NFL
To już hit sieci
Kontrowersja wokół majątku polityka rozpoczęła się od materiału redakcji wpolsce24.pl, w którym dziennikarz zapytał posła o markę noszonego przez niego czasomierza. Gdy padło pytanie: „To nie jest Omega?”. Andrzej Szejna odpowiedział krótko:
„Tak, tak. Omega”.
Sytuacja zmieniła się drastycznie, gdy reporter zauważył, że luksusowy model (szacowany na ok. 40 tys. zł) nie widnieje w oświadczeniu majątkowym. Poseł zaczął się wówczas wycofywać, stwierdzając:
„To jest zegarek, który jest… muszę sobie przypomnieć, co to za zegarek”.
Mimo prośby dziennikarza, który pytał: „Mogę zobaczyć go z bliska chociaż?”, wiceszef MSZ odmówił pokazania tarczy i zakończył rozmowę.
„Spowiedź” i odruchowa reakcja na antenie RMF FM
W programie RMF24 Andrzej Szejna starał się dowieść, że sprawa jest zamknięta, a on sam nie ma nic do ukrycia.
„Wszystko zostało wpisane zgodnie z przepisami prawa” – przekonywał na antenie.
Zapytany wprost o posiadanie oryginału, odparł:
„Nigdy nie miałem takiego zegarka, o którym media donosiły”.
Największym hitem sieci stał się jednak moment, w którym prowadzący zapytał o aktualny czas. Poseł odruchowo skierował wzrok na swój lewy nadgarstek, na którym tego dnia nie miał zegarka, co wywołało uśmiech u obu rozmówców. Szejna skomentował to słowami:
„Czujnie nie wziąłem zegarka”.
Rozwiń
Gdy zauważysz te 3 sygnały, natychmiast idź do lekarza. To może być rak jelita grubego
Czytaj dalej
Iran podjął decyzję ws. cieśniny Ormuz. To uderzenie w Trumpa, ale skutki będą globalne
Czytaj dalej
Prawne aspekty oświadczenia majątkowego
Poseł Lewicy argumentuje, że medialne ataki wynikają z niezrozumienia przepisów dotyczących transparentności finansowej parlamentarzystów. W swoich mediach społecznościowych napisał:
„Oświadczenie składa się do końca kwietnia danego roku według stanu na 31 grudnia roku poprzedniego”.
Szejna podkreśla, że w dokumencie przedstawiającym stan na koniec 2024 roku nie musiał wykazywać przedmiotu, którego wówczas nie posiadał lub którego wartość nie przekraczała ustawowego progu 10 tysięcy złotych. Według jego wersji:
„Wszystko zgodnie z przepisami. (…) Nie posiadałem zegarka o wartości przekraczającej 10 000”.
Krytycy wskazują jednak, że ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora wymaga rzetelności, a sprzeczne wypowiedzi polityka budzą wątpliwości co do faktycznego stanu jego majątku.
„Sama prawda” wewnątrz Nowej Lewicy
Incydent odbił się szerokim echem wewnątrz ugrupowania Nowa Lewica, wymuszając na wiceszefie MSZ złożenie wyjaśnień przed władzami klubu. Poseł zaprzeczył jednak, by przeszedł „rozmowę dyscyplinującą”.
„Nie było czegoś takiego jak dyscyplinująca. Były tylko wyjaśnienia” – tłumaczył.
Podkreślił przy tym standardy panujące w jego partii:
„Jesteśmy sobie wzajemnie w klubie Lewicy winni prawdę, samą prawdę i tylko prawdę”.
Szejna przyznał, że każdemu mogą zdarzyć się „różne potknięcia”, z których on postanowił się rozliczyć.
„Ja się wyspowiadałem, a za to, że jakieś tam zamieszanie wprowadziłem, też przeprosiłem” – podsumował polityk.
Andrzej Szejna dodał, że jego „spowiedź” odbyła się „przed wszystkimi” członkami klubu.
