NFL
Tłusty czwartek w cukierni Magdy Gessler pełen emocji i niespodzianek. Co wydarzyło się w kolejce po słynne pączki? Dowiedz się więcej!
Tłusty czwartek to dzień, na który czekają wszyscy miłośnicy słodkości. Nawet osoby dbające o linię pozwalają sobie wtedy na tradycyjnego pączka. Największe emocje od lat budzą wypieki z cukierni “Słodki Słony” Magdy i Lary Gessler. Ich ceny budzą kontrowersje, ale nie odstraszają tłumów. Sprawdziliśmy, jak wygląda tłusty czwartek w jednym z najsłynniejszych lokali w Warszawie. Na miejscu sporo się działo…
W tłusty czwartek, 12 lutego, odwiedziliśmy cukiernię “Słodki Słony” przy ul. Mokotowskiej w Warszawie. Lokal otworzył się wyjątkowo już o godzinie 8:00, a przed wejściem od rana ustawiała się długa kolejka. — W takim dniu, jak dziś, warto zjeść jednego, ale za to dobrego pączka — powiedziała nam jedna z pań, stojących w kolejce. Inna dodała:
Na Woli są straszne kolejki, dlatego przyjechałam tutaj.
Pączki sygnowane nazwiskiem Magdy Gessler od lat cieszą się niesłabnącą popularnością. Ich sekretem są wysokiej jakości składniki — do wypieków nie żałuje się jaj, cukru ani smalcu, na którym są smażone. Równie ważne jest nadzienie, przygotowywane wyłącznie z naturalnych składników, bez dodatku polepszaczy. W tym roku do wyboru są smaki: róża, malina, adwokat, czekolada i śliwka. Za pączka z różą lub maliną trzeba zapłacić 25 zł, a za warianty z adwokatem, czekoladą lub śliwką — 26 zł.
W Tłusty Czwartek postanowiłam wybrać się do cukierni Magdy Gessler, żeby sprawdzić, czy słynne pączki rzeczywiście są warte całego zamieszania. Lokal na co dzień otwarty jest od 8.00 i tego wyjątkowego dnia również drzwi zostały otwarte o tej samej godzinie. Mimo to już od rana przed wejściem ustawiła się długa kolejka. Ludzie stali cierpliwie, choć z każdą minutą atmosfera robiła się coraz bardziej napięta.
Czekałam w kolejce ok. 40 min., bo akurat trafiłam na moment, kiedy trzeba było poczekać na dopiekanie świeżej partii pączków. Zapach unoszący się w lokalu był obłędny i trochę wynagradzał to oczekiwanie. Tego dnia dostępne były jedynie pączki z różą i maliną – czekoladowe, ze śliwką czy z adwokatem niestety się nie pojawiły, co wywołało lekkie rozczarowanie wśród niektórych klientów.
W środku ludzie kłócili się o to, kto stał przed kim w kolejce, próbując udowodnić swoje racje. Przed lokalem również było nerwowo – samochody parkowały na zakazie i blokowały ruch, co powodowało dodatkowe zamieszanie i frustrację przejeżdżających kierowców.
