NFL
Tak to ocenia były minister sportu ➡
Po ceremonii otwarcia zimowych igrzysk olimpijskich, na której Polacy pokazali się w strojach zaprojektowanych przez Adidasa, rozpętała się burza. Prezes polskiej firmy 4F Igor Klaja wszedł w publiczną polemikę z Radosławem Piesiewiczem, zarzucając mu m.in. kłamstwo. W końcu Klaja upublicznił odrzuconą przez PKOl ofertę. Piesiewicz, choć wywołany do tablicy, nie pokazał jednak umowy z Adidasem. — Gdyby obie oferty były dostępne do porównania przez opinię publiczną, byłoby to korzystne dla Adidasa, bo ucięłoby spekulacje — mówi nam Kamil Bortniczuk.
Były minister sportu ocenia, że sprawa to “awantura polityczna”. Uderza w KO, ale też wrzuca kamień do ogródka Piesiewicza.
Ministerstwo nie miało i nie ma żadnego wpływu na wybór strojów dla polskich olimpijczyków. Jest to wewnętrzna sprawa Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Oczywiście, ja zawsze będę za polskim biznesem i za polskimi firmami. Natomiast musimy mieć świadomość, że skoro był konkurs, to zarząd zapewne wybrał najlepszą ofertę — mówi Kamil Bortniczuk, były minister sportu i turystyki w rządzie Prawa i Sprawiedliwości.
Warto pamiętać, że PKOl-u nie obowiązuje Prawo Zamówień Publicznych. — To czysta teoria. W rzeczywistości trudno byłoby mi uwierzyć, że zarząd PKOl wybrał mniej korzystną ofertę i działał w ten sposób na niekorzyść kierowanej przez siebie organizacji — zaznacza były minister sportu.
Sprawa jest uważana za polityczną, bo przecież 4F jest wiązana z Koalicją Obywatelską i była sponsorem eventu Campus Polska, czyli zlotu młodzieży związanej z partią Donalda Tuska. Z kolei szef PKOl, Radosław Piesiewicz, to człowiek Prawa i Sprawiedliwości, a konkretnie zaufany Jacka Sasina, jednego z czołowych polityków partii Jarosława Kaczyńskiego.
Chciałbym, żeby firma 4F była liczącym się graczem na rynku międzynarodowym. Natomiast wracam do tego, że odbył się konkurs. Znamy ofertę 4F, bo jej właściciel udostępnił ją w internecie. Dobrze, gdyby obie oferty były dostępne do porównania przez opinię publiczną. Na pewno byłoby to też korzystne dla Adidasa, bo ucięłoby spekulacje — dodaje.
Bortniczuk zaznacza, że jego zdaniem jest to typowa polityczna awantura, której uczestnicy doskonale zdają sobie z tego sprawę.
— Politycy, którzy tak się awanturują, doskonale wiedzą, że nie można przy przetargach faworyzować rodzimych firm. Trzeba się kierować kryterium interesu zamawiającego. Jeśli ktoś ma informacje, że doszło do nieprawidłowości, niech je ujawni, chętnie zapoznam się z dowodami i wtedy będzie można mówić na podstawie konkretnych kwot — stwierdza.
Zaznacza, że jego zdaniem sprawa nie ma nic wspólnego z dbałością o interesy polskich firm, mimo że politycy partii rządzącej mocno to podkreślają.
— Ta sprawa to powtórka z ostatnich igrzysk letnich w Paryżu. Wtedy ten temat był już grany, natomiast mam wrażenie, że nie chodzi o polski biznes, a o awanturę polityczną. Jeśli faktycznie chodzi o dobro polskich firm, to gdzie są ci sami politycy podczas meczów różnych reprezentacji Polski? Kadra piłkarska gra przecież w strojach firmy Nike, a też mogłaby w polskich. Dlaczego po każdym meczu się nie oburzają? — zaznacza.
A już szczególnie śmieszą politycy KO oburzający się na wybór niemieckiej firmy. Wagony za miliardy zamawiają u nich, a o stroje sportowe urządzają teatr, a może bardziej kabaret — mówi nam Kamil Bortniczuk.
Jest dziś tajemnicą poliszynela, że adidas zlokalizował 4F jako mocnego gracza regionalnego i bardzo mocno zaczął walczyć o polski rynek. Od czasu wejścia na rynek firmy należącej do Igora Klaji, oferty adidasa, jak słyszymy w związkach, są na znacznie wyższym poziomie i bardziej dopasowane do indywidualnych potrzeb sportowców. Natomiast Bortniczuk zaznacza, że bez twardych danych trudno będzie rozstrzygnąć, która ze stron ma w tym sporze rację.
