Connect with us

NFL

Nie wytrzymała

Published

on

Kiedy Doda bierze się za jakiś temat, zazwyczaj robi to z przytupem, ale jej ostatnia seria wizyt w polskich schroniskach to coś więcej niż tylko celebrycki rajd z kamerą. Artystka pokazała miejsca, o których większość z nas wolałaby nie wiedzieć. W wielu placówkach zastała przerażające sceny: psy stłoczone w koszmarnych warunkach, brud i ewidentne zaniedbania, które trudno objąć rozumem. Doda nie poprzestała na wrzuceniu smutnej relacji na Instagram. Jej interwencje ruszyły lawinę, której nie dało się już zatrzymać. Dzięki jej uporowi w konkretnych miejscach wyciągnięto poważne konsekwencje, a urzędnicy i zarządcy schronisk musieli gęsto się tłumaczyć. To, co zaczęło się od kilku nagrań w sieci, szybko stało się jednym z głównych tematów w serwisach informacyjnych. Okazało się, że głos jednej piosenkarki ma większą siłę przebicia niż lata próśb organizacji prozwierzęcych.

Jestem zwierzolubem, kocham zwierzęta od dziecka. Mój tata nauczył mnie ogromnej miłości i empatii do istot słabszych od nas. Często odwiedzałam schroniska. (…) To, w czym ty siedzisz, omijało mnie szerokim łukiem i nie mam pojęcia, dlaczego ta wiedza nigdy do mnie nie dotarła. Dotarła do mnie dopiero teraz przy okazji mrozów, tej zimy – mówiła Doda na antenie Polsatu

Sprawa zaszła tak daleko, że temat złego traktowania zwierząt dotarł nawet do budynku Sejmu. Politycy, którzy zazwyczaj zajmują się zupełnie innymi sprawami, zostali zmuszeni do pochylenia się nad losem psów, które w teorii powinny być bezpieczne pod opieką państwowych lub gminnych instytucji. Doda udowodniła, że potrafi wykorzystać swoje zasięgi w sposób, który realnie zmienia prawo i życie skrzywdzonych czworonogów. Można gwiazdy nie lubić, ale w tym przypadku trudno odmówić jej skuteczności. Zamiast pustych haseł, dostaliśmy realne działania, które obnażyły patologię systemu. Dzięki niej tysiące ludzi dowiedziało się, że to, co nazywamy „schroniskiem”, czasem bardziej przypomina miejsce kaźni. Teraz najważniejsze jest to, żeby ta energia nie wygasła, a nagłośnione przez nią interwencje zakończyły się trwałymi zmianami w przepisach, a nie tylko chwilową modą na pomaganie.

Doda nie wytrzymuje psychicznie
Doda od lat przyzwyczaja nas do tego, że idzie przez życie jak taran, ale nawet najtwardsza zawodniczka w polskim show-biznesie ma swoje granice. Ostatnio wokalistka wrzuciła na luz, choć powód nie jest radosny. Artystka otwarcie przyznała, że po tygodniach walki ze zjawiskiem tzw. patoschronisk, jej organizm po prostu wystawił jej rachunek. Intensywna batalia o godne warunki dla zwierząt sprawiła, że psychika i ciało piosenkarki odmówiły posłuszeństwa.

Dziś spałam trzy godziny. To jest już tydzień, odkąd prawie w ogóle nie śpię. Obrazy i informacje, które do mnie dotarły w ostatnich dniach, bardzo mnie psychicznie poturbowały. Najnormalniej w świecie nie daję sobie już z tym rady— powiedziała.

To rzadki moment, kiedy celebrytka tej rangi mówi wprost: jestem na skraju wytrzymałości. Doda ogłosiła, że potrzebuje obowiązkowej przerwy, co w jej przypadku nie jest fanaberią, a koniecznością. Walka z wiatrakami i patologiami w miejscach, które z założenia powinny być azylem dla skrzywdzonych psów, kosztowała ją zbyt wiele energii. Zamiast kolejnych koncertów czy ścianek, dostaliśmy szczere wyznanie o wypaleniu i ogromnym zmęczeniu.

Od trzech tygodni nie istnieje moja praca, nie istnieje moje życie prywatne. Moi bliscy zapytali mnie, gdzie jest granica. Obiecałam sobie, że jeśli uda się zamknąć choć dwa patoschroniska, powiem stop — wyznała.

Mimo że piosenkarka na chwilę usuwa się w cień, by podreperować zdrowie, nie zostawia tematu zwierząt samemu sobie. Nawet będąc na przymusowym odpoczynku, apeluje do fanów o dalsze wsparcie i zaangażowanie w akcje pomocowe. To pokazuje, że dla Rabczewskiej sprawa nie była tylko chwilowym trendem pod zasięgi na Instagramie, ale realną misją, za którą zapłaciła wysoką cenę.

Oddaję tę misję w wasze ręce. Otworzyłam puszkę Pandory, obudziłam zryw. Teraz musicie to kontynuować — apelowała.

Teraz w końcu nie wytrzymała

Artystka opublikowała na Instagramie oświadczenie, które w mediach odbiło się echem głównie przez niefortunne uproszczenia. Wiele portali podało dalej informację, że Dorota Rabczewska kończy swoją działalność charytatywną na rzecz zwierząt, co – jak się szybko okazało – wywołało w sieci spory chaos i realne szkody. Piosenkarka prostuje: nie przestała kochać psów, ale sposób, w jaki media zinterpretowały jej słowa, miał katastrofalne skutki. Ludzie, widząc nagłówki o „końcu akcji”, mogli odnieść wrażenie, że pomoc nie jest już potrzebna, co uderzyło bezpośrednio w fundacje. Doda zaznaczyła, że problemem nie jest brak chęci, ale manipulowanie jej wypowiedziami, które żyją własnym życiem w pogoni za klikami.

Wszystkie media, które dla klikalności zrobiły tytuły „Doda kończy z pomocą dla schronisk” zrobiły tym kłamstwem obrzydliwą rzecz: Przez was firmy, które mogłyby przekazywać ogromne fundusze na budy i karmy w zamian za reklamę na moim instagramie, co się dzieje non-stop od trzech tygodni, będą wprowadzeni w dezinformację!

W oświadczeniu pojawił się też ostry apel do dziennikarzy. Artystka ma dość tego, że poważne tematy społeczne są przerabiane na tanie sensacje, które wprowadzają odbiorców w błąd. Podkreśla, że kiedy angażuje swoje zasięgi w pomoc, bierze na siebie ogromną odpowiedzialność, a medialna dezinformacja niweczy miesiące ciężkiej pracy. To klasyczny przykład tego, jak jeden źle skonstruowany tytuł może zatrzymać strumień wsparcia dla potrzebujących czworonogów.

Apeluje o natychmiastową zmianę tytułów na prawdę: odsuwam się od WALKI Z PATOSCHRONISKAMI. Ze względu na brak pomocy innych gwiazd i mój fatalny stan psychiczny po tym co zobaczyłam! Ale to nie jest odsuwanie się od pomocy, bo wczoraj właśnie w takim schronisku 5 h ocieplałam budy! – napisała

Click to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Copyright © 2025 Myjoy247