NFL
O 15 lat młodsza od niego była striptizerka była jego drugą żoną, ale miała być miłością jego życia ➡
Dokładnie 34 lata temu, 11 stycznia 1992 r. Polskę obiegła dramatyczna informacja. Jeden z najwybitniejszych żużlowców w historii kraju, Edward Jancarz wykrwawił się na śmierć we własnej łazience. Wrócił do domu kompletnie pijany i wszczął awanturę, która przyniosła tragiczny skutek. Dwa ciosy nożem zadała mu druga żona, była striptizerka. O 15 lat młodsza od niego Katarzyna, miała być miłością jego życia.
Edward Jancarz urodził się 20 sierpnia 1946 r. w Gorzowie. Gdy miał sześć lat, ojciec zabrał go na żużlowe zawody towarzyskie i to wystarczyło, aby mały chłopiec zamarzył o karierze zawodnika. Zaczynał od roweru, a po skończeniu podstawówki rodzice kupili mu na raty motocykl marki WFM. Jeździł na nim bardzo dużo, w tym czasie wyuczył się fachu w szkole zawodowej — został ślusarzem i podjął pracę w fabryce ciągników.
Gdy trafił do żużlowej szkółki miał już 19 lat, ale błyskawicznie wpadł w oko trenerów Kazimierza Wiśniewskiego i Edmunda Migosia. Po ledwie kilku tygodniach zdał licencyjny egzamin, a dwa lata później odniósł swój pierwszy duży sukces — zdobył Srebrny Kask.
W nagrodę w sezonie 1968 r. dostał powołanie do żużlowej reprezentacji Polski i wystartował w eliminacjach indywidualnych mistrzostw świata. W ostatniej chwili zastąpił, będącego w słabszej formie gdańszczanina, Zbigniewa Podleckiego. Nikt nie spodziewał się po nim cudów, a tymczasem 22-letni Jancarz dotarł do finału w Goeteborgu, a tam zadziwił cały świat.
“Talent, jakiego jeszcze nie było”, “Polska sensacja na Ullevi” — zachwycały się światowe media, bo debiutant z Polski przegrał tylko z Ivanem Maugerem i Barrym Briggsem. Po wygranej w biegu dodatkowym z Rosjaninem Giennadijem Kurilenko, sięgnął po brązowy medal. Gdy stanął na podium brawa dla niego trwały dłużej, niż dla obu Nowozelandczyków!
Szwedzki sukces, tylko rozbudził apetyt Jancarza. W sezonie 1969 poprowadził reprezentację do drużynowego mistrzostwa świata, a kolejne lata były również pełne laurów. Do dwóch pierwszych medali, dołożył jeszcze dziesięć w mistrzostwach świata (cztery w parach i sześć w drużynie). Na krajowym podwórku był zaś po dwa razy mistrzem Polski indywidualnie i w parach, a trzykrotnie wygrywał prestiżowe rozgrywki o Złoty Kask.
Niesamowicie pracowity, skromny, koleżeński. Ceniono go za jazdę fair-play, zachwycano się jego techniką.
W Polsce przez całą karierę związany ze Stalą Gorzów (wystąpił w 235 meczach ligowych, w których zebrał 2278,5 pkt), z którą zdobył 16 medali DMP, w tym siedem złotych. Zabłysnął też w Anglii, gdzie zadebiutował w 1977 r. i przez sześć sezonów z powodzeniem reprezentował barwy Wimbledon Dons, nieistniejącego już klubu z Londynu. Tam zyskał przydomek “Eddy”, wielu mówiło również na niego “Jings”.
Wielu fachowców jest przekonanych, że gdyby nie kontuzje mógł zostać najwybitniejszym polskim żużlowcem w historii. Te jednak prześladowały go od samego początku w kariery. Już w 1971 r. po zderzeniu na treningu z Ryszardem Dziatkowiakiem doznał urazu kolana, który doskwierał mu do końca życia. Potem mocno pokiereszował też obojczyk, a najbardziej fatalny w skutkach okazał się wypadek z 9 sierpnia 1984 r.
Polacy przygotowujący się do startu w drużynowych mistrzostwach świata rozgrywali wtedy mecz towarzyski z Włochami. W jednym z biegów doszło do koszmarnego karambolu. Motocykl Valentino Furlanetto uderzył w wyprzedzającego go Jancarza. Polak wyleciał w powietrze, by następnie z impetem upaść na tor pod bandą, do której przyparły go jeszcze złączone ze sobą żużlowe maszyny. W wyniku wypadku doznał wstrząśnienia mózgu, pęknięcia podstawy czaszki i złamania łopatki.
Potrzebował wielu miesięcy rehabilitacji, by wrócić na tor. Udało mu się, ale skutki kraksy były cały czas odczuwalne. Do końca życia m.in. zmagał się z padaczką. W 1985 r. zaliczył dla Stali świetny sezon ze średnią 1,984 pkt/bieg, ale zdrowie doskwierało mu coraz mocniej. — Męczył się. Jeździł już na siłę — opowiadał po latach jego kolega z toru, Jerzy Rembas.
Rozegrany 13 lipca 1986 r. pożegnalny turniej ściągnął na gorzowski stadion kilkanaście tysięcy widzów. Jancarz wystartował tylko w jednym biegu, po czym przekazał plastron “namaszczonemu” przez siebie następcy — Piotrowi Świstowi.
Zaczął wracać do domu z butelką
Próbował zostać przy żużlu jako trener, ale nie potrafił się odnaleźć w nowej sytuacji. Nie udało mu się osiągnąć sukcesów ani w Gorzowie, ani w Krośnie, a przeszkadzał mu w tym głównie alkoholowy problem.
Zaczął pić już w trakcie kariery zawodniczej, gdy startował w Anglii. Po powrocie do Polski w 1982 r., było jeszcze gorzej. — Pił już wtedy bardzo dużo. Zaczął wracać do domu z butelką — wspominała w rozmowie z “Gazetą Wyborczą” pierwsza żona Jancarza, Halina.
