NFL
Tak Maciej Kot mówi o weekendzie spędzonym na ławce w Bawarii… ➡
Nie oddał ani jednego skoku w mistrzostwach świata w lotach w Oberstdorfie, a zebrał najwięcej pozytywnych komentarzy. Zdobył najwięcej punktów Pucharu Świata od ośmiu lat, a nie jedzie na igrzyska. Maciej Kot postanowił jednak, że nie chce wchodzić w żadne spory, choć pewnie jeszcze kilka lat temu byłoby inaczej. Sam mówi, co się zmieniło w jego życiu. I zdradza czy jako 34-latek myśli o kolejnych igrzyskach.
Kamil Wolnicki: Ten sezon jest już dla ciebie najlepszy od wielu lat. Wiesz ilu?
Maciej Kot: Nie prowadzę statystyk, ale gdzieś słyszałem, że od sezonu 2017/18. To może być prawda.
To jest prawda, od tamtego czasu nie zdobyłeś tylu punktów w Pucharze Świata. Wciąż nie mówimy o wielkich liczbach, ale to fakt. Zmierzam jednak do czegoś innego. Jest najlepiej od lat, a i tak możesz być najbardziej rozczarowany.
Na podsumowanie sezonu na pewno przyjdzie czas, bo zostało jeszcze sporo zawodów. Wiadomo, że cel główny nie został zrealizowany, bo chciałem walczyć w igrzyskach. Zostały inne cele i o nich myślę. Oczywiście jestem rozczarowany, że nie ma mnie w składzie na imprezę czterolecia, ale z drugiej strony wiem, że praca z ostatnich lat nie poszła na marne i mogę liczyć, że druga część sezonu będzie jeszcze lepsza.
Kiedy usłyszałeś od trenera Macieja Maciusiaka, że jednak na igrzyska jedzie kto inny…
Spodziewałem się podobnej decyzji. Wiadomo, że byłem rozczarowany, natomiast szybko się z tym pogodziłem, bo co innego miałem zrobić? Trzeba było wziąć to na klatę, zmienić cele i walczyć dalej.
Starałem się ułożyć to sobie w głowie tak, że drogą, którą przeszedłem w walce o miejsce w składzie, nie pójdzie na marne. Nie straciłem motywacji, zmieniłem tylko podejście do tego, o co chcę walczyć w drugiej części sezonu.
Najpierw się dowiedziałeś, że nie jedziesz na igrzyska, a później pojechałeś na mistrzostwa świata w lotach i zamiast skakać, spędziłeś weekend na ławce w Bawarii.
Gdybym wiedział wcześniej, że tak to będzie wyglądać, to pewnie po tych wszystkich wojażach, czyli Turnieju Czterech Skoczni, wyjeździe do Japonii i chorobie, wolałbym odpuścić. Tylko że nie wiedziałem. Pojechałem tam walczyć o miejsce w składzie na konkurs indywidualny i drużynowy, więc nie zakładałem żadnego urlopu.
W czwartek oddałem dwa skoki i one pewnie zaważyły na tym, że nie wystartowałem indywidualnie. Problem polega na tym, że kiedy wypadasz na tej imprezie za składu na konkurs indywidualny, to nie masz jak trenować.
Maciej Kot wprost o MŚ w lotach. “Jak najszybciej zapomnieć”
Zatrzymaj się na chwilę. Nie skakałeś w konkursie indywidualnym, ale w drużynowym też nie, choć koledzy, poza Piotrkiem Żyła, nie dali żadnych argumentów, że są lepsi.
Chciałem skakać. Kiedyś organizowano trening dla zawodników pominiętych w konkursie indywidualnym. Walczyliśmy o to, bo takich jak ja, było więcej, choćby Andreas Wellinger czy Yukiya Sato i wielu innych. Takie serie w przeszłości organizowano, ale teraz pomysł został odrzucony. A ja naprawdę chciałem skakać, a nie siedzieć bezczynnie. Można też jako przedskoczek, ale jest przepis, który mówi, że przedskoczek nie może już wrócić do walki w konkursie, a potrzebny jest rezerwowy. Zostało mi więc czekanie na szansę w drużynie.
Niestety nie i też musiałem się z tym pogodzić. Taka była decyzja trenera i nie zamierzam z nią polemizować. Tym niemniej chciałbym o tym wyjeździe do Oberstdorfu jak najszybciej zapomnieć.
Nigdy w tym sezonie nie miałeś ochoty polemizować z decyzjami trenera? Nie wierzę.
Nauczyłem się na przestrzeni tych wszystkich lat w skokach, że z pewnymi decyzjami lepiej nie polemizować, bo czasami to może bardziej zaszkodzić niż pomóc. Poza tym zawsze trzeba zacząć od własnego rachunku sumienia, a dopiero później patrzeć na innych. I ja wiem, że podczas czwartkowego treningu nie dałem argumentów i to była moja wina, za dużo zmieniłem. Kombinowałem ze sprzętem, być może poczułem się trochę zbyt pewnie i uznałem, że dam radę, bo mam dobry pomysł, ale jednak było inaczej.
