NFL
Samolot runął na ziemię. Za sterami samolotu siedział chłopiec. Nikt nie przeżył
Ciemna noc nad Syberią, 23 marca 1994 roku. Airbus A310 leci spokojnie na wysokości około 10 tysięcy metrów. Do godziny 1:00 brakuje kilku minut. I wtedy coś zaczyna się łamać – najpierw delikatnie, potem gwałtownie. Maszyna przechyla się, później pikuje. Na pokładzie jest 75 osób. Nikt nie przeżyje.
Airbus Aerofłotu wystartował wieczorem 22 marca z lotniska Szeremietiewo w Moskwie. Kierunek: Hongkong. Lot miał przebiegać spokojnie. Rosyjscy eksperci początkowo podkreślali, że warunki były dobre, a załoga nie zgłaszała problemów ani alarmów.
pierwszych tygodniach po katastrofie pojawiały się spekulacje, także o możliwym ataku terrorystycznym. W kolejnych miesiącach narracja zaczęła się jednak zmieniać – aż w końcu śledczy przyznali wprost, że doszło do złamania procedur
W kokpicie było trzech pilotów: kapitan, drugi pilot i rezerwowy kapitan Jarosław Kudrinski. To właśnie on przejął stery, gdy kapitan wyszedł do kabiny pasażerskiej. Kudrinski miał duże doświadczenie i nalot liczony w tysiącach godzin. Jednak w tym locie wydarzył się moment, który uruchomił łańcuch błędów.
Około 20 minut przed 1:00 do kokpitu weszły dzieci jednego z pilotów – 13-letnia Jana i 15-letni Eldar. Z ustaleń śledczych wynika, że pozwolono im siadać na fotelu pilota i „pobawić się sterami”, bo samolot leciał na autopilocie. Założenie było proste: nic się nie stanie.
Stało się wszystko.
Autopilot „puścił” po cichu. I nikt tego nie zauważył
Najpierw w fotelu kapitana usiadła dziewczynka. Potem jej brat. Eldar zaczął poruszać wolantem. To jeszcze nie powinno wywołać reakcji. Kluczowy był dopiero kolejny ruch: chłopiec miał użyć większej siły i przytrzymać wolant dłużej niż 30 sekund.
W tej sytuacji system uznał, że to świadome działanie pilota i częściowo wyłączył autopilota, przestając sterować lotkami. Samolot zaczął samoczynnie przechylać się w prawo.
Airbusie A310 ostrzeżenie o częściowym wyłączeniu autopilota miało być sygnalizowane głównie kontrolką – bez alarmu dźwiękowego, który mógłby wyrwać załogę z rutyny. Piloci nie zauważyli tego w porę.
„Dlaczego sam skręca?” Zapis rozmów ujawnia chaos
W nagraniu z kokpitu ma paść pytanie, które brzmi dziś jak tragiczny punkt zwrotny:
„Dlaczego sam skręca?”
Po chwili pojawia się konsternacja. Załoga zaczyna rozumieć, że samolot robi coś, czego nie powinien robić, a czas zaczyna działać przeciwko nim. Gdy przechył narasta, sytuacja staje się krytyczna.
W pewnym momencie Kudrinski krzyczy do dzieci. Padają nerwowe polecenia. Ojciec próbuje wyciągnąć syna z fotela. Tyle że przy dużym przechyle, rosnących przeciążeniach i w ograniczonej przestrzeni kabiny, nawet proste ruchy stają się walką.
90 stopni przechyłu, przeciągnięcie i korkociąg
Samolot przekroczył dopuszczalne kąty przechylenia dla maszyny pasażerskiej. Systemy Airbusa próbowały automatycznie ratować sytuację – uniosły dziób, żeby uniknąć zniżania. To jednak spowodowało utratę prędkości i przeciągnięcie.
Maszyna straciła siłę nośną, zaczęła opadać, wpadła w korkociąg. W końcu drugi pilot wyłączył systemy wspomagające i udało się na moment przerwać korkociąg. Tyle że było już dramatycznie nisko. Piloci nie mieli orientacji, na jakiej są wysokości.
Airbus zahaczył o wierzchołki drzew na zalesionym wzgórzu, około 20 kilometrów na południe od Mieżdurieczenska. Rozpadł się i stanął w płomieniach. Pożar strawił szczątki. Na pokładzie było 75 osób: trzech pilotów, dziewięć stewardes i 63 pasażerów. Nikt nie przeżył.
Raport śledczych: osiem przyczyn, ale jedna jest kluczowa
Międzypaństwowy Komitet Lotniczy wskazał kilka przyczyn katastrofy, ale na pierwszym miejscu wymienił tę najważniejszą: zgodę pilota na zajęcie jego miejsca i ingerencję w sterowanie przez osobę postronną.
W tej historii nie ma jednego „magicznego błędu”. Jest splot: rozluźnione zasady, brak natychmiastowego alarmu, nieuwaga w monitorowaniu przyrządów, narastający chaos w kabinie i utrata orientacji przestrzennej w środku nocy. Wystarczyło kilka minut. I jedna decyzja, która w normalnych warunkach nigdy nie powinna paść.
