NFL
To zachowanie Roberta Lewandowskiego umknęło wszystkim. Brzemienne skutki
Robert Lewandowski miał wszystko, żeby błysnąć na tle Ferrana Torresa, który jeszcze w pierwszej połowie powinien był strzelić hat-tricka. Jednak i on zawiódł pod bramką rywala, choć swoje trzy grosze do zwycięstwa Barcelony ostatecznie dorzucił, co na pierwszy rzut oka umknęło wszystkim. Nie ma też co go krytykować za rzeczy, za które nie zasłużył. A po sobotnim meczu pojawiły się takie bezzasadne oskarżenia.
Barcelona wyszła na starcie z Elche, jakby chciała jak najszybciej załatwić sobie zwycięstwo, żeby zaoszczędzić jak najwięcej sił przed kolejnymi wyzwaniami. W połączeniu z gubiącą się co rusz defensywą gospodarzy pachniało pogromem. Mistrzowie Hiszpanii stworzyli sytuacji bez liku. Tak wysokiego współczynnika bramek oczekiwanych (6,30 wg Sofascore) w ostatnich czterech sezonach nie miała żadna z drużyn LaLigi
W zmarnowanych sytuacjach przodował Ferran Torres. Mecz zakończył ze współczynnikiem xG o wartości 2,48 i z jedną bramką. Konkluzja wydawała się oczywista: Lewandowski tych okazji by nie zmarnował. Tylko, no właśnie, może się to nam jedynie wydawać.
Przecież nie dalej niż trzy dni wcześniej nie wykorzystał sytuacji sam na sam z golkiperem Kopenhagi. A w zeszłą niedzielę nie był w stanie wstrzelić się w bramkę w starciu z “czerwoną latarnią” LaLigi.
Owszem, trzy tygodnie temu idealnie wkleił się między obrońców Realu Madryt i walnie przyczynił się do sięgnięcia przez Barcelonę po Superpuchar Hiszpanii. Tylko że, no właśnie, to było trzy tygodnie temu, a Lewandowski zaliczył później jeszcze kilka bezbarwnych występów. Żeby nie powiedzieć po prostu “słabych”.
W każdym razie Lewandowski miał pełne pole do popisu, żeby wykazać swoją wyższość nad młodszym konkurentem. Zwłaszcza w obliczu kolejnych doniesień na temat jego przyszłości w stolicy Katalonii.
Po pojawieniu się na boisku w 62. minucie szybko oddał strzał — nieczysty i zablokowany. Później mógł zaliczyć jeszcze asystę, ale Yamal postanowił uderzać prawą nogą i wykopał piłkę w maliny.
Z drugiej strony pojawiły się pretensje pod adresem Lewandowskiego, że zabrakło go pod bramką Elche, gdy Marcus Rashford strzelał na 3:1. Wytłumaczenie jest najprostsze z możliwych. Polaka nie mogło być wtedy w polu karnym, bo to on uruchomił długim podaniem Yamala, który wyłożył później piłkę Anglikowi.
Jego nieobecność w “16” usprawiedliwiają liczby. Między podaniem Polaka do Hiszpana a zagraniem Hiszpana do Anglika minęło osiem sekund. Miejsce, z którego podał Lewandowski, do linii pola bramkowego dzieliło ok. 65. metrów. Żeby dobiec na czas, Polak musiałby poruszać się ze średnią prędkością niewiele gorszą od swojej najwyższej w trakcie kariery. I to od startu do mety, a nie z maksymalną. Nawet jeśli byłoby to do zrobienia, nie miałoby to większego sensu.
Nie o walkę ze swoimi szczytowymi osiągnięciami tu chodziło, tylko o boiskowe wyrachowanie. Nie było sensu dobiegać w pole karne w pierwsze tempo, bo był tam Rashford, a poza tym równie dobrze można było zakładać, że Yamal postanowi sam tę akcję wykończyć.
Lewandowski wpadł w pole karne po chwili, na wypadek gdyby Anglik nie zdołał trafić do siatki lub wykazał się altruizmem. Skończyło się inaczej, a pochwały za tę akcję powinni otrzymać wszyscy biorący w niej udział.
Nie zmienia to faktu, że po sobotnim meczu nie jesteśmy bliżej odpowiedzi na pytanie, kto obecnie powinien być bramkarzem numer 1 Barcelony. Może i z Ferranem Barcelona spisuje się lepiej, a co za tym idzie — ma więcej sytuacji bramkowych. Tyle że Ferran razi większą nieskutecznością niż Lewandowski. I koło się zamyka.
Trzeba to sobie powiedzieć wprost: ani Ferran, ani Lewandowski nie jest w tym momencie napastnikiem na miarę takiego klubu jak Barcelona. Wykręcający chore liczby Lamine Yamal, mający niezmierzone pokłady piłkarskiego artyzmu Dani Olmo czy wszędobylski Frenkie de Jong zasługują na bardziej skutecznego snajpera.
