NFL
Problemy polskiego mistrza tuż przed igrzyskami ➡
Od operacji podchodzę do niepowodzeń na chłodno. Przyjmuję z wdzięcznością to, że w ogóle noga wytrzymuje i jestem w stanie jeździć na desce — mówi nam Oskar Kwiatkowski i tłumaczy, dlaczego opuścił ostatnie starty w Pucharze Świata. — Nie chcę się zadręczać. Myślę, że nie ma wobec mnie obecnie wielkich oczekiwań, ale sam z tyłu głowy mam poczucie, że te wyniki jeszcze przyjdą — zaznacza.
Oskar Kwiatkowski: Mogę jeździć, ale zdecydowaliśmy z trenerem, że nie ma co ryzykować przed igrzyskami. Kiedy kolano puchnie, jest trochę sztywne, więc nie jest to jazda na 100 proc. Wspólnie z trenerami doszliśmy do wniosku, że ważniejsze od startów w Pucharze Świata będzie to, żebym w dobrej dyspozycji pojechał na igrzyska. To, że moja forma nie jest wybitna teraz, nie oznacza, że nie może zaskoczyć na sam start w igrzyskach, dlatego odpuściliśmy.
Minęło 11 miesięcy od operacji rekonstrukcji więzadeł w kolanie i szyciu łękotki i od tego czasu to taki trzeci stan alarmujący. W lipcu wróciłem do treningów z kadrą, później wyjeżdżaliśmy na lodowce. Jeden z takich wyjazdów już przed zimą musiałem odpuścić właśnie z powodu tego stanu alarmującego. Podczas biegania coś strzeliło mi w kolanie, ale najprawdopodobniej był to zrost, bo po paru dniach wszystko wróciło do normy. Potem pojawiły się jeszcze drobne problemy, ale już nie na taką skalę. Teraz już wiedziałem, co robić. Na spokojnie to rozchodziłem, opuchlizna zeszła po paru dniach i jestem już gotowy.
Sezon przygotowawczy na lodowcach nie był jakiś wybitny z powodu słabych warunków. Co wyjeżdżaliśmy na obóz, to sypał śnieg albo była zerowa widoczności, a do tego dość miękko. Dlatego trochę sceptycznie podchodziłem do tych pierwszych startów. Pomimo tego w Mylin zająłem ósme miejsce, tak samo w Cortinie, ale tam już zabrakło niewiele, bo 0,06 s, żeby wejść do ćwierćfinału.
Wtedy pomyślałem, że jestem w dobrym miejscu. Wiedziałem też, że muszę uspokoić psychikę, bo trochę odzwyczaiłem się od radzenia ze stresem i mnie to przerastało. Na szczęście mam to już za sobą, a przed igrzyskami na przetarcie czeka mnie jeszcze jeden start — 31 stycznia w Rogli, a potem już jedziemy do Livigno.
Później startowaliśmy w Carezzy i zabrałem tę samą deskę, na której super jeździło mi się w Cortinie. Tyle tylko, że nie dało się tego powtórzyć, bo warunki były ciężkie, było bardzo wyboiście i też dosyć stromy stok. Nie potrafiłem sobie z nim do końca poradzić, ledwo co ukończyłem ten pierwszy przejazd, szło mi tragicznie. Później po świętach jeździliśmy w moim ulubionym miejscu, czyli Scuol. Wydaje mi się, że trochę się “przemotywowałem”.
Nie, bo do tych zawodów w Rogli podejdę już z chłodną głową i co by się tam nie działo, z takim samym nastawieniem pojadę na igrzyska. Przed nimi czeka nas jeszcze trochę treningów, więc mam nadzieję na dobre warunki i twardy śnieg, taki, jakiego możemy spodziewać się na starcie. Chcę skupić na porządnych treningach i odpoczynku.
