NFL
Smaszcz ostro o małżeństwie z Kurzajewskim. “Musiałabym mieć torpedę w d…ie”

Paulina Smaszcz i Maciej Kurzajewski nie są już razem od pięciu lat. Choć ona i on układają sobie życie po swojemu, wciąż wychodzą kwiatki z przeszłości. Tym razem Paulina wyznała, jak wyglądał początek jej małżeństwa z dziennikarzem i jak zwykle nie gryzła się w język.
Paulina Smaszcz i Maciej Kurzajewski rozwiedli się w 2020 r. po 24 latach małżeństwa. Para doczekała się dwóch synów Franciszka (ur. 1997) i Juliana (ur. 2006). Ona nie zdradza, jak wygląda jej życie prywatne, cała Polska wie zaś, że Maciej jest z Katarzyną Cichopek i układa sobie życie od nowa. Smaszcz nie do końca chyba to akceptuje i dosadnie wypowiada się o uczuciowym życiu swego “eks”. Teraz zdradziła, jak wyglądały początki jej małżeństwa.
Paulina Smaszcz nie ma problemów z mówieniem co czuje, i co ją boli. Choć jej były małżonek sądownie i przez prawników ograniczył te możliwości, ona i tak co jakiś czas zdradza szczegóły byłego związku.
W ostatniej rozmowie z Żurnalistą Paulina wróciła wspomnieniami do początków małżeństwa, gdy razem z Maćkiem musieli godzić naukę, pracę i rodzinę.
— Obroniłam pracę najlepiej na piątym roku, a wtedy jeszcze urodziłam mojego pierwszego syna Franka. Profesor Gajewski na obronie mówił: “Smaszcz, błagam cię. Tylko nie możesz mi tu urodzić, bo ja nie będę wiedział, co zrobić.” Bałam się bardzo, że urodzę na tej obronie — mówiła w wywiadzie Smaszcz.
Dziennikarka nie ukrywała, że Maciej był jej wielką miłością i to właśnie on i głębokie uczucie, były wtedy dla niej najważniejsze.
— To był pierwszy mężczyzna, o którym pomyślałam, że moglibyśmy mieć razem rodzinę, o której bardzo marzę. Był ciepły, uśmiechnięty, troskliwy. Z fajną, katolicką, bardzo konserwatywną rodziną, ale jednocześnie bardzo wspierającą. Wiedziałam, że z nim to życie będzie dobre — mówiła Paulina.
Życie nie potoczyło się jednak tak, jak sobie wymyśliła i wymarzyła Smaszcz. Małżeństwo skończyło się rozwodem. I choć przez lata uchodziło za idealne, Paulina właśnie zdradziła, że od początku były sygnały zwiastujące porażkę.
— To był bardzo dobry związek i zawsze to powtarzam, ale w pewnym momencie zaczęło się źle dziać. Dokładnie znam te momenty. (…) Nigdy nie miałam niespodzianki urodzinowej, nie obchodziliśmy Dnia Matki. Jak pytałam, czy mogę zrobić urodziny w domu, to słyszałam: “Nie, bo nie lubię gości”. W pewnym momencie zaczęłam odczuwać, że wszystko w tym domu jest jego, a mój jest kot i pies, dla mnie to było nie do zaakceptowania. Oprócz tego ja cały czas chcę się rozwijać i doktorat też nie był do zaakceptowania, bo nie byłoby mnie w soboty i niedziele w domu. Chciałam zrobić doktorat o kobietach, żeby móc je szkolić — mówiła Smaszcz Żurnaliście i jednocześnie wyznała, że na barkach miała nie tylko męża i dzieci, ale i teściów.
Mój były mąż miał taką pracę, że ciągle wyjeżdżał, no więc ta logistyka spadła na mnie. Basen, konie, szkoła, piłka, tenis z dziećmi, to musiałabym mieć torpedę w d..ie, żeby to wszystko ogarnąć. Jeszcze rodzice Maćka chorowali i musiałam ich ogarniać. Zawozić do lekarza, przywozić. Mój ojciec też miał kilka udarów i jeździłam między Warszawą a Poznaniem. Mój organizm tego nie wytrzymał i zachorowałam — podsumowała Paulina
