NFL
Od ataku na Iran minęło kilka dni, a Amerykanie domagają się jednego. Chodzi o syna Trumpa Czytaj więcej:
Wraz z kolejnymi doniesieniami o napiętej sytuacji między Stanami Zjednoczonymi a Iranem coraz częściej zaczęto mówić o możliwych konsekwencjach militarnych. W przestrzeni publicznej pojawiły się pytania o skalę ewentualnego konfliktu i o to, czy USA mogą zostać wciągnięte w długotrwałe działania zbrojne. Atmosfera niepewności szybko przeniosła się do mediów społecznościowych i programów publicystycznych.
Dodatkowym impulsem stało się nagranie z przemówieniem prezydenta USA, w którym odniósł się do ofiar amerykańskich operacji wojskowych.
– Jako jeden naród opłakujemy prawdziwych amerykańskich patriotów, którzy ponieśli najwyższą ofiarę dla naszego kraju, nawet jeśli wciąż kontynuujemy słuszną misję, za którą oddali życie. (…) I niestety, zanim to się skończy, prawdopodobnie będzie ich więcej. Tak to wygląda – mówiła głowa Stanów Zjednoczonych.
Słowa te wielu odebrało jako zapowiedź, że liczba poległych może wzrosnąć, jeśli konflikt będzie się rozwijał. W efekcie dyskusja nie ograniczyła się wyłącznie do strategii czy geopolityki. Zaczęła dotyczyć również kwestii poboru do wojska i tego, kto w razie jego przywrócenia powinien zostać nim objęty.
Donald Trump, fot. Mark Schiefelbein/Associated Press/East News
#SendBarron: Czy Barron Trump powinien trafić do wojska?
W krótkim czasie na platformie X pojawiła się fala wpisów z hasłem #SendBarron. Ich autorzy wprost sugerowali, że jeśli młodzi Amerykanie mieliby zostać wysłani na front, zasady powinny obowiązywać wszystkich – niezależnie od nazwiska czy pozycji społecznej.
W sieci zaczęto publikować komentarze o bardzo ostrym tonie. „Prezydent odpoczywa w swoim klubie golfowym, rozpoczynając III wojnę światową. #SendBarron”, „Skoro książę William i książę Harry mogli służyć w brytyjskim wojsku, to książę Barron może służyć w armii USA”, „Trump nie przejmuje się dziećmi z klasy pracującej i ubogich, którzy stracą życie w jego wojnie z Iranem #SendBarron”, „Książę Harry służył w Afganistanie, więc powiedzcie Barronowi, żeby szykował mundur” – pisali użytkownicy platformy X.
Wpisy często zawierały porównania do brytyjskiej monarchii i jej tradycji wojskowych. Internauci wskazywali, że męscy członkowie rodziny królewskiej w Wielkiej Brytanii odbywali służbę, dlatego – ich zdaniem – podobne standardy powinny obowiązywać także w Stanach Zjednoczonych. W ten sposób nazwisko 19-letniego Barrona Trumpa stało się jednym z najczęściej przywoływanych w kontekście ewentualnego poboru.
W tle tych komentarzy pojawia się również wątek praktyczny. Według medialnych informacji Barron Trump mierzy 206 centymetrów wzrostu i jest jednym z najwyższych członków rodziny. Tymczasem w niektórych formacjach armii USA obowiązują limity wzrostu, związane m.in. z bezpieczeństwem i dopasowaniem do sprzętu – takiego jak czołgi czy samoloty. W praktyce oznacza to, że nadmierny wzrost może stanowić przeszkodę w pełnieniu określonych funkcji wojskowych.
Macron nie mógł dłużej czekać i wydał pilny rozkaz. Nagle ostrzegł Trumpa
Czytaj dalej
Wiadomo, czy Trump ma problemy zdrowotne. Pojawiło się wyjaśnienie
Czytaj dalej
Donald Trump i uniknięcie poboru do armii USA w czasach wojny w Wietnamie
W całej dyskusji regularnie wraca również przeszłość samego prezydenta. Donald Trump stał się kandydatem do poboru w połowie lat 60., gdy Stany Zjednoczone znacząco zwiększały liczbę żołnierzy wysyłanych do Wietnamu. Był to okres, w którym wielu młodych mężczyzn – szczególnie z zamożnych rodzin – korzystało z możliwości odroczenia służby.
Trump otrzymał cztery odroczenia z powodu studiów. Ostatecznie jednak nie trafił do wojska z powodu zwolnienia medycznego. Powodem miała być diagnoza ostróg kostnych w piętach. Dokument wystawił podiatra dr Larry Braunstein. Po latach rodzina lekarza twierdziła, że była to forma przysługi dla Freda Trumpa, od którego lekarz wynajmował gabinet.
– To była rodzinna legenda – opowiadały później „New York Timesowi” córki lekarza.
Ten wątek dodatkowo podgrzewa emocje w internecie. Część komentujących uważa, że skoro w przeszłości sam prezydent uniknął służby, dziś – w obliczu potencjalnego konfliktu – pytania o równość wobec obowiązków państwowych są uzasadnione. Dyskusja wokół nazwiska Barrona Trumpa pokazuje, jak szybko w czasie napięć międzynarodowych debata publiczna może przenieść się z poziomu geopolityki na bardzo osobisty grunt.
