NFL
Nie wytrzymała
Dorota Szelągowska to nazwisko, które w polskich domach kojarzy się niemal automatycznie z metamorfozami wnętrz i projektowaniem mieszkań, które wcześniej wydawały się nie do uratowania. Jej obecność na ekranie telewizji nie jest jedynie związana z estetyką – to także pewnego rodzaju gwarancja, że chaos i brak stylu mogą zamienić się w przestrzeń funkcjonalną i przyjemną dla oka. Dorota prowadziła i prowadzi programy, które przyciągają rzesze widzów – od „Polowania na mieszkanie”, przez „Domowe rewolucje”, aż po „Totalne remonty Szelągowskiej”. Każdy z tych projektów pokazywał, że nawet najba
Dorota Szelągowska, fot. KAPiF
rdziej zaniedbane mieszkania mogą zmienić się w coś, co wygląda jak z katalogu. Jednak to nie sama telewizja uczyniła ją ikoną. To jej osobowość, poczucie humoru, pewna nonszalancja i autentyczność, które sprawiają, że widzowie czują się, jakby siedzieli z nią przy kawie, omawiając projekt salonu, a nie oglądali kolejną sztywną gwiazdę telewizji.
Nie można też zapomnieć o tym, że Dorota potrafi łączyć różne dziedziny kreatywności. Oprócz aranżacji wnętrz interesuje się modą, sztuką użytkową i designem w szerszym rozumieniu. W programach często pokazuje rozwiązania, które wydają się banalne, ale w rzeczywistości są genialne w swojej prostocie. Jej podejście do projektowania jest praktyczne, a jednocześnie bardzo osobiste – często wprowadza elementy, które mają znaczenie sentymentalne dla mieszkańców, co sprawia, że przestrzeń nie jest tylko ładna, ale też żywa.
Ostatnie lata przyniosły jej kolejne wyzwania. Dorota wróciła z nowym programem „Pogromcy chaosu”, w którym wraz z Agnieszką Witkowską wkracza do domów pełnych przedmiotów i bałaganu, by wprowadzić porządek. Tu znów widać jej charakterystyczny styl – nie chodzi wyłącznie o sprzątanie, ale o transformację przestrzeni, która zmienia także życie ludzi w niej mieszkających. Widzowie doceniają ją nie tylko za profesjonalizm, ale także za autentyczność – Dorota nie udaje, że wszystko jest idealne, pokazuje, że trudności są naturalne, a ich pokonanie daje satysfakcję.
Jednak za tym wszystkim kryje się życie prywatne, które pozostawało od lat w cieniu medialnego wizerunku. Choć Dorota jest postrzegana jako ekspertka od aranżacji i ikona stylu, to dopiero teraz zdecydowała się poruszyć temat, który od lat pozostawał dla niej trudny i intymny – śmierć jej pierwszego męża.
Końcówka ubiegłego roku przyniosła smutną wiadomość, która wstrząsnęła osobami śledzącymi zarówno polską scenę muzyczną, jak i życie prywatne Doroty Szelągowskiej. Paweł Hartlieb, pierwszy mąż Doroty, odszedł w wieku 51 lat. Dla świata był przede wszystkim artystą – wokalistą i członkiem Kwartetu Szafa Gra, zespołu znanego w kręgach muzyki jazzowej i rozrywkowej, którego twórczość doceniały osoby z różnych pokoleń. Jego talent wokalny i osobowość pozostawiły wyraźny ślad w polskiej kulturze, choć nie był gwiazdą mainstreamu w sensie celebryckim. Jednak dla Doroty był kimś znacznie więcej – to on był częścią jej życia prywatnego, ojcem jej syna Antoniego, partnerem w codzienności i osobą, która miała znaczenie daleko poza medialnymi nagłówkami.
Ich małżeństwo formalnie trwało tylko dwa lata, ale jak często bywa w takich przypadkach, czas spędzony razem miał ogromny wpływ na życie Doroty. To właśnie w tym związku przyszło na świat ich dziecko, a wspomnienia tych chwil, mimo że przesiąknięte osobistymi trudnościami, pozostały w jej pamięci jako coś cennego i trwałego.
Jednak odejście Pawła przyniosło nową potrzebę – potrzebę oddania mu głosu i przywrócenia pamięci o jego osobie. Dorota zaznaczyła, że nie chodziło jej tylko o wspomnienie związku, który się zakończył, ale o pokazanie, że Paweł był kimś więcej niż tylko byłym mężem.
Funkcjonariusz SOP pozbawił życia 4-letnią córeczkę. Sąsiad przerwał milczenie
Czytaj dalej
Świetna okazja w Sinsay. Kosztuje grosze, a jest bardzo pomocny
Czytaj dalej
Dorota Szelągowska przełamuje milczenie o pierwszym mężu
Przez wiele lat Dorota Szelągowska konsekwentnie unikała poruszania tematów prywatnych w mediach, a szczególnie tych związanych z pierwszym małżeństwem. W wywiadach, które udzielała wcześniej, jej życie osobiste pojawiało się jedynie w delikatnych, neutralnych wzmiankach, a wszelkie emocje starannie maskowała poczuciem humoru i energią telewizyjnej prezenterki. To nie była zwykła strategia wizerunkowa – to była realna potrzeba ochrony siebie i syna Antoniego przed nadmierną ekspozycją.
W wywiadzie dla miesięcznika „Wysokie Obcasy Extra” po raz pierwszy otwarcie mówiła o Pawle Hartliebie i o tym, jak jego śmierć wpłynęła na nią i na jej życie:
Dlaczego nie lubię ludzi? Przykład pierwszy z brzegu – trzeciego grudnia zmarł pewien człowiek. 24 lata temu, przez dwa lata, był moim mężem. Dał mi najwspanialszego Syna, jakiego mogłabym sobie wyobrazić, a także mnóstwo radości i miłości. Jak dobrze, że rozstaliśmy się jeszcze w czasach, gdy internet był na korbkę. Dlatego nic o tym nie wiecie.
Co nie zmienia faktu, że przez kolejne lata swojego życia Ten Człowiek pełnił jeszcze mnóstwo funkcji prywatnych i zawodowych. Był synem, bratem, wujkiem, przyjacielem, partnerem, aktorem, wokalistą. Niemniej jednak na portalach, które poinformowały o jego śmierci, jest po prostu moim byłym, 51-letnim mężem.
Przełamanie milczenia stało się symbolicznym gestem: gestem oddania pamięci, gestem wyrażenia emocji, których nie dało się zamknąć w słowach wcześniej.
