NFL
Po prostu obrzydliwe”. Zdecydowana reakcja na zapowiedź Mentzena

Sławomir Mentzen nie wierzy, że parlamentarzyści mogliby przyjąć ustawę zakazującą aborcji po gwałcie. Przyznał jednak, że gdyby ta teoretycznie wyszła z Sejmu, “to by ją podpisał”. — To po prostu obrzydliwe, że kandydat na prezydenta, który powinien być urzędem wszystkich obywateli i obywatelek, w ogóle mówi takie rzeczy — przyznaje w rozmowie z “Faktem” Joanna Gzyra-Iskandar z Feminoteki. Wyjaśnia także, dlaczego oficjalne statystyki dotyczące ciąż z gwałtu nie oddają skali problemu.
Jestem głęboko przekonany, że nie wolno zabijać niewinnych dzieci, nawet jeżeli to dziecko wiąże się z jakąś nieprzyjemnością — mówił tydzień temu Sławomir Mentzen, zapytany o swój pogląd na aborcję po gwałcie. W wywiadzie dla Kanału Zero stwierdził, że “przypadków aborcji z gwałtu w Polsce jest jeden rocznie” a “prawdopodobieństwo, że ta straszna tragedia zdarzy się komukolwiek, jest minimalne”.
Wypowiedź kandydata Konfederacji wywołała wiele kontrowersji. Odniósł się do nich we wtorkowym programie Rymanowski Live. — Dziennikarze oraz politycy kłamią na ten temat. Nie nazwałem gwałtu “nieprzyjemnością”, nazwałem go “straszną tragedią” — podkreślił. Później usłyszał pytanie, czy jako prezydent podpisałby ustawę zakazującą aborcji po gwałcie.
Rozmawiamy o przypadku teoretycznym, ponieważ nie wierzę w to, żeby taka ustawa wyszła z Sejmu — zaznaczył Mentzen. Dopytywany, co zrobiłby, gdyby jednak tak się stało, w końcu odpowiedział. — Gdyby ona teoretycznie wyszła, to bym ją podpisał. Natomiast raz, że nie zmienia to w żaden sposób rzeczywistości, bo takich przypadków po prostu nie ma, a dwa — jestem przekonany, że taka ustawa z Sejmu i Senatu po prostu nie wyjdzie — mówił.
W rozmowie z “Faktem” do słów Mentzena odniosła się Joanna Gzyra-Iskandar z Feminoteki. — Aż trudno mi znaleźć słowa. To po prostu obrzydliwe, że kandydat na prezydenta, który powinien być urzędem wszystkich obywateli i obywatelek, w ogóle mówi takie rzeczy, że w ogóle takie pomysły przychodzą mu do głowy — oceniła.
Rzeczniczka i dyrektorka komunikacji fundacji dodała, że to, co mówi Mentzen, “to są po prostu bzdury”. Jednocześnie przyznała, że “jeżeli spojrzymy na statystyki Ministerstwa Zdrowia, to zobaczymy, że ciąż przerywanych w szpitalach z tej przesłanki, że ciąża jest wynikiem przestępstwa, w skali roku jest bardzo mało”. — W ciągu ostatnich 10 lat takich przypadków rocznie średnio jest od zera do trzech — wskazała.
Ale pamiętajmy, że w Polsce generalnie te aborcje, które dzieją się w szpitalach, to jest zdecydowanie mniejsza część. Zdecydowana większość aborcji robiona jest poza szpitalami, kobiety samodzielnie przerywają ciążę tabletkami
— podkreśliła Gzyra-Iskandar.
Z tego, co słyszałam od prawniczki, z którą współpracujemy, najczęściej jest tak, że ciąże będące wynikiem przestępstwa, które są przerywane w szpitalach, to są ciąże osób nieletnich — dodała rozmówczyni “Faktu”. Wyjaśniła, że “dorosłe kobiety, które zaszły w ciążę w wyniku gwałtu, przerywają tę ciążę samodzielnie, poza systemem — zamawiają tabletki do domu lub wyjeżdżają do zagranicznej kliniki”.
Gzyra-Iskandar wyjaśniła, że “dzieje się tak dlatego, że chociaż ciążę, która jest wynikiem przestępstwa, teoretycznie można przerwać w szpitalu, w praktyce trzeba spełnić cały szereg warunków, żeby w ogóle móc to zrobić”. — Przede wszystkim trzeba zgłosić fakt, że się doświadczyło gwałtu, a bardzo niewiele kobiet w ogóle to zgłasza — zaznaczyła.
Jak wskazała nasza rozmówczyni, zgłoszenia dotyczą ok. 8 proc. zdarzeń. — Kobiety nie chcą tego zgłaszać, bo się boją. Boją się, że służby im nie uwierzą. Nie chcą ścigania sprawcy, nie chcą postępowania karnego. Chcą po prostu mieć to za sobą i już nie mieć z tą sprawą nic wspólnego. A żeby uzyskać świadczenie medyczne, musiałyby wszcząć całą procedurę karną i często tego po prostu nie chcą — wyjaśniła.
