NFL
Niebywałe 😱
Tomasz Kammel to postać, którą trudno pomylić z kimkolwiek innym w polskim świecie mediów. Od lat obecny na ekranach telewizorów, prezenter budzi zarówno sympatię, jak i szacunek, głównie dzięki spokojnemu stylowi bycia i profesjonalizmowi, który zawsze emanuje z jego wystąpień. Po ukończeniu studiów na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie zdobywał wykształcenie w kierunku filologii polskiej i medioznawstwa, Kammel rozpoczął swoją karierę w telewizji publicznej. Jego pierwsze doświadczenia za kamerą pokazały, że nie tylko ma zdolności prezenterskie, ale także umiejętność nawiązywania kontaktu z widzem, który szybko stawał się jego atutem w późniejszych projektach.
Przez lata Tomasz Kammel zdobywał doświadczenie w prowadzeniu programów zarówno rozrywkowych, jak i informacyjnych. Wyróżnia się spokojnym tonem głosu, opanowaniem w trudnych sytuacjach na antenie oraz umiejętnością wprowadzania do programu odrobiny humoru, który nigdy nie staje się wymuszony. Dzięki temu jego obecność na ekranie jest kojarzona z rzetelnością, ale też z przyjaznym, niemal sąsiedzkim wizerunkiem.
Dodatkowo, Tomasz Kammel jest aktywny w mediach społecznościowych, gdzie kontaktuje się z widzami, dzieli opiniami i refleksjami, czasem także osobistymi doświadczeniami. Jego profile nie są miejscem kontrowersji czy kłótni, ale przestrzenią do wymiany myśli i obserwacji. W efekcie Kammel łączy w sobie profesjonalizm telewizyjnego prezentera z autentycznością, która sprawia, że ludzie chętnie słuchają jego opinii i śledzą jego działania zarówno na ekranie, jak i poza nim.
Tomasz Kammel, fot. KAPiF
Graffiti w przestrzeni publicznej
Graffiti może być formą ekspresji, komunikatem artystycznym i sposobem na przyciągnięcie uwagi przechodniów. Niestety, w praktyce bardzo często mamy do czynienia z czymś zupełnie innym: z bezmyślnym bohomazem, nierzadko wulgarnym lub wręcz nienawistnym. Warszawskie kamienice, zwłaszcza te zabytkowe, stają się ofiarami niekontrolowanego działania osób, które w niszczą przestrzeń miejską. W efekcie graffiti coraz częściej kojarzy się nie z artystyczną wartością, lecz z problemem, którego nie da się zignorować.
Problem nie ogranicza się do estetyki. Niezależnie od intencji twórców, malowanie po ścianach budynków zabytkowych to działanie nielegalne i podlegające karze. W przestrzeni publicznej codziennie pojawiają się nowe napisy, znaki i symbole, które dla większości mieszkańców są tylko źródłem chaosu i poczucia braku kontroli nad otoczeniem. Wizerunek miasta, który chcemy prezentować odwiedzającym i mieszkańcom, staje się przez to fragmentaryczny i często sprzeczny z oczekiwaniami.
Jednak problem graffiti jest znacznie szerszy. Z jednej strony mamy artystów tworzących imponujące murale i legalne instalacje, które wzbogacają przestrzeń miejską, a z drugiej – anonimowych sprawców, którzy zostawiają swoje ślady bez zgody właścicieli budynków. To rozdwojenie w percepcji sprawia, że dyskusja o graffiti staje się coraz bardziej złożona. Wśród mieszkańców wyraźnie rośnie frustracja: sztuka, która powinna inspirować, często zostaje zdominowana przez przypadkowe, agresywne lub banalne napisy. W rezultacie, mimo że legalne murale i street art mają swoich fanów, przestrzeń publiczna w wielu miejscach jest zdominowana przez chaos i niekontrolowaną ekspresję.
Płacisz za te badania prywatnie? To błąd! W 2026 roku NFZ bierze rachunek na siebie
Czytaj dalej
Tragiczne kulisy wypadku Polki na olimpiadzie. Ledwo można patrzeć na to video
Czytaj dalej
Tomasz Kammel zaatakowany na ulicy
Tomasz Kammel stanął twarzą w twarz z osobą odpowiedzialną za jedno z takich malowideł. Spotkanie miało miejsce w samym centrum stolicy, w okolicach ruchliwych ulic, gdzie codziennie przewija się tłum przechodniów. Prezenter najpierw próbował interweniować spokojnie, próbując przekonać autora graffiti do refleksji nad konsekwencjami swoich działań. Jednak sytuacja szybko eskalowała, gdy sprawca zaczął odpowiadać agresywnie, używając wulgarnych słów i wyzwisk pod adresem dziennikarza. Następnie został zaatakowany sprejem!
Rozwiń
Kammel nie pozostawał bierny i bronił swojego stanowiska, wyraźnie pokazując, że dewastacja przestrzeni publicznej nie jest czymś, co można ignorować:
Czemu nie pójdziesz zarabiać tych tysięcy u tych, którzy chcą to mieć, tylko musisz mi brudzić Plac Zbawiciela?
Kammel opublikował wideo z zajścia na swoich profilach w mediach społecznościowych. Film opatrzony został celnym opisem:
Najpierw dowiedziałem się, że jestem pałą i debilem. Chwilę później dostałem sprejem w kurtkę.
Nagrywałem, jak młody chłopak maluje ścianę w centrum Warszawy.
Mówił, że to sztuka, jego zajawka, i że nic nie rozumiem. Może i nie rozumiem. Ale jedno wiem. Ja naprawdę lubię street art. Lubię murale. Lubię przemyślane projekty, kiedy artysta ma czas, koncept i przestrzeń, żeby coś dopracować. To potrafi być piękne.
Ale szybkie bazgroły na czyjejś elewacji to nie jest sztuka.
Jeśli twoja wolność zaczyna się na czyjejś ścianie, to nie jest wolność. To jest wandalizm.
Bunt może coś budować. Wandalizm zawsze coś zużywa.
Warszawa moim zdaniem powinna robić dwie rzeczy jednocześnie: Ciągle tworzyć legalne strefy dla twórców i skutecznie karać za niszczenie cudzej własności.
Film wrzucam w całości.
Powiedzcie, to jeszcze bunt, czy już zwykłe niszczenie?
Kammel swoim spokojnym, ale stanowczym zachowaniem przypomina o granicach tolerancji wobec chaosu i niszczenia przestrzeni miejskiej.
ad3w
