NFL
Przez to co zrobił Nawrocki, polscy sportowcy mogą mieć problemy
W trakcie Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2026 w sieci wybuchła dyskusja wokół zdjęć prezydenta Karola Nawrockiego z polskimi olimpijczykami. Na fotografiach prezydent ma na sobie czapkę i koszulkę z wyraźnym brandingiem marki Nowrocky, a te same kadry zostały użyte w przekazie promującym produkty tej marki. I właśnie to – kontekst komercyjny, a nie sam strój – stał się iskrą zapalną.
W normalnych warunkach zdjęcie z zawodnikami mogłoby przejść bez echa. Tu jednak pojawia się element, który zmienia wszystko: fotografia nie funkcjonuje jako pamiątka, tylko jako materiał, który ma sprzedawać. Do tego doszły informacje, że nazwa i logotyp Nowrocky są zastrzeżone, a zgłoszenia miała dokonać osoba z rodziny prezydenta. To wzmacnia podejrzenia, że mamy do czynienia z promocją marki „z zaplecza” i to w najbardziej wrażliwym momencie – w trakcie igrzysk.
świecie olimpijskim obowiązuje zasada znana jako Reguła 40 Karty Olimpijskiej. W skrócie: w określonym czasie trwania igrzysk (liczonym od momentu wejścia w olimpijski reżim komunikacyjny do zakończenia imprezy) nie wolno wykorzystywać wizerunku sportowców, działaczy ani członków ekip do celów reklamowych, jeśli nie mieści się to w dozwolonych wyjątkach. Chodzi o to, żeby igrzyska nie zamieniły się w pole niekontrolowanego marketingu i żeby wszyscy grali według tych samych zasad.
Dlatego różnica między „zdjęciem pamiątkowym” a „materiałem promocyjnym sklepu” jest tu absolutnie kluczowa. Jeżeli wizerunek zawodników został użyty w przekazie sprzedażowym w czasie obowiązywania ograniczeń, temat może być traktowany jako naruszenie reguł olimpijskich.
Najbardziej nerwowy wątek to możliwe konsekwencje dla samych olimpijczyków. W sporach o zasady igrzysk często bywa tak, że najmniej chronieni są zawodnicy – bo to ich obejmują procedury akredytacyjne, zasady pobytu w wiosce, dostęp do stref i startów.
Jeżeli organy olimpijskie uznałyby, że doszło do komercyjnego wykorzystania wizerunku sportowca w niedozwolonym okresie, skutki mogą uderzać przede wszystkim w uczestników. I tu pojawia się największy niepokój: czy zawodnicy mogli zostać „wciągnięci” w reklamę bez świadomości, że ktoś wykorzysta to w sprzedaży, oraz czy mieli realny wpływ na to, gdzie te zdjęcia trafią.
Dwa porządki: prawo państwowe i zasady sportowe
W tle przewija się też ważne rozróżnienie. Co innego ocena w świetle prawa powszechnego, a co innego ocena według zasad sportowych (olimpijskich). Regulacje olimpijskie nie działają jak kodeks karny, ale są realne, bo wpływają na status uczestników igrzysk. Dlatego nawet jeśli w sensie „państwowym” trudno wskazać proste sankcje wobec prezydenta, w sensie sportowym temat wciąż może być poważny – zwłaszcza jeśli dotyczy wizerunku zawodników.
Co powinno zostać wyjaśnione, żeby uciąć spekulacje
Jeśli ta historia ma mieć jasny finał, kluczowe są trzy proste odpowiedzi:
kto dokładnie zdecydował o użyciu zdjęć w przekazie sprzedażowym,
czy publikacja nastąpiła w okresie, w którym obowiązywały ograniczenia olimpijskie,
czy była zgoda i czy działanie mieściło się w dozwolonych wyjątkach.
Dopiero po ustaleniu tych faktów da się uczciwie ocenić, czy to była tylko burza medialna, czy realny problem na styku polityki, marketingu i zasad olimpijskich.
