Connect with us

NFL

Prawda wyszła na jaw

Published

on

Małgorzata Potocka to nazwisko, które w świecie teatru i tańca od lat budzi emocje i skojarzenia z artystyczną odwagą. Urodzona scenicznie, obdarzona wyrazistą osobowością, od początku swojej drogi konsekwentnie budowała własny język twórczy. Choć szerokiej publiczności znana jest przede wszystkim jako tancerka i choreografka, jej działalność dalece wykracza poza tradycyjne ramy tych profesji. To artystka totalna – reżyserka, producentka, dyrektorka, kreatorka wizji. Kobieta-instytucja.

Tworzyła autorskie spektakle, w których taniec splatał się z teatrem dramatycznym, muzyką, plastyką obrazu i wyrazistą narracją. Interesowało ją widowisko jako doświadczenie kompletne – takie, które angażuje zmysły, prowokuje emocje i zostaje z widzem na długo po opuszczeniu sali. Nie bała się eksperymentować z formą, balansować na granicy kiczu i sztuki wysokiej, igrać z konwencją. Jej przedstawienia miały tempo, temperament i charakter. Widzowie reagowali skrajnie: jedni byli zachwyceni rozmachem i estetyką, inni nie do końca odnajdywali się w jej świecie. Obojętność właściwie nie wchodziła w grę.

Szczególne miejsce w jej biografii zajmuje Teatr Sabat, z którym była związana jako twórczyni i dyrektorka. To tam w pełni realizowała swoją wizję teatru zmysłowego, kobiecego, barwnego. Estetyka Sabatu – pełna blasku, ruchu i wyrazistej energii – stała się znakiem rozpoznawczym Potockiej. Potrafiła stworzyć przestrzeń, w której artystki mogły błyszczeć, a kobiecość nie była dodatkiem, lecz siłą napędową spektaklu.

Nigdy nie była artystką zachowawczą. W świecie kultury, który często premiuje kompromis i bezpieczne rozwiązania, ona wybierała ryzyko. Miała własne zdanie i nie bała się go bronić – zarówno na scenie, jak i poza nią. Jako kobieta zarządzająca teatrem i budująca własną markę w środowisku zdominowanym przez silne osobowości, musiała wielokrotnie udowadniać swoją pozycję. Robiła to konsekwencją, pracowitością i scenicznym rozmachem.

Jej życie zawodowe było intensywne i dynamiczne – kolejne premiery, nowe projekty, nieustanne planowanie, próby do późnych godzin. Teatr nie był dla niej etatem, lecz przestrzenią oddychania. Był tlenem, rytmem dnia, naturalnym środowiskiem. Nawet gdy zmieniały się mody i gusta publiczności, ona pozostawała wierna swojej wizji – widowiska pełnego emocji, piękna i wyrazistego stylu.

Małgorzata Potocka należy do tych twórczyń, które nie wpisują się w schematy. Jej droga pokazuje, że sztuka może być jednocześnie rozrywką i manifestem, że taniec może opowiadać historie, a teatr – pulsować kobiecą siłą. Niezależnie od ocen, jedno jest pewne: jej obecność na polskiej scenie odcisnęła wyraźny ślad. 

Małgorzata Potocka, fot. KAPiF

Bezgranicznie oddana teatrowi
Małgorzata Potocka przez całe życie pozostawała wierna jednej zasadzie: sztuka musi być prawdziwa. Dlatego jej teatr był głęboko osobisty, chwilami bezkompromisowy, a bywało, że także prowokujący. Nie unikała tematów trudnych ani silnych emocji. Jej spektakle opowiadały o namiętności, kobiecości, relacjach międzyludzkich – i wielu widzów miało wrażenie, że na scenie pulsują także jej własne doświadczenia.

Potocka to kobieta silna, a zarazem niezwykle wrażliwa. W wywiadach podkreślała, że sztuka jest dla niej sposobem na przeżywanie i oswajanie emocji. Gdy w jej życiu działo się coś istotnego, scena natychmiast stawała się lustrem tych przeżyć. Należała do twórczyń, które żyją teatrem bez reszty – próby, rozmowy z aktorami, budowanie postaci, koncepcje scenograficzne i muzyczne wypełniały jej codzienność przez lata. Teatr nie był zawodem. Był sposobem istnienia.

To bezgraniczne oddanie sztuce miało również wpływ na jej życie prywatne. Potocka wielokrotnie przyznawała, że niełatwo jest pogodzić intensywną pasję z budowaniem stabilnych relacji. Emocjonalność, która dawała jej siłę twórczą, przenikała także do sfery osobistej. Miłość, przyjaźnie, rozstania – wszystko przeżywała intensywnie, bez półtonów. Bliscy wiedzieli, że teatr zawsze będzie dla niej ważny, czasem nawet ważniejszy niż codzienny spokój.

Trudno było jej wyobrazić sobie życie z dala od sceny. Gdy stawała przed wyborem między ciszą a twórczym niepokojem, między sielskim rytmem dnia a artystycznym fermentem – wybierała to drugie. Nawet jeśli serce podpowiadało coś zupełnie innego. Bo dla Małgorzaty Potockiej scena była nie tylko miejscem pracy. Była przestrzenią prawdy – tej artystycznej i tej najbardziej osobistej.

Dodaję pół szklanki do placków ziemniaczanych. Nie piją oleju i zawsze wychodzą chrupiące
Czytaj dalej

Mało znany fakt z życia Marty Nawrockiej wyszedł na jaw. Takie hobby miała w młodości
Czytaj dalej
Miłosne wspomnienia
Życie uczuciowe Małgorzaty Potockiej było barwne i intensywne – podobnie jak jej droga artystyczna. Artystka czterokrotnie wychodziła za mąż i otwarcie mówi o tym etapie swojej biografii, bez wstydu czy prób upiększania przeszłości. W rozmowie ze „Światem Gwiazd” podkreśliła, że każdy z tych związków był dla niej ważny i oparty na prawdziwym uczuciu. 

„Miałam paru mężów, wszystkich kochałam i do dzisiejszego dnia się z nimi przyjaźnię. Nauczyłam się, żeby się nie kłócić i nie sprzeczać. Lepiej odejść. W związkach nie miałam żadnych afer. W pewnym momencie siadałam i mówiłam: ‘Musimy się rozstać’” – wspominała.

W tych słowach widać jej charakterystyczną stanowczość, ale też klasę i szacunek wobec drugiego człowieka. Dla Potockiej miłość była wartością, której nie należało niszczyć kłótniami czy publicznymi konfliktami – jeśli coś przestawało działać, wybierała spokojne rozstanie zamiast walki. Fundamentem każdego związku była dla niej prawda i wierność. Nie akceptowała półśrodków ani emocjonalnych gier. 

„Uważam, że trzeba mężczyznę kochać, a mężczyzna musi kochać kobietę. Najważniejsza jest prawda. Nie ma nic gorszego niż sytuacja, w której mężczyzna kłamie (…) Przez skórę czuję, kiedy mężczyzna przestaje być wierny i coś się psuje. Wtedy ja uciekam” – mówiła bez ogródek. 

Ta intuicja i wrażliwość, które pomagały jej na scenie, działały również w życiu prywatnym. Gdy czuła, że relacja traci autentyczność, nie bała się podjąć decyzji o odejściu, nawet jeśli było to bolesne.

Jednocześnie w jej wypowiedziach pobrzmiewa nuta nostalgii i niespełnionego marzenia o jednej, wielkiej miłości na całe życie. 

„Zawsze było mi żal, że nie miałam jednego mężczyzny na całe życie. Mnie się to nie udało…” – przyznawała szczerze. 

Click to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Copyright © 2025 Myjoy247