NFL
“Piął się w górę wytrwałością, a nie nagłym błyskiem” ➡️
Na pierwszy sprzęt łyżwiarski Damian Żurek namówił ojca jako małe dziecko. Z początku nic nie zapowiadało, że wyrośnie z niego zawodnik klasy światowej. — Piął się w górę wytrwałością, a nie nagłym błyskiem. Przechodził wszystkie stopnie — mówi nam Dariusz Żurek, ojciec polskiej nadziei na medal igrzysk.
Gdy w 2017 r. otwierano Arenę Lodową w Tomaszowie Mazowieckim, to był to duży przełom dla łyżwiarstwa, w tym mieście popularnego od dekad. W tamtych czasach nie tylko od lokalnych trenerów można było usłyszeć, że 18-letni wówczas Żurek to nazwisko, które naprawdę warto zapamiętać.
W pierwszych oficjalnych zawodach w nowym obiekcie — mistrzostwach Polski na dystansach — dwa razy skończył na szóstym miejscu z dużą stratą do zwycięzców. Triumfatorzy byli doświadczonymi seniorami, on zdolnym juniorem. Ci zwycięzcy to postaci obecnie z Żurkiem związane, bo na 500 m wygrał aktualny trener kadry sprinterów Artur Waś, a na 1000 m dyrektor sportowy związku Konrad Niedźwiedzki.
Przesadą byłoby napisać, że Żurek to “dziecko Areny Lodowej”, choć ten obiekt w rodzinnym mieście zdecydowanie pomógł mu w budowaniu kariery już na etapie seniorskim. Różnie można mówić o tomaszowskim torze, który nie jest idealny, ale dla miejscowych to duży komfort. Może paradoksalnie Żurkowi pomogło to, że wcześniej warunki były bardziej wymagające? Jako dziecko czy nastolatek przyzwyczaił się do treningów na otwartej przestrzeni czasem przy mocno minusowych temperaturach. Takie wyzwania mogą zahartować, zbudować charakter i pokazać, komu naprawdę zależy na sportowej pracy.
