NFL
Po śmierci Michała płakał cały Kraków. Zatłukli go dla zabawy kijem bejsbolowym

Wojciech K. i Paweł T. nudzili się w piątkowy wieczór. 15-latkowie kupili więc kilka piw i wybrali się na spacer po okolicy. Mieli ze sobą kij bejsbolowy, który miał im zapewnić “zabawę”. Chłopak, który jechał z naprzeciwka na rowerze, nie miał prawa wiedzieć, że uczniowie technikum właśnie wydali na niego wyrok. Najpierw zrzucili go z jednośladu, a później bili drewnianym kijem po głowie. “Zostałem skazany na dożywocie. A mordercy? Oni już chodzą na wolności. Nie ponieśli prawdziwej kary” — pisał ojciec skatowanego Michała w przejmującym liście, który ukazał się w mediach
Oskarżeni działali wspólnie i w porozumieniu z zamiarem zabójstwa, dokonywali podziału ról, szukali potencjalnej ofiary, myśleli o zatarciu śladów. Nie mieli zamiaru zabić, jednak liczyli się z tym, że uderzenie kijem baseballowym może spowodować śmierć — uzasadniał decyzję Sąd Rejony Wydziału Rodzinnego i dla Nieletnich dla Krakowa Podgórza.
15-letni Wojciech K. i Paweł T. mieli spędzić sześć lat w zakładach poprawczych. Był 1998 r., a kodeks karny nie przewidywał jeszcze wtedy innej kary dla osób w tym wieku — nawet jeżeli chodziło o najbrutalniejszą zbrodnię. A taką było morderstwo, którego dokonali w marcu 1997 r. przy ul. Do Wilgi w Krakowie.
Był piątek 14 marca, gdy Michał Łysek wracał na rowerze od kolegi, którego wcześniej odprowadził do domu. Wybitny, niezwykły, nieprzeciętny talent — to najczęściej powtarzające się określenia charakteryzujące 24-latka. Nic dziwnego — od najmłodszych lat przejawiał talent do matematyki i fizyki, był wielokrotnym laureatem olimpiad, dwukrotnym stypendystą MEN, kilka miesięcy spędził na stażu na Uniwersytecie Oksfordzkim.
Do tego miał romantyczną duszę, co miało odzwierciedlenie w pisanej przez niego poezji, tłumaczeniu zagranicznych tekstów piosenek i fotografii, która była kolejną z jego pasji. Michał miał rozpocząć jeden z najpiękniejszych okresów w życiu. Kończył studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, miał przedstawić rodzicom dziewczynę, którą poznał w Paryżu (pojechał tam na rowerze z Krakowa!) i wszystko wskazywało na to, że polska nauka będzie miała z niego wiele pożytku.
Wracający do domu Michał nie miał prawa przypuszczać, że wszystkie jego plany i marzenia zostaną bestialsko przekreślone w ciągu kilku chwil. W pewnym momencie 24-latek spadł z roweru w wyniku pierwszego uderzenia kijem bejsbolowym. W rękach trzymał go 15-letni Paweł T., a na czatach stał jego kolega Wojciech K. Obaj byli już pod wpływem alkoholu (wypili “na odwagę” po kilka piw) i realizowali wymyślony kilka godzin wcześniej plan. To były ułamki sekund — na głowę leżącego na ziemi Michała spadł drugi cios, potem kolejny i jeszcze jeden.
Twierdzili, że zabili, bo chcieli się wyszaleć — przyznawali potem funkcjonariusze, którzy przesłuchiwali 15-letnich napastników w policyjnej izbie dziecka. Gdy nastolatkowie dostali ankiety, w których mieli napisać o przyczynach agresywnego ataku, obaj oddali je puste.
Michał Łysek musiał być też nieprawdopodobnie silnym młodym mężczyzną. Nie stracił przytomności — udało mu się przejść kilkaset metrów i dotrzeć do bloku, w którym mieszkał z rodzicami. — Tato, napadli na mnie — powiedział do ojca Aleksandra, który otworzył mu drzwi. Był cały we krwi. Kilka chwil później 24-latek stracił przytomność. I już nigdy jej nie odzyskał. Po dwóch dniach pobytu w szpitalu Michał zmarł.
