NFL
Sytuacja Jagiellonii przed rewanżem jest arcytrudna! ➡️
Nie tak miało być, ten wynik trudno nazwać sprawiedliwym! W drugiej połowie Jagiellonia Białystok rzuciła się do ataku, zepchnęła Fiorentinę do rozpaczliwej defensywy i wydawało się, że już za moment odwróci wynik meczu. Słupek, nieuznany gol, to wszystko okazało się za mało… Trzy gole Włochów w drugiej połowie sprawiły, że sytuacja Jagi przed rewanżem jest arcytrudna. A to nie koniec złych wiadomości.
Choć białostoczanie nie mogli czuć się faworytami, doskonale wiedzieli, że tak duża szansa na wyeliminowanie klubu z Serie A z europejskich pucharów prędko może się nie powtórzyć. Fiorentina przyjechała na Podlasie jako drużyna ze strefy spadkowej ligi włoskiej, dodatkowo osłabiona nieobecnością choćby podstawowego bramkarza Davida de Gei. Ale Jagiellonia także miała poważny problem przed pierwszym gwizdkiem.
Wszystko przez nieobecność dwóch piłkarzy stanowiących o sile białostoczan. W pierwszym meczu z Fiorentiną nie mogli wystąpić Afimico Pululu oraz Taras Romanczuk, którzy musieli pauzować za żółte kartki. To było potężne osłabienie, ale nie takie, które przesądzałoby szansę drużyny Adriana Siemieńca na sukces.
A wynik spotkania przed własną publicznością miał mieć kluczowe znaczenie. Jagiellonia mogła poprawić rezultat Polski w rankingu UEFA po wcześniejszym zwycięstwie Lecha Poznań, ale kluczowe było przede wszystkim to, by osiągnąć choćby minimalną przewagę przed rewanżem we Florencji.
Choć w Białymstoku w okolicach pierwszego gwizdka termometry wskazywały -8 stopni Celsjusza, od pierwszych minut na murawie było bardzo gorąco. A wszystko przez okazję, przed jaką niespodziewanie stanął Kamil Jóźwiak. Skrzydłowy został nastrzelony przez Niccolo Fortiniego tuż pod bramką gości, ale futbolówka minęła bramkę Włochów w niewielkiej odległości.
Na kolejną dogodną okazję trzeba było czekać blisko pół godziny. Po dograniu Rolando Mandragory przed szansą stanął Giovanni Fabbian, lecz na posterunku pozostał Sławomir Abramowicz. Golkiper uratował Jagiellonię tuż przed przerwą, ponownie po uderzeniu Fabbiana, tym razem z dystansu. Efektowna robinsonada pozwoliła gospodarzom na utrzymanie bezbramkowego rezultatu po pierwszych 45 minutach.
Co najistotniejsze, Fiorentina wcale nie prezentowała się w pierwszej połowie tak, jakby była dla Jagiellonii rywalem z zupełnie innej ligi. Białostoczanie mogli mieć realne nadzieje na to, że w drugiej połowie uda im się w końcu przełamać strzelecką niemoc. I choć nie zdominowali Włochów w pierwszej połowie, rywale sami też nie stwarzali dużego zagrożenia pod bramką Jagi. A to przecież Fiorentina była faworytem do awansu.
Po wznowieniu gry największe zagrożenie pod bramką Jagiellonii sprawiał Cher Ndour, którego strzał z dystansu na kilka minut po przerwie został zablokowany. Goście mieli jednak rzut rożny, po którym piłka spadła na głowę Luki Ranieriego. Piłka uderzona została z bardzo ostrego kąta, a przy próbie sparowania jej do boku Sławomir Abramowicz nieszczęśliwie skierował ją do siatki. Trudno jednak winić golkipera za straconego gola, bo obrońca mógł i powinien zostać przypilnowany znacznie dokładniej.
Jagiellonia odpowiedziała uderzeniem piłki w słupek przez Jesusa Imaza. Hiszpan próbował dobijać uderzenie Bernardo Vitala, choć z ostrego kąta nie miał tak wiele szczęścia jak obrońca Fiorentiny. Ale to był sygnał do ataku.
Po blisko godzinie gry kibice w Białymstoku na moment oszaleli z radości, gdy piłkę do siatki wbił Bartłomiej Wdowik. Bramka została jednak anulowana ze względu na spalonego, ale arbiter przyznał białostoczanom rzut wolny tuż przed polem karnym. Do piłki podszedł Wdowik i… uderzył w słupek! Jagiellonia napierała na bramkę Włochów i wydawało się, że jest coraz bliżej wyrównania.
