CELEBRITY
Trener Jacek Magiera i jego świadectwo wiary
10 kwietnia o poranku całą piłkarską Polskę zaskoczyła wieść o śmierci asystenta trenera reprezentacji Polski Jacka Magiery. Środowisko futbolowe wspomina go przede wszystkim jako wspaniałego człowieka, a także świetnego psychologa, który cieszył się ogromnym szacunkiem. Trener był też osobą wierzącą i podczas ubiegłorocznych obchodów Bożego Ciała, wraz z małżonką wygłosił swoje świadectwo wiary. To dobry moment, aby w pędzącej rzeczywistości zatrzymać się na parę chwil i uświadomić sobie kruchość życia ludzkiego. Życia, w którym raz na jakiś czas dochodzi do cudów.
Jacek Magiera wspomniał w Siedlcach między innymi o błyskawicznym rozwiązaniu jego rozterki przez Boga. Odpowiedź na swoje wątpliwości otrzymał w pobliżu muralu Diego Maradony.
Świadectwo wiary Jacka Magiery. O ojcu Pio, książce w prezencie i zaskakującym telefonie
Oto świadectwo wiary, które Jacek Magiera wygłosił w 2025 roku podczas Bożego Ciała w Siedlcach.
– Z księdzem Tomkiem rozmawialiśmy przez prawie cały dzień. Staraliśmy się poznać (…) Na do widzenia rzucił takie zdanie „Do zobaczenia w Siedlcach”. Ja na to: „Co? Jakich Siedlcach?” Myślę sobie: „Pogoń bodaj na poziomie drugiej ligi. Siedlce mają Artura Boruca, braci Mroczków”. Myślę: „O co tutaj chodzi?” No i parę dni temu dzwoni do mojej żony Madzi i mówi: „W Boże Ciało jest taki piękny Wieczór Chwały i chciałbym, abyście dali swoje świadectwo”.
– Naszym hasłem jest „Człowiek planuje, Pan Bóg się śmieje”. Wydarzyło się tyle rzeczy, które chcieliśmy zaplanować, a wydarzyło się tyle, że na pewno nam to Pan Bóg przygotował. Poznaliśmy się w 1999 roku na stadionie Legii Warszawa. Ja byłem 21-letnim zawodnikiem Legii, a Madzia przyszła z bratem, który zbierał autografy. Gdyby mi ktoś wtedy powiedział, że Madzia będzie moją żoną, to uczciwie powiedziałbym, że nie, nie miałbym nic.
Poznaliśmy się w 1999, a wzięliśmy ślub w 2011 roku. Byliśmy kolegami. Spotykaliśmy się raz na jakiś czas, na kawę, na herbatę. Czasem Madzia dzwoniła bardziej do mnie niż ja do niej. Mijały kolejne lata i tak dalej. W pewnym momencie usłyszałem w głowie: „zadzwoń do Madzi”. W słuchawce usłyszałem za to: „Nie ma takiego numeru”. W głowie różne myśli i tak mijały dni. Byłem wtedy drugim trenerem Legii. Miałem na mecz dojechać pociągiem. Na Dworcu Centralnym po bilety zobaczyłem wielki tłum ludzi. Wyszedłem z dworca, pomyślałem, że mogę kupić bilet u konduktora (…) Na stacji Sosnowiec, czyli przed samym Chorzowem, usłyszałem głos kibiców Legii. I w tym wagonie do przedziału wchodzi późniejszy szwagier, Piotr.
– Pytanie, czy w życiu są przypadki, czy cuda? My zaufaliśmy życie Bogu. Nie zawsze to rozumiemy, co się dzieje w naszym życiu i chcemy to robić. Trzeba bardzo uważać na myśli, bo wpływają na nasze słowa, na to, co mówimy. Te czyny stają się naszymi nawykami. To, co bardzo cenne w życiu to czas. Jeśli na czymś ci zależy, to o to dbaj. Nie musieliśmy tu przyjechać, ale chcieliśmy. Wiemy, że tego potrzebujemy jako ludzie. Nigdy już nie będzie „wczoraj”. Wpływ mamy na to, co będzie dziś, co zrobimy jutro i jakie jutro chcemy.
– Dziś mam 48 lat, niedługo będę miał 50. Mężczyzna, który patrzy na świat jako 50-latek tak samo jak wtedy, gdy miał 20 lat, stracił 30 lat swojego życia. I to jest prawda – na wiele rzeczy patrzę inaczej. Piąte przykazanie – nie zabijaj, po latach doświadczeń traktuję je inaczej. To przykazanie mówi, że zabić można na każdym kroku. Słowem, decyzją. Zabić można też talent lenistwem, używkami. Wiemy, jak wygląda świat.
– Pamiętam jak denerwowałem się, gdy syn Janek, który miał wtedy trzy lata, nic nie mówił, gdy odmawialiśmy Ojcze Nasz. Mówiłem sobie: „Tyle razy to mówimy, a on nic nie mówi”. Już, teraz, tak mamy. Minęło pół roku, szedłem korytarzem, a Janek z kimś gadał. Klęczał, ustawił sobie postaci z klocków Lego i uczył je Ojcze Nasz. Każdy ma swoją prędkość.
