NFL
Niebywałe sceny na pogrzebie ojca Olafa Lubaszenki [*]
Warszawa żegna dziś człowieka, który dla polskiego kina i teatru był postacią osobną, pełną klasy i pewnego rodzaju szorstkiego uroku. Edward Linde-Lubaszenko wyrusza w swoją ostatnią drogę, a plan tej uroczystości pokazuje, jak bardzo środowisko artystyczne ceniło jego obecność na scenie.
Wszystko zaczyna się w samym centrum kulturalnej Warszawy. Msza żałobna odbywa się w kościele środowisk twórczych przy placu Teatralnym. Trudno o bardziej wymowne miejsce. Za oknami świątyni rozpościera się widok na Teatr Wielki, a cała okolica od pokoleń przesiąknięta jest zapachem teatralnych kulis i historią wielkich premier. To właśnie tutaj, w sercu stolicy, koledzy po fachu, rodzina i widzowie mówią mu dzisiaj „do widzenia”. Wybór tej lokalizacji to nie przypadek – to symboliczne domknięcie artystycznej drogi aktora, który przez dekady współtworzył polską kulturę. Po nabożeństwie uroczystości przenoszą się na Powązki Wojskowe. To nekropolia, która dla Polaków ma znaczenie szczególne, ale Edward Linde-Lubaszenko nie trafia tam w przypadkowe miejsce. Spocznie w Alei Zasłużonych. To tam leżą najwybitniejsi twórcy, pisarze i artyści, którzy realnie zmieniali oblicze naszej sztuki. Taki pochówek to najwyższy wyraz uznania. Państwo i środowisko artystyczne jasno dają do zrozumienia: żegnamy kogoś, kto w polskim filmie zostawił trwały ślad.
Dzisiejsza ceremonia to coś więcej niż tylko smutny obowiązek. To ostatni akt wielkiej biografii. Warszawa staje się dziś przestrzenią wspólnej pamięci o aktorze, który potrafił połączyć warsztatową precyzję z niezwykłą charyzmą. Dla wielu z nas pozostanie on twarzą ról, które mimo upływu lat się nie starzeją.
Pogrzeb Edwarda Linde-Lubaszenki, fot. KAPiF
Kim był Edward Linde-Lubaszenko?
Dzisiaj żegnamy człowieka, który o aktorstwie wiedział wszystko, choć nigdy nie pchał się na pierwszy plan. Edward Linde-Lubaszenko, bo o nim mowa, odchodzi właśnie do historii, zostawiając po sobie lukę, której nie da się wypełnić przypadkowym castingiem.
Dla wielu był po prostu ojcem Olafa, ale sprowadzanie go tylko do tej roli byłoby sporym błędem. To był gość starej daty, dla którego teatr stanowił świętość, a nie przystanek w drodze po lajki. Większość życia spędził we Wrocławiu, a tamtejszy Teatr Polski był jego drugim domem. To tam przez dekady budował pozycję aktora, który nie potrzebuje krzyczeć, żeby go słuchano. Miał w sobie ten rodzaj spokoju i charyzmy, który sprawiał, że gdy wchodził na scenę, reszta stawała się tylko tłem. W kinie i telewizji często grał na drugim planie, ale to właśnie on nadawał tym produkcjom ciężaru. Potrafił zagrać milczeniem więcej niż inni dziesięcioma stronami dialogu. Nigdy nie gonił za tanim poklaskiem i nie interesowały go ścianki. Wybierał rzemiosło, nie celebryctwo.
Dziś, gdy rodzina i przyjaciele gromadzą się na jego ostatniej drodze, warto pamiętać, że tracimy kogoś, kto był łącznikiem między dawnymi, mistrzowskimi czasami a współczesnością. Linde-Lubaszenko zostaje w naszej pamięci jako symbol klasy i zawodowej rzetelności. To nie jest tylko pożegnanie znanego nazwiska – to koniec pewnej epoki w polskiej kulturze. Pozostaje nam tylko wrócić do jego starych ról i zobaczyć, jak robią to najlepsi.
Wiadomo skąd pochodzi mięso z Dino. To Polacy kupują na mięsnym w markecie
Czytaj dalej
Auchan apeluje o pilny zwrot tego produktu. Wywołuje gwałtowne reakcje organizmu
Czytaj dalej
Olaf Lubaszenko nie krył emocji na pogrzebie ojca
Na ceremonii pogrzebowej Edwarda Linde-Lubaszenki pojawiło się wiele znanych postaci ze świata kultury i mediów. W pierwszych rzędach zasiedli najbliżsi, w tym syn aktora, Olaf Lubaszenko. Hołd zmarłemu oddali również m.in. Stefan Friedmann, Maja Komorowska, Tomasz Iwan oraz Robert Janowski.
Szczególnie poruszające sceny rozegrały się właśnie z udziałem Olafa Lubaszenki. Syn aktora nie krył ogromnych emocji – był wyraźnie załamany, w pewnym momencie chował twarz w dłoniach i płakał. Widać było, jak wielką stratą jest dla niego odejście ojca. Informator „Super Expressu” podaje, że Robert Janowski podszedł do Olafa, aby okazać mu wsparcie w tych trudnych chwilach. Miał go obejmować i pocieszać, nie wypuszczając z ramion. Ten gest solidarności i przyjaźni był jednym z najbardziej przejmujących momentów uroczystości.
Obecność gwiazd i wzajemne wsparcie pokazały, jak silne więzi łączyły Edwarda Linde-Lubaszenkę z ludźmi kultury i mediów. Państwowy charakter pogrzebu podkreślił rangę jego dorobku, ale to właśnie ludzkie emocje – łzy, uściski i ciche słowa otuchy – nadały tej ceremonii najbardziej poruszający wymiar.
