NFL
Przez błąd lekarza z Krosna potem do końca kariery miał już problem z barkiem. Kariery, podczas której się nie wzbogacił, bo prawdziwe pieniądze dostawali wtedy tylko obcokrajowcy ➡
To co z nim zrobili nazwał rzeźnią! Położyli go na kozetce w pokoju zabiegowym i na żywo nastawiali mu bark. Henryk Bem cierpiał, a inny zawodnik ROW-u Rybnik, Andrzej Musiolik patrzył na to z niedowierzaniem i płakał. Przez błąd lekarza z Krosna potem do końca kariery miał już problem z barkiem. Kariery, podczas której się nie wzbogacił, bo prawdziwe pieniądze dostawali wtedy tylko obcokrajowcy. Mimo tego, że przez dekady był gotów umierać za rybnicki klub, dziś na stadion nie chodzi. Przez prezesa Krzysztofa Mrozka. — Ten człowiek oderwał mnie od rybnickiego żużla całkowicie — zdradził Bem.
Henryk Bem, były zawodnik ROW-u Rybnik, trzykrotny drużynowy wicemistrz Polski: (Śmiech). W pierwszej fazie dawał jakąś nadzieję, że będzie powrót do normalności. Szybko się jednak okazało, że będzie podobnie lub jeszcze gorzej. Aczkolwiek wynik sportowy w następnym sezonie był.
Siłą rozpędu zrobiliśmy ten awans, bo na początku Niemyjski konkretne środki zainwestował. Nastąpił też powrót do starego systemu, że zawodnika nie stać na te wszystkie zakupy, że wszystko bierze na siebie klub. To nie jest to, co dzisiaj, że żużlowcy podpisują milionowe kontrakty i w zasadzie prowadzą swoje firmy. Stać ich na teamy, na silniki, przejazdy itd. Niemyjski, z tego co pamiętam, kupił na pewno dwa nowe Goddeny, które dostali Egon Skupień i Adam Pawliczek. Paru innych zawodników otrzymało nowe silniki Jawy. Mnie też się dobrze na Goddenach jeździło, więc dostałem jakiegoś starego, po remoncie. I muszę przyznać, że nawet nieźle się na tym jechało.
Do tego dwie wielkie zagraniczne gwiazdy. Ówczesny indywidualny mistrz świata, który co prawda szybko się połamał — Jan Osvald Pedersen i Amerykanin, Billy Hamill.
Pamiętam mecz ze Świętochłowicami, w którym obaj wystąpili. Zrobili komplety (podobnie jak Mirosław Korbel i Antoni Skupień — przyp. red.) i zdeklasowaliśmy rywali (71:19 — przyp. red.). To było niepotrzebne, a kosztowało niebotyczne pieniądze, których potem, na koniec sezonu zabrakło. Atmosfery dalej nie było żadnej, ale pieniądz zrobił swoje, że coś tam się dało ujechać.
ROW awansował do najwyższej klasy rozgrywkowej, ale Niemyjski z dalszego finansowania się wycofał. Krajowi liderzy, bracia Antoni i Eugeniusz Skupieniowie odeszli, a za środki m.in. z ich transferów klubowi udało się uzbierać pieniądze, żeby wystartować w lidze. Pana nie kusiło, żeby też odejść?
Chciałem odejść już przed sezonem 1992, ale Niemyjski nie chciał mnie puścić. Rok później, po awansie, za bardzo nie miałem takiej możliwości. Nikt mnie nie chciał, bo byłem po ciężkiej kontuzji.
Już na początku sezonu, podczas spotkania w Krośnie doznałem złamania barku, którego nikt mi nie zdiagnozował. Po 5-6 tygodniach od upadku próbowałem jeździć, ale nie szło. Ciągle był ból i ból. Jedni nawet mnie podejrzewali o to, że symuluję. W końcu po iluś tam badaniach wylądowałem w szpitalu w Jastrzębiu-Zdroju i tam dopiero lekarz, po kolejnych zdjęciach rentgenowskich, postawił diagnozę. Wtedy nie było dojścia do rezonansu, dzisiaj to by rozwiązało sprawę w ciągu paru dni. Po diagnozie miałem kolejne 1,5 miesiąca leczenia, a pierwszymi zawodami po powrocie, z mojego wyboru, był turniej na tym samym torze, w Krośnie. Wmówiłem sobie, że muszę przełamać jakąś barierę i efekt był taki, że podczas jednego z biegów, ten bark był takosłabiony, że po prostu go zwichnąłem i upadłem na wejściu w łuk. To było moje pierwsze zwichnięcie, te wszystkie tkanki miękkie były jeszcze elastyczne, nie były pozrywane. Nie można było jednak nastawiać tego na żywo! Niestety trafiłem na takiego lekarza, który to zrobił. W pokoju zabiegowym, na kozetce mnie dosłownie “masażył”. Widział to Andrzej Musiolik, który po meczu mi powiedział: Hajnuś, jo tam był, to widział i normalnie się rozpłakoł. Skoro żużlowcowi, twardzielowi łzy poleciały, to może pan sobie wyobrazić, co oni tam ze mną wtedy wyprawiali. To była rzeźnia! Ten lekarz w końcu mi ten bark nastawił, ale uważam, że to był początek końca mojej kariery.<
