NFL
Robertowi Lewandowskiemu skończyły się wymówki. Tylko jedno go usprawiedliwia
Kiedy Robert Lewandowski ma błyszczeć, jeśli nie w starciu z drużyną z dolnej połówki tabeli drugiej ligi hiszpańskiej? Z kim, jeśli nie przeciwko klubowi, który mógłby utrzymać ze swojej pensji, a i tak zostałoby mu drugie tyle? Nie bójmy się tego powiedzieć: obecnie największą zaletą Polaka jest to, że w jeszcze gorszej formie jest Ferran Torres. Nie jest to jednak najważniejsza rzecz, jakiej dowiedzieliśmy się wtorkowego wieczora. Padły znamienne słowa w kwestii przyszłości Polaka.
12. drużyna drugiej ligi kontra lider ekstraklasy. Nieco jarmarczny klimat na trybunach. I całkiem mocny skład desygnowany do gry przez Hansiego Flicka. Jeśli Lewandowski miał gdzieś w końcu zagrać dobry mecz, to właśnie na stadionie Albacete.
Niedoczekanie…
Podobnie jak to, że po wejściu za niego na boisko o Złotą Malinę rzutem na taśmę postanowił powalczyć Ferran Torres. Dwie zmarnowane znakomite sytuacje przebiły spektakularne pudło Polaka.
Z kolei najbardziej dojmujące dla Lewandowskiego musi być to, że większe zagrożenie pod bramką rywala siał nawet Jefte Betancor. Ten sam, na którego kilka lat temu polskie kluby nie raczyły nawet spojrzeć, gdy próbował zaczepić się w naszej Ekstraklasie. Ten sam, który dekadę temu chwilowo porzucił marzenia o piłkarskiej karierze i pracował jako elektryk.
O tym, jak obfity w wydarzenia był to mecz, niech świadczy sytuacja z końcówki pierwszej połowy. Ronald Araujo umiejętnie blokuje Antonio Puertasa, dzięki czemu Joan Garcia nie ma problemu z interwencją.
Golkiper Barcelony tak odzwyczaił się od udanych akcji kolegi (w sumie nic dziwnego), że aż ruszył za linię końcową, żeby mu pogratulować. I to z futbolówką w rękach! Na szczęście od zewnętrznej strony bramki. Skończyło się więc nie na golu, a na rzucie rożnym.
Hiszpan mógł pozwolić sobie na chwilę zapomnienia. Nic złego go za to nie spotka. W Barcelonie jest zdecydowanym numerem 1 i nie zmienią tego nawet nieco słabsze występy, jak przeciwko Realowi Sociedad czy Slavii Praga. Wojciechowi Szczęsnemu jest zbyt dobrze na ławce rezerwowych, a Marc-Andre ter Stegen właśnie stracił kolejny argument, na podstawie którego można by jeszcze na niego liczyć.
Po wyprawie do Albacete nie brakuje oczywiście głosów broniących Lewandowskiego. Głównie w kontekście postawy Marcusa Rashforda. Anglik był w tym meczu wyjątkowo niekompatybilny z Polakiem.
Gdy mógł strzelać, jak na samym początku spotkania, to mu podawał, i to niecelnie. Gdy mógł podawać, to Lewandowskiego nie dostrzegał, jak tuż po przerwie. A gdy pod koniec pierwszej połowy wstrzelił piłkę w kierunku Polaka, ten nie zdążył do podania. Choć i Anglik mógł być w tej sytuacji nieco bardziej precyzyjny.
Ostatecznie to i tak byłby tylko gol. Bo czy bramka ze Slavią Praga, czy Kopenhagą diametralnie wpłynęła na ocenę gry Lewandowskiego w tych spotkaniach? Otóż nie.
Tylko czy gdyby Anglik zachował się w którejś z tych sytuacji inaczej, to czy mamy pewność, że Lewandowski do siatki by trafił? Bo jeśli ktoś pomstował na Rahshforda, że po zmianie stron nie dostrzegł Lewandowskiego, nieco ponad 10 minut później musiał odpuścić. Bezpańska piłka, mnóstwo wolnej przestrzeni, a Polak uderza nie tylko lekko, ale i w bramkarza. Kurtyna.
Owszem, Lewandowski miał wkład w oba gole Barcelony, ale taki, za który aż wstyd go komplementować. Ale jeśli za coś mamy go pochwalić, to właśnie za to, że przy pierwszej bramce ściągnął za sobą obrońców, przez co Yamal mógł spokojnie skierować piłkę do siatki. Z kolei przy drugiej bramce w porę się skulił, przez co uderzona przez Araujo piłka trafiła nie w niego, a do siatki.
Choć nie wiem, czy to nie gruba przesada, żeby doceniać go za takie kwestie. One oczywiście składają się w jedną całość i ostatecznie też przyczyniają się do tego, że zespół wygrywa bądź nie. Tyle że nie po to Barcelona płaci mu najwięcej w drużynie. 26 mln euro to ponad dwa razy więcej niż wynosi budżet Albacete. I to nie tylko płacowy, ale całkowity.
