NFL
Radosław Sikorski nie wytrzymał. Tych słów pożałuje? “To niedopuszczalne” Czytaj więcej:
Podczas tegorocznej edycji Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa jednym z najbardziej wyczekiwanych paneli była debata poświęcona relacjom transatlantyckim. Na scenie zasiedli politycy i eksperci z Europy oraz Stanów Zjednoczonych, a wśród nich minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.
Szef polskiej dyplomacji odniósł się do napięć, które narastają między Europą a USA w kwestii standardów demokratycznych i rozumienia wolności słowa. Podkreślił, że choć Zachód wciąż tworzy wspólnotę bezpieczeństwa, różnice cywilizacyjne i historyczne są głębsze, niż wielu chciałoby przyznać.
Sikorski wskazywał, że w Europie – szczególnie w krajach takich jak Polska – doświadczenie totalitaryzmów sprawiło, iż pewne ideologie, jak faszyzm czy komunizm, są prawnie zakazane. Jak zaznaczył, europejskie podejście do wolności słowa opiera się na odpowiedzialności i świadomości historycznych konsekwencji.
W jego ocenie niepokojące jest to, że jedna strona Atlantyku próbuje narzucać drugiej własne standardy interpretacji swobód obywatelskich. Minister mówił wprost o presji i o tym, że ingerencja w kwestie światopoglądowe czy prawne sojuszników jest niedopuszczalna. Te słowa wywołały wyraźne poruszenie wśród uczestników panelu.
Rozwiń
Trump, Putin i „portret w domu”. Najmocniejszy moment debaty
Najwięcej emocji wzbudziła jednak część wystąpienia dotycząca polityki administracji Donald Trump wobec Europy i Ukrainy. Sikorski odniósł się do zarzutów o ingerencję w wewnętrzne sprawy państw sojuszniczych, wskazując, że dawniej Stany Zjednoczone unikały otwartego wspierania konkretnych kandydatów w demokratycznych wyborach państw partnerskich.
W trakcie dyskusji padło nazwisko Karol Nawrocki w kontekście amerykańskiego wsparcia w kampanii wyborczej w Polsce. Minister zasugerował, że taka praktyka jest sprzeczna z dotychczasowymi standardami relacji sojuszniczych.
Kulminacją debaty był moment, gdy w odpowiedzi na obronę Trumpa przed oskarżeniami o nadmierną pobłażliwość wobec Kremla, Sikorski wypowiedział zdanie, które natychmiast obiegło media: podkreślił, że nie posiada w swoim domu portretu Władimir Putin, w przeciwieństwie do symbolicznych gestów, które – jego zdaniem – mogą budzić wątpliwości co do dystansu wobec rosyjskiego przywódcy.
To porównanie stało się jednym z najczęściej cytowanych fragmentów całej konferencji. Dla jednych było dowodem odwagi i jednoznacznego stanowiska wobec Moskwy, dla innych – zbyt ostrym i dyplomatycznie ryzykownym sformułowaniem.
Artur Barciś o chorobie Bożeny Dykiel. Wiedział
Czytaj dalej
Kamil Stoch zaskoczył. Ważne słowa po medalu Tomasiaka
Czytaj dalej
Hillary Clinton, czeski minister i wojna w Ukrainie. Głębokie pęknięcie Zachodu
W debacie uczestniczyła także była sekretarz stanu USA Hillary Clinton, która w ostrych słowach oceniła podejście Trumpa do wojny w Ukrainie. Jej zdaniem próby wymuszenia ustępstw na Kijowie mogą zostać zapamiętane jako strategiczny błąd o historycznych konsekwencjach.
Sikorski poparł stanowisko, że bezpieczeństwo Ukrainy jest kluczowe dla stabilności całej Europy. W jego wystąpieniu wyraźnie wybrzmiało przekonanie, że ustępstwa wobec Kremla tylko wzmocnią rosyjską agresję.
Do napiętej wymiany zdań doszło również między polskim ministrem a czeskim szefem dyplomacji Petr Macinka. Spór dotyczył granic debaty publicznej oraz etykietowania ugrupowań politycznych jako skrajnych czy faszystowskich. Sikorski podkreślił, że Europa – ze względu na swoją historię – ma prawo wykluczać ideologie, które w przeszłości doprowadziły do katastrofy kontynentu.
Wojna w Ukrainie była wyraźną linią podziału całej dyskusji. Dla części uczestników kluczowe jest jak najszybsze zakończenie konfliktu, nawet kosztem ustępstw. Dla innych – w tym polskiego ministra – priorytetem pozostaje trwałe bezpieczeństwo regionu i jednoznaczne przeciwstawienie się rosyjskiej agresji.
