NFL
To dlatego doszło do zbrodni
Czwartkowe posiedzenie Sejmu upłynęło pod znakiem polityki zagranicznej. Radosław Sikorski przedstawił informację rządu o zadaniach polskiej dyplomacji, starając się nakreślić wizję silnej Polski w zjednoczonej Europie.
O bezkompromisową ocenę tego wystąpienia poprosiliśmy posła Piotra Kaletę. Parlamentarzysta nie ukrywa swojego głębokiego rozczarowania postawą ministra.
– Trudno powiedzieć, żeby cokolwiek mogło się podobać w tym expose, ponieważ było to przemówienie, które w zasadzie już słyszeliśmy. Radosław Sikorski nie powiedział niczego nowego – nihil novi w porównaniu z tym, co mówił kiedyś – wskazuje wprost poseł.
Według polityka opozycji, zamiast merytorycznego planu działania, Polacy otrzymali wyreżyserowany spektakl jednego aktora. Kaleta zwraca uwagę na specyficzny styl komunikacji szefa dyplomacji, który jego zdaniem jest sztuczny i nastawiony wyłącznie na efekt.
– Po pierwsze brak tu nowości, a po drugie Radosław Sikorski przyjmuje pozę pewnego szpanu: chce powiedzieć coś mądrego i pokazać, że jest człowiekiem, który ma niesamowite przemyślenia i mówi mądre rzeczy –
Przemówienia o strategicznym znaczeniu dla państwa powinny obfitować w konkrety, liczby i twarde deklaracje sojusznicze. Tymczasem exposé ministra Sikorskiego zostało rzekomo zapamiętane z zupełnie innego powodu. W mediach społecznościowych i na sejmowych korytarzach najgłośniej echem odbić się miało potoczne słownictwo, którego użył szef resortu.
Poseł Kaleta nie zostawia na tym stylu komunikacji suchej nitki, uznając wystąpienie za dyplomatyczną porażkę.
– Niestety, to była mizeria dyplomatyczna i mizeria polityczna – stwierdza kategorycznie.
Brak wagi gatunkowej tego wystąpienia jest dla niego dowodem na to, że obecna ekipa rządząca nie ma realnego pomysłu na politykę zagraniczną w dobie potężnych kryzysów międzynarodowych.
Dla opozycji używanie kontrowersyjnych zwrotów to celowy zabieg.
– Tutaj naprawdę, gdybyśmy chcieli cokolwiek z tego wycisnąć, to jedyne, co należałoby zaakcentować – bo tak to chyba działa w jego przemówieniach – to konieczność powiedzenia czegoś absurdalnego. Przebiło się słowo „frajerzy” i nic poza tym – dodaje bezlitośnie Kaleta.
Nawrocki wparował do szatni Polaków i się zaczęło. Nagle zaczął krzyczeć, nagranie obiegło Polskę
Czytaj dalej
Niespodziewany wstrząs w najnowszym sondażu partyjnym. Takich wyników nie było od lat
Czytaj dalej
Polska czeka na wytyczne z Niemiec? Ostre oskarżenia
Najpoważniejszy zarzut, jaki opozycja formułuje po czwartkowym exposé, dotyczy jednak samej filozofii uprawiania polityki międzynarodowej przez obecny rząd. W dobie transformacji unijnych instytucji i trwającej wojny, Polska powinna narzucać własną narrację. Niestety, zdaniem krytyków rządu, nasza dyplomacja została sprowadzona do roli biernego obserwatora.
Piotr Kaleta zwraca uwagę na całkowity brak polskiej inicjatywy w słowach ministra.
– Zabrakło czegokolwiek o polskiej aktywności, polskich pomysłach czy polskiej dyplomacji, która mogłaby nadawać ton sprawom w strukturach Unii Europejskiej, ale także w Europie i na świecie – zaznacza z niepokojem poseł.
Taka bierność to – jego zdaniem – prosta droga do marginalizacji znaczenia Warszawy na arenie międzynarodowej.
Według słów Kalety, to najbardziej rzuca się w oczy po wystąpieniu Sikorskiego:
całkowity brak polskich inicjatyw w strukturach UE,
oddanie pola największym graczom na kontynencie,
zgoda na status państwa biernego i podległego.
– Wygląda na to, że jawimy się jako ci, którzy jedynie czekają na wytyczne. Jesteśmy państwem oczekującym na dyrektywy innych krajów, w tym przede wszystkim dominantów Unii Europejskiej, takich jak Niemcy – mocno podsumowuje parlamentarzysta.
Piotr Kaleta, kończąc swoją ocenę sejmowego wystąpienia ministra Sikorskiego, nie ukrywał silnych, negatywnych emocji.
– To jest przykre i żałosne, bo co by nie mówić, jest to wicepremier rządu mojej ojczyzny, minister spraw zagranicznych mojej ojczyzny i płakać się chce, że mamy kogoś takiego u steru władzy – konkluduje z goryczą poseł.
