środowisku teatralnym, Pastuszak ukończył Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie i rozpoczął karierę, która obejmowała dziesiątki spektakli, a także role filmowe i serialowe. Występował w takich produkcjach, jak „Ojciec Mateusz”, „Szpilki na Giewoncie”, „Stara baśń” czy „Niedokończony lot”, ale to scena była jego prawdziwym żywiołem.
Jego nagła śmierć w grudniu 2025 roku w Maroku, gdzie spędzał czas z ukochaną, Leoną Iwańską, była ogromnym szokiem dla fanów i przyjaciół. Partnerka aktora opisała ich ostatni dzień jako spokojny i piękny, co dodatkowo podkreśliło kontrast między radosnymi wspomnieniami a nagłym odejściem artysty.
„To bardzo w jego stylu umrzeć przy oceanie, zawsze miał pod skórą wilka morskiego” – pisała Leona.
Ponadto w mediach społecznościowych pojawiły się poruszające wpisy bliskich, a prezydent Tarnowa nazwał go „prawdziwą perłą lokalnej kultury”.
W dniu pogrzebu, który odbył się 26 stycznia 2026 roku, Kraków zapełnił się ludźmi, którzy przyszli pożegnać mistrza teatru. Msza święta i ceremonia odbyły się w kaplicy na cmentarzu Rakowickim, gdzie oddano mu cześć w sposób godny artysty tej klasy. Obecność licznych kolegów z branży, przyjaciół i widzów świadczyła o ogromnym wpływie Pastuszaka na polską kulturę sceniczno-filmową.
Uroczystość miała bardzo spokojny, godny charakter, pozbawiony zbędnego patosu, za to przepełniony autentycznymi emocjami. W kaplicy dało się wyczuć skupienie i ciszę, jakby każdy z obecnych chciał zatrzymać na moment własne wspomnienia związane z aktorem i przeżyć je jeszcze raz, już bez pośpiechu codzienności. Wśród żałobników znaleźli się nie tylko bliscy i rodzina, ale także koledzy z branży, dawni współpracownicy, ludzie teatru oraz widzowie, którzy przez lata śledzili jego sceniczne dokonania. Dla wielu z nich była to okazja, by po raz ostatni podziękować mu za emocje, jakie dawał i za role, które na długo zapisały się w pamięci.
Nie brakowało wzruszających momentów, gdy podczas pożegnania przywoływano jego charakterystyczny sposób bycia, poczucie humoru i niezwykłą wrażliwość, z jaką podchodził do swojej pracy. Osoby zabierające głos podkreślały, że Pastuszak był artystą z krwi i kości, dla którego scena była czymś więcej niż zawodem – była życiem, pasją i przestrzenią prawdziwego spotkania z drugim człowiekiem. Wspominano jego profesjonalizm, ale też ogromną życzliwość wobec młodszych aktorów, którym chętnie służył radą i wsparciem.
Cała ceremonia pokazała, jak wielki ślad Ireneusz Pastuszak pozostawił po sobie – nie tylko w repertuarze teatrów i archiwach filmowych, ale przede wszystkim w sercach ludzi. To pożegnanie było cichym, ale wymownym dowodem na to, że jego obecność na scenie miała znaczenie, a pamięć o nim nie zgaśnie wraz z opadnięciem kurtyny.
Symboliczne zdjęcie przy urnie
Podczas uroczystości pogrzebowej w Krakowie uwagę wszystkich zgromadzonych przykuł nietypowy widok obok urny Ireneusza Pastuszaka, a mianowicie fotografia aktora, na której pozuje z papierosem w dłoni. Ten szczegół zaskoczył wielu uczestników i natychmiast stał się tematem rozmów oraz komentarzy w mediach społecznościowych.
Rodzina zdecydowała się umieścić ten portret obok urny jako sposób na oddanie hołdu człowiekowi, którego osobowość i styl życia były nierozerwalnie związane z teatrem, sztuką i autentycznością. Nie był to jedynie symboliczny gest, lecz świadectwo indywidualności, które pokazuje, że Pastuszak nie bał się być sobą. Obecność takiej fotografii w tak formalnej i zwyczajowo stonowanej przestrzeni jak pogrzeb była dla wielu zaskoczeniem, ale też głębokim komentarzem do tego, jak ludzie pamiętają artystę – nie tylko jako twórcę, ale jako człowieka pełnego pasji, na własnych zasadach.
Dla tych, którzy przyszli pożegnać mistrza sceny obraz ten był jak echo jego postaci wywołujące wspomnienia i prowokujące emocje, które trudno ubrać w słowa. Niektórzy goście podkreślali, że aktor zawsze miał w sobie wolnego ducha, a zdjęcie z papierosem stało się symbolicznym podpisem pod jego życiem, które trwało tak długo, jak długo trwała jego miłość do roli i sceny.
To właśnie tego rodzaju detale, choć pozornie drobne, sprawiają, że pożegnanie staje się czymś więcej niż tylko rytuałem – staje się opowieścią o człowieku, który do końca żył tak, jak chciał być pamiętany.
