NFL
Robi się gorąco!
Doda, działając wspólnie ze swoją prawniczką oraz zespołem współpracowników, dotarła do informacji, z których wynika, że wójt gminy Sobolew wydzierżawił dyrektorowi schroniska teren za kwotę 500 zł. Artystka publicznie wyraziła swoje wątpliwości co do transparentności tej decyzji, sugerując możliwość funkcjonowania „lokalnego układu”, który mógł sprzyjać nieprawidłowościom. Tak do sprawy odniósł się wójt miejscowości.
Schronisko jest własnością prywatną, a pan Marian ma swoje zasady co do wejścia. Ziemię dzierżawi mu Gmina Sobolew. To jest dawne wysypisko śmieci, a umowa kończy się w kwietniu tego roku. Jeśli chodzi o oskarżenia, to należy je udowodnić. Toczy się postępowanie. Pan Marian jest osobą niewinną, a póki jest osobą niewinną, ja jako wójt nie widzę podstaw, żeby mu tą umowę wypowiedzieć. Proces jest długi i ciągnie się już chyba ósmy rok, w dalszym ciągu nie ma wyroku. A to, czy zarzuty są podstawne czy bezpodstawne, to nie mi to oceniać. Od tego jest prokurator i sędzia. Poczekamy na werdykt sądu. Jako wójt tak naprawdę oprócz tej umowy dzierżawy mam ręce związane, ponieważ pan Marian podlega pod instytucje państwowe, tj. lekarz weterynarii, powiatowy, wojewódzki i tak dalej. I jeżeli z protokołów tych instytucji, które kontrolują, nie wynika to, co mu się zarzuca, to tak naprawdę nie ma podstaw, żeby mu tej działalności zabronić. Uważam, że jako gmina Sobolew swoje obowiązki względem tego schroniska wykonujemy odpowiednio — powiedział w rozmowie z reporterem “Faktu” Maciej Błachnio.
Warto w tym kontekście zauważyć, jak pobyt w schronisku relacjonowała Doda.
— Chciałam wziąć trzy psy, nie pozwolił mi. Jakieś absurdalne preteksty. Powiedział, żebym przyjechała w poniedziałek. (…) Psy są bardzo agresywne. To nie są psy tak jak w schroniskach, że możesz podejść, ubrać je, że człowieka lubią i człowiek chce dobrze. Większość z tych psów… Jak on na nich huknie, to widać, że te psy się od razu wycofują. No tam jest ostra ręka. (…) Powiedział mi, że mogę zaadoptować tego, tego i tego, i żadnego innego. (…) Nie ma tam chudych psów, budy są słabe, nie wyglądają na ocieplone, ale widziałam gorsze. Nie widziałam żadnych chudych, poranionych psów, tylko bardzo zlęknione i agresywne. (…) Przyznam, że jestem w szoku, bo w życiu nie byłam w schronisku, w którym słyszałam: bierze pani czy nie bierze?! Taka była rozmowa — tak albo nie, koniec — mówiła cytowana przez “Fakt”.
Schronisko w Sobolewie zamknięte!
Na Kanale Zero trwała dzisiaj transmisja, która przypominałą sceny z filmu sensacyjnego, a nie relację z życia polskiej gminy. Pod schroniskiem w Sobolewie emocje wzięły górę nad procedurami. Od dłuższego czasu okoliczni mieszkańcy koczowali pod bramami, domagając się zmian, ale to, co dzieje się teraz, to już regularna bitwa o zwierzęta. Inspektorat Weterynaryjny właśnie ogłosił oficjalną likwidację schroniska, co dla wielu osób stało się sygnałem do natychmiastowego działania na własną rękę. Zamiast czekać na urzędowe procedury i spokojne przekazanie psów, ludzie zaczęli uwalniać zwierzęta przez dziury w płocie. Widok jest dramatyczny: z jednej strony chaos, z drugiej determinacja ludzi, którzy najwyraźniej przestali wierzyć, że system jest w stanie te zwierzęta uratować. Inspektorat apeluje o rozwagę, ostrzegając przed niekontrolowanym wywożeniem psów, ale w tym tłumie mało kto słucha komunikatów płynących przez megafony.
Choć likwidacja placówki w Sobolewie miała być rozwiązaniem problemu, paradoksalnie może być początkiem jeszcze większych kłopotów. Służby weterynaryjne słusznie zauważają, że pies odebrany w ten sposób – bez dokumentacji, bez sprawdzenia agresji czy stanu zdrowia – staje się tykającą bombą. Zamiast zorganizowanej pomocy, mamy partyzantkę. Z drugiej strony, trudno się dziwić mieszkańcom, którzy widząc latami nieudolność urzędników, wzięli sprawy w swoje ręce. Pytanie tylko, co stanie się z tymi wszystkimi psami jutro, gdy kamery Kanału Zero zgasną, a emocje opadną. Czy te „uratowane” przez dziurę w płocie zwierzęta trafią w bezpieczne miejsca, czy za chwilę będą błąkać się po okolicznych lasach? Na ten moment to wielki znak zapytania.
Afera wokół schroniska w Sobolewie to kolejny dowód na to, że tam, gdzie wchodzą w grę wielkie emocje i jeszcze większe pieniądze, dobro zwierząt schodzi na dalszy plan. Głos w sprawie zabrała Dorota „Doda” Rabczewska, która zamiast ślepo przyklasnąć akcji ratunkowej, postanowiła wypunktować bałagan, jaki zapanował pod placówką. Artystka, znana z tego, że nie gryzie się w język, pokazała na Instagramie kulisy, które mocno odbiegają od kolorowych postów fundacji.
Według relacji piosenkarki, to, co działo się w Sobolewie, przypominało raczej chaotyczny wyścig zbrojeń niż zorganizowaną pomoc. Doda bez ogródek uderzyła w Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt (DIOZ) i jego szefa, Konrada Kuźmińskiego. Choć przyznała, że fundacja miewa dobre momenty, to tym razem zarzuciła im zwyczajną pazerność i parcie na zasięgi. Mechanizm, który opisała, jest prosty i brutalny: przejąć psa, natychmiast wrzucić dramatyczne nagranie do sieci i odpalić ekspresową zbiórkę, zanim opadnie kurz.
Co to ma k***a znaczyć?! Jakie bliki się pytam! Ile wziętych, jakie, zdjęcia, chipy, dane medyczne! Najpierw ogłoszenia psów o adopcję, a nie bliki! – grzmiała piosenkarka
Najmocniejszym punktem jej wystąpienia była jednak kwestia psów, które wcale nie były bezdomne. Doda ostrzegła, że w tym całym zamieszaniu fundacje zabierają zwierzęta, które w Sobolewie przebywały tylko tymczasowo i mają swoich właścicieli. Istnieje realne ryzyko, że takie psy zostaną przerobione na „medialne ofiary”, byle tylko podbić licznik wpłat, podczas gdy ich faktyczni opiekunowie będą mieli gigantyczny problem z ich odzyskaniem.
Przecież tam są psy właścicieli, którzy ich szukają. Zabieracie psy, które są wywożone nie wiadomo gdzie i ogłaszacie zbiórki! Na mojej zmianie nie będziemy sioę tak bawić!”
Cała ta sytuacja pokazuje mroczną stronę polskiego „pomagactwa”. Zamiast rzetelnej współpracy, mamy walkę o udziały w rynku współczucia. Doda kończy swój wywód jasnym apelem: nie wpłacajcie pieniędzy bezmyślnie. To zimny prysznic dla wszystkich, którzy wierzą, że każde kliknięcie w przycisk „wpłać” faktycznie ratuje świat. Czasem ratuje tylko stan konta organizacji, która z pomagania zrobiła sobie dochodowy, medialny show.
