Connect with us

NFL

Oto czym obecnie zajmuje się były król strzelców Ekstraklasy ➡️

Published

on

Wielu piłkarzy w Ekstraklasie i nie tylko mogłoby pozazdrościć takiego CV, ale po zakończeniu kariery trzykrotny reprezentant Polski nie mógł przebierać w ofertach. Co więcej, polskie kluby się na nim nie poznały. Kamil Wilczek na kilkanaście miesięcy zniknął, a teraz odnalazł się na Słowacji, w zupełnie zaskakującej roli. Oto czym obecnie zajmuje się były król strzelców Ekstraklasy.

Ponad półtora roku temu schodził ze sceny po cichu, bez blasku fleszy, ale przede wszystkim na swoich warunkach. A mogło być zupełnie inaczej, bo mówimy przecież m.in. o byłym trzykrotnym reprezentancie Polski, królu strzelców Ekstraklasy i zawodniku, który złotymi zgłoskami zapisał się choćby w historii duńskiego Broendby. Kamil Wilczek już, gdy zawieszał piłkarskie buty na kołku na koniec sezonu 2024/2025 miał pomysł na to, jak wyglądać będzie jego dalsza zawodowa droga.

Na kilkanaście miesięcy usunął się w cień i postanowił zdobywać cenne doświadczenie. Ukończył m.in. kurs dyrektora sportowego PZPN i w tej roli docelowo widzi siebie w przyszłości. Ale swe pierwsze zawodowe kroki będzie stawiał w zaskakującym miejscu. Bo nie w Polsce, a na Słowacji. 38-latek dołączył bowiem do sztabu FK Zeleziarne Podbrezova, gdzie pełni funkcję asystenta trenera i trenera napastników.

Robiłem akurat prezentację na temat klubu z Podbrezovej na kursie dyrektora sportowego. Kilka razy spotykałem się z działaczami i spodobało mi się, jak ten klub funkcjonuje. Przede wszystkim jak rozwijają i wprowadzają piłkarzy do drużyny. Docelowo chciałbym spełniać się w roli dyrektora sportowego, ale mając określoną ścieżkę rozwoju nauka tego, jak funkcjonuje cały sztab trenerski, jest dla mnie bardzo pomocna. Poza tym cieszy mnie możliwość pracy z zespołem. To okazja do tego, by podzielić się swoim doświadczeniem. Jeśli klub zrobi z tego użytek, to będzie mi bardzo miło. A przy okazji mam okazję być blisko dyrektora sportowego klubu, który potrafi sprzedawać zawodników. A to coś, co mnie bardzo interesuje. Mogę zobaczyć, jak funkcjonują klubowe struktury. To dla mnie ogromne doświadczenie — przyznaje Wilczek w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet.

Mnie zastanawia jednak dlaczego o byłego kadrowicza nie upomniały się polskie kluby, które stawiają na różnorakich fachowców w sztabach trenerskich. Wilczek w naszym kraju odbił się jednak od ściany.

Wyjazd z domu, w którym mam bardzo poukładane życie prywatne, nie był najłatwiejszą decyzją. Wstępnie rozglądałem się w okolicach, gdzie mógłbym popracować, ale nie było żadnego zainteresowania ze strony klubów. Poza Polonią Bytom, ale byłem wtedy akurat w trakcie kursu dyrektora sportowego i nie byłem w stanie poświęcić się temu w pełni. Musiałem odmówić. Wcześniej pojechałem też na staż do dyrektora sportowego Polonii. Wtedy klub był jeszcze w drugiej lidze, a nie ukrywam, że zrobili na mnie bardzo dobre wrażenie. Później trochę się temat rozmył, ale niewykluczone, że możliwość współpracy pojawi się w przyszłości. Droga nie została zamknięta. Podoba mi się to, jak to wszystko funkcjonuje w Bytomiu. Warto czerpać wiedzę od takich ludzi, którzy zbudowali coś od podstaw. Warunki na samym początku nie były w Polonii najlepsze — wspomina Wilczek.

Były kadrowicz za naszą południową granicą ma okazję pracować u boku 34-letniego trenera Stefana Markulika.

— Znaczną część czasu poświęcam na przygotowanie się do pracy w sztabie, który jest bardzo ciekawy. W klubie pracuje bardzo fajny trener, który moim zdaniem jest jednym ze zdolniejszych i to nie tylko na Słowacji, ale i w całym naszym regionie licząc jeszcze Czechy i Polskę — dodaje bez zastanowienia Wilczek.

Klub z Podbrezovej pozostaje w cieniu największych słowackich zespołów. Po rundzie jesiennej zajmuje szóste miejsce w tabeli. A w przeszłości z powodzeniem grał tam m.in. Jakub Kiwior.

— To klub, który musi sprzedawać piłkarzy. Nie ma możliwości, by Podbrezova mogła rywalizować z klubami bogatszymi od siebie — nie ukrywa Wilczek. — Dlatego sięgają po młodych zawodników, a przykładem jest choćby Jakub Kiwior, których następnie szkolą i sprzedają z zyskiem. Bez tego ciężko byłoby im odpowiednio prosperować. To mały klub, ale nie ukrywam, że jestem pod wrażeniem, ilu piłkarzy zostało stąd wypromowanych i ile udało się na nich zarobić. To nie jest takie proste, by z takiego miejsca sprzedawać zawodników za kwoty rzędu 1-1 200 tys. euro. To robi wrażenie. Cieszę się, że mogę być w tym środowisku i z bliska podpatrywać, jak to wszystko wygląda — dodaje.

Click to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Copyright © 2025 Myjoy247