NFL
Tragedia nauczycielki z Gdańska: jej syn zginął na froncie w Ukrainie. Jego poświęcenie i słowa matki poruszają do głębi.
Gdy w Ukrainie wybuchła wojna, Władysław Haritoniuk pracował w fabryce w Łodzi, ale w jednej chwili spakował się, wrócił do ojczyzny i zaciągnął do wojska. Przez trzy i pół roku walczył na pierwszej linii frontu. — Nigdy się nie poddawał, mówił, że będzie tam do końca, ale myśleliśmy, że ten koniec będzie inny. Każdego dnia się za niego modliliśmy… — mówi “Faktowi” Julia Haritoniuk, mama Władysława, która jest nauczycielką w IX Liceum Ogólnokształcącym w Gdańsku. Jej ukochany syn zginął 6 sierpnia 2025 r. w obwodzie charkowskim. Pani Julia podkreśla, że chciałaby, żeby wojna wreszcie się skończyła, żeby wszystkie rozmowy o pokoju przyniosły skutek. — Co bym chciała przekazać Putinowi? Czekam aż umrze, może coś się zmieni — nie kryje emocji.
Julia Haritoniuk jest nauczycielką w liceum w Gdańsku. Jej ukochany syn Władysław zginął na pierwszej linii frontu w Ukrainie.6
Zobacz zdjęcia
Julia Haritoniuk jest nauczycielką w liceum w Gdańsku. Jej ukochany syn Władysław zginął na pierwszej linii frontu w Ukrainie. Foto: – / Facebook
Nie ma dnia, by w Ukrainie nie było kolejnych ofiar rosyjskiej agresji. Giną żołnierze i cywile, dorośli i dzieci. ONZ szacuje, że od początku inwazji Rosji na Ukrainę zginęło ponad 15 tys. cywilów. Wśród ofiar jest blisko 700 dzieci, ponad dwa tysiące zostało uznanych za zaginione. Prezydent Wołodymyr Zełenski przekazał kilka dni temu, że w ciągu niespełna czterech lat śmierć poniosło 55 tys. żołnierzy. Jedną z ofiar tej wojny jest 29-letni Władysław, syn nauczycielki z IX Liceum Ogólnokształcącego w Gdańsku, Julii Haritoniuk.
Z głębokim smutkiem dzielimy się bolesną wiadomością, która dotarła do naszej szkolnej społeczności. W walce o wolność Ukrainy zginął syn naszej nauczycielki, pani Julii Haritoniuk – Władysław Petrovich Haritoniuk, żołnierz i obrońca ojczyzny. Składamy pani Julii oraz całej rodzinie najszczersze wyrazy współczucia i łączymy się w bólu po tej nieodwracalnej stracie. Wieczna pamięć dla Bohatera” — przekazano na stronie IX LO w Gdańsku.
Pełen bólu wpis opublikowała też w sieci pani Julia.
Życie pani Julii naznaczone jest tragedią. 15 lat temu w wypadku zginął jej ukochany mąż Piotr. Był wojskowym, pracował jako pogranicznik. Ona została sama z dziećmi. 6 sierpnia 2025 r. dotknęła ją kolejna tragedia. W Ukrainie, na pierwszej linii frontu, zginął jej syn Władysław.
Kiedy zaczęła się wojna Władysław pracował w fabryce w Łodzi, ale postanowił bronić swojej ojczyzny. Wrócił do Ukrainy i zaciągnął się do wojska. Nikt z nas nie był świadomy, co tak naprawdę się zaczyna. Nikt z nas nie wiedział, co to będzie i ile czasu potrwa. Ja do końca nie wierzyłam, że ludzkość jest na takim poziomie, żeby mogła zacząć się wojna. Jako matka prosiłam go, ale był dorosły i podjął swoją decyzję. Do wojska zgłosił się 3 marca 2022 r. Trzy i pół roku był na pierwszej linii frontu. Modliliśmy się każdego dnia za niego…
— nie kryje łez w rozmowie z “Faktem” pani Julia.
Bardzo lubię tę szkołę. Pracuję tu od 1 kwietnia 2022 r. Najpierw byłam asystentką w oddziale przygotowawczym dla dzieci z Ukrainy. Potem w klasie dla dzieci z Ukrainy uczyłam języka polskiego. Skończyłam studia podyplomowe w Lublinie. Teraz uczę filozofii. Pracuję też w centrum edukacyjnym dla dzieci z Ukrainy. Z Polską jestem związana od 1999 r. jako członek stowarzyszenia kultury polskiej na Wołyniu. Bardzo lubię Gdańsk. Spotkałam tu wielu dobrych ludzi. W liceum dostałam wiele wsparcia od dyrekcji, kadry pedagogicznej, jestem szczęśliwa, że pracuję w takim gronie. Okazali mi wiele serca, jest rodzinna atmosfera. Wszystkim bardzo za to dziękuję
— mówi nam Julia Haritoniuk
Jej syn Władysław poszedł w jej ślady. Skończył studia, z zawodu był nauczycielem geografii, ale zaraz po studiach odbył roczną służbę wojskową. Nikt nie przypuszczał, że tak szybko mu się to przyda.
— Bardzo lubił historię. Często kiedy dzwonił do mnie, gdy był już na froncie, rozmawialiśmy o historii, filozofii. Był bardzo mądrym człowiekiem i miał bardzo dobrą pamięć. Pewnie dlatego, rozumiejąc to wszystko, zdecydował się na taki uczynek, że poszedł do wojska. Cierpiałam, jako matka. Bolało mnie to, że my jesteśmy bezpieczni, a on walczy tam na pierwszej linii frontu — opowiada nasza rozmówczyni
Władysław przez pierwsze lata na nic się nie skarżył.
Mówił, że jest dobrze, bo nie chciał mnie martwić. Później zaczął opowiadać. Boli mnie, że tacy ludzie jak mój syn, którzy mogliby zrobić wiele dla dobrego rozwoju swojego kraju, giną na wojnie. Miał narzeczoną. Chcieli pobrać się w październiku. Mieli plany…
— mówi z bólem mama Władysława.
